Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cmentarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cmentarz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 stycznia 2019

Stary Węgliniec - ślady po Alt Kohlfurt


Ślady po przedwojennym Alt Kohlfurt w dzisiejszym Starym Węglińcu (gm. Węgliniec, pow. zgorzelecki) to przede wszystkim pozostałości po starym cmentarzu ewangelickim, które tworzą małe lapidarium z nagrobków. 

Większość epitafiów pochodzi z mogił małych dzieci, o czym świadczą widoczne jeszcze daty urodzenia i śmierci, z reguły wskazujące na wiek XIX i początki wieku XX.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Cmentarz żydowski w Krościenku nad Dunajcem

Cmentarz żydowski w Krościenku nad Dunajcem (woj. małopolskie, pow. nowotarski) to nie tylko kirkut, ale także masowy grób.  W 1942 roku Niemcy przeprowadzili akcję "oczyszczania" Krościenka i okolic z ludności żydowskiej, w wyniku czego rozstrzelano 256 osób. Ich ciała zakopano na terenie cmentarza. 

Dopiero w tym roku przeprowadzano badania terenu, dzięki czemu ustalono dokładną lokalizację i rozmiar masowego grobu. Wykonano też prace porządkowe, ustawiono tablice informacyjne i pomnik w kształcie pękniętej macewy, na którym umieszczono nazwiska krościeńskich ofiar Zagłady. Całą akcję zainicjował Dariusz Popiela, kajakarz i medalista olimpijski, organizator zbiórki internetowej na rzecz naddunajskiego kirkutu.

Cmentarz został zdewastowany w czasie II wojny światowej. Według tej informacji w 1946 roku w pobliżu kirkutu rozegrała się  kolejna tragedia:

Na początku maja 1946 r. grupa partyzantów z oddziału Józefa Kurasia „Ognia” zatrzymała samochód wiozący 26 Żydów, którzy mieli być przerzuceni przez zieloną granicę. Z niewyjaśnionych do tej pory przyczyn partyzanci otworzyli ogień do podróżujących, zabijając 15 osób i raniąc kolejne siedem.

Informacja o akcji oddziału Kurasia znajduje się też na stronie Wirtualny Sztetl

Z dawnego kirkutu nie pozostało tu zbyt wiele. W trawie, obok masowego grobu, leży macewa. Ocalała też jedna mogiła, oprócz niej na terenie cmentarza można znaleźć podmurówki i pojedyncze fragmenty nagrobków.

niedziela, 16 października 2016

Ruiny kościoła ewangelickiego. Miłków

Kościół ewangelicki w Miłkowie (pow. jeleniogórski, gm. Podgórzyn) wybudowano w latach 1754-1755. Został opuszczony w 1946 roku, gdy ze wsi wysiedlono ludność niemiecką. Po drugiej wojnie światowej osadnicy-Polacy rozebrali ołtarz i organy, zdemontowali trzy kościelne dzwony. W 1980 roku usunięto dach, który wtedy już groził zawaleniem. Zostały tylko ściany i wieża. 

Główny portal został zamurowany, a użyto do tego m.in. płyt nagrobnych z przedwojennego niemieckiego cmentarza (podobnie jak do budowy śmietnika cmentarnego przy działającym kościele w Miłkowie, o którym pisaliśmy tutaj przy okazji opisu tamtejszych krzyży pokutnych). 

Według miejscowej legendy kościół jest przeklęty - podobno ludzie, którzy brali jakikolwiek udział w pracach rozbiórkowych, zapadali na śmiertelną chorobę. Każdy, kto przyczynił się do rozebrania świątyni, wkrótce umierał. Właśnie dlatego kościół nie zniknął całkowicie z powierzchni ziemi.

Ciekawostka warta zaznaczenia: po lewej stronie portalu, tuż przy ziemi, zachowała się mała płaskorzeźba z masońskimi symbolami - cyrklem i węgielnicą podtrzymywanymi przez dwa lwy. Jej usytuowanie może świadczyć, że jest to kamień węgielny położony pod budowę kościoła. 

Dawniej wokół świątyni znajdował się ewangelicki cmentarz, teraz są tu groby Polaków-katolików. Niemniej jednak kilkadziesiąt starych nagrobków przetrwało do dzisiaj - zostały zgrupowane w jednym miejscu i rozmieszczone w dwóch rzędach, dzięki czemu powstało niewielkie lapidarium. 
Wśród ocalonych płyt nagrobnych warta uwagi jest mogiła malarza i grafika Hansa Seydela (1866-1916), ozdobiona rzeźbą przedstawiającą malarską paletę i pędzle. 

Kościół znajduje się w samym centrum Miłkowa, przy drodze do Sosnówki. Trudno go nie zauważyć, ponieważ wysoka wieża góruje nad miejscowością - widać ją doskonale z drogi prowadzącej z Jeleniej Góry do Karpacza. 

sobota, 1 października 2016

Krzyże pokutne. Miłków

 Z trzech krzyży pokutnych w Miłkowie (gmina Podgórzyn, pow. jeleniogórski) najciekawszy jest ten najmniejszy (wygląda zresztą na to, że jego podstawa jest złamana). Widnieje na nim ryt miecza, a na ramionach... ryty stóp. Prawdopodobnie są one symbolem zawodu ofiary - szewca. Według innej interpretacji są to stopy rycerza w zbroi, traktowane jako... narzędzie zbrodni. Na tablicy informacyjnej umieszczonej przy krzyżach czytamy: "(...) wzburzony rycerz po cięciu mieczem mógł, będąc w afekcie, zadeptać swoją ofiarę, co przy wadze ówczesnego uzbrojenia nie było wcale rzeczą trudną". Drugi krzyż posiada ryt kuszy. Trzeci nie ma rytu, widoczne jest pęknięcie poniżej ramion. Odkryto go przypadkowo po wojnie, dzięki temu, że z muru kościelnego odpadł fragment tynku. Wszystkie trzy krzyże są wmurowane w zewnętrzną stronę muru otaczającego kościół św. Jadwigi. Pomiędzy nimi umieszczono - moim zdaniem dość niefortunnie - współczesną kapliczkę.

Warto przejść się wokół kościoła z kilku powodów. Oprócz krzyży pokutnych jest tu też pręgierz o wysokości 135 cm. Dawniej był wmurowany w ogrodzenie, o czym świadczą fragmenty mocowania. Zaraz za bramą kościelną kolejne ciekawe obiekty - odrestaurowane epitafia, prawdopodobnie barokowe - putto plus ludzka czaszka równa się barok ;). To nie wszystko - jest tu jeszcze... śmietnik cmentarny. Został zbudowany m.in. z niemieckich nagrobków przedwojennych mieszkańców wsi Arnsdorf (Miłkowa). 

niedziela, 28 sierpnia 2016

Cmentarz na Sokolej Górze. Łagów Lubuski

Łagów Lubuski po raz trzeci na blogu. Jezioro Łagowskie i Trześniowskie oraz zamek Joannitów to miejsca, których nie da się tutaj nie zauważyć i nie da się ich ominąć. Tymczasem to, co interesowało nas najbardziej - stary cmentarz ewangelicki - jest ukryte i opuszczone. Podczas naszej wizyty nie było tu żywej duszy. 

Cmentarz znajduje się na szczycie gęsto zalesionej Sokolej Góry. Nie widać go ani od strony miejscowości, ani z zamkowej wieży, ani ze ścieżki spacerowej wytyczonej wzdłuż brzegów Jeziora Trześniowskiego. 
Najłatwiej dostać się tutaj, wchodząc na teren rezerwatu przyrody Buczyna Łagowska - wejście znajduje się za parkiem zamkowym, po lewej stronie wieży. Kilkadziesiąt metrów za bramą prowadzącą do rezerwatu znajdziecie murowane schodki - po lewej stronie ścieżki. Prowadzą właśnie na niemiecki cmentarz. 

Cały teren jest bardzo zaniedbany. Natura robi swoje - nagrobki są powoli pożerane przez zieleń. Mimo to łagowski cmentarz robi duże wrażenie. Jest dosyć rozległy i bardzo ciekawy. Coś, czego nie da się przeoczyć, to grupa nagrobków przypominających pieńki drzew - z oddali wyglądają po prostu jak część lasu. Na wielu grobach zachowały się zdobienia i symbole (np. coś, co przypomina masoński cyrkiel na największym grobowcu), na niektórych widać imiona i nazwiska zmarłych oraz daty narodzin i śmierci. 

Przy wejściu na cmentarz znajduje się głaz z napisem w języku polskim i niemieckim: "Pokój zmarłym, pokój żywym. 22.05.2012". Miał to być pewnie znak pamięci o niemieckich mieszkańcach przedwojennego Łagowa. Niestety na ustawieniu kamienia się chyba skończyło, bo stan cmentarza jest fatalny. 

wtorek, 26 lipca 2016

Cmentarna Cytadela. Poznań

Poznański Park Cytadela to nie tylko pozostałości po Forcie Winiary, ale też kilka  ciekawych cmentarzy.

Cmentarz parafii św. Wojciecha powstał w I połowie XIX wieku na terenie dawnej wsi Bonin. W związku z planami budowy twierdzy mieszkańców wsi wysiedlono, pozostał tylko cmentarz. W 1892 roku odbył się tu ostatni pogrzeb. Podczas oblężenia twierdzy w 1945 roku walki toczono m.in. na terenie tego cmentarza. Podczas walk o cytadelę wiele nagrobków zniszczono lub uszkodzono. 

Wojenny Cmentarz Bohaterów Radzieckich to miejsce pochówku żołnierzy radzieckich, nie tylko tych, którzy zdobyli twierdzę, ale też innych, którzy ginęli na terenie Poznania. W ponad 400 mogiłach leży tu przeszło 3600 poległych. W 2013 roku ktoś oblał pomniki czerwoną farbą i zostawił po sobie napis "Śmierć komuchą" (pisownia oryginalna!).

Wojenny Cmentarz Wspólnoty Brytyjskiej utworzono w 1925 roku - spoczywają tu żołnierze brytyjscy polegli w I i II wojnie światowej, a wśród nich uczestnicy Wielkiej Ucieczki , jeńcy z obozu w Żaganiu rozstrzelani z osobistego rozkazu Hitlera. Leżą tu też Kanadyjczycy, Irlandczycy i Australijczycy.

Cmentarz Bohaterów Polskich kryje ciała  cytadelowców, Polaków poległych w 1945 roku w walkach o Cytadelę. Są tu też mogiły zbiorowe: rozstrzelanych więźniów Fortu V, więźniów obozu koncentracyjnego w Żabikowie, straconych robotników przymusowych, ofiar stalinizmu i trzynastu zabitych podczas poznańskiego czerwca 1956. 

Cmentarz Garnizonowy powstał w 1922 roku, spoczywają na nim weterani powstania styczniowego, powstańcy wielkopolscy, a także ofiary wojny polsko-bolszewickiej, łącznie ponad 400 osób. Na tym terenie również toczyły się walki o twierdzę w 1945 roku, więc i ten cmentarz ucierpiał. Uporządkowano go dopiero w latach 70. - wtedy też ustawiono nowe płyty nagrobne w kształcie krzyży.

Niemiecki Cmentarz Honorowy z 1915 roku. Nie znalazłam o nim zbyt wielu informacji, tyle tylko, że byli tu chowani niemieccy żołnierze, którzy zmarli w lazaretach. Cmentarz honorowy został zlikwidowany, a na jego miejscu powstał cmentarz żołnierzy radzieckich. Dziś nie ma już także  na Cytadeli cmentarza prawosławnego. 

poniedziałek, 30 maja 2016

Niemiecki cmentarz w Kaczenicach


Na ten cmentarz trafiłam przypadkiem - wracając z Niwisk tuż przed miejscowością Kaczenice (pow. zielonogórski, gmina Nowogród Bobrzański) dostrzegłam kątem oka majaczące za drzewami stare groby. Nie było wyjścia - mimo późnej pory i padającego deszczu musiałam skręcić w las i sprawdzić to miejsce. 

Okazało się, że za przedwojennymi grobami niemieckimi są też nowe mogiły polskie. W tej ziemi spotkali się mieszkańcy polsko-niemieckiej przestrzeni, połączeni tym samym miejscem, mimo że pochodzący z różnych czasów, o różnych narodowościach, może też rożnych wyznań (chociaż nie mam pewności, czy część niemiecka jest ewangelicka).

Ten cmentarz zadziwia... Widać, że ktoś troszczy się o niemieckie groby, mimo że część nagrobków jest potrzaskana, część już się zapada, większość porasta mech. Wygląda to tak, jakby kiedyś część niemiecka była zdewastowana, a teraz ktoś poskładał wszystko do kupy. Najmniejsze kawałeczki płyt nagrobnych zostały zebrane i złożone na mogiłach. Na niektórych stoją znicze i kwiaty. Piasek wokół grobów wyglądał na świeżo zagrabiony. Nie widać tu "odniemczania" tzw. Ziem Odzyskanych, o którym pisałam przy okazji postu o drogowskazie w  Łaziskach. Nie ma śladu po cmentarnych hienach, takich jak te, które rozkopały cmentarz w Starych Jaroszowicach. To pierwszy tak zadbany cmentarz poniemiecki spośród wszystkich, które dane mi było widzieć. Trudno powiedzieć, z czego wynika ta troska. Może powodem jest to, że w tej samej przestrzeni spoczywają też Polacy.

Cmentarz ciekawi tym bardziej, że nie znalazłam o nim absolutnie żadnych informacji. Nigdzie w sieci nie trafiłam też na zdjęcia tego miejsca. Dlatego też nie mam pojęcia, kto tak o niego dba, z czyjej inicjatywy te cmentarne porządki - mieszkańcy Kaczenic? Jakieś stowarzyszenie? Bo chyba nie przyjeżdżają tu Niemcy, żeby grabić piasek przy grobach? A może? O samych Kaczenicach też niewiele można powiedzieć - ot, miejscowość licząca 200 mieszkańców, położona między Niwiskami a Nowogrodem Bobrzańskim. 

czwartek, 26 maja 2016

Zakonserwowana ruina. Kościół w Sobocie

Romański kościół pw. Piotra i Pawła w Sobocie (pow. i gmina Lwówek Śląski) został wybudowany już w XIII wieku (pierwsza wzmianka o świątyni pochodzi z 1212 r.). W 1571 roku był rozbudowany po raz pierwszy. Drugą rozbudowę (a raczej odbudowę po pożarze) ukończono w 1701 roku - ta data widnieje nad kruchtą - MDCCI. 
U schyłku II wojny światowej Niemcy zorganizowali na wieży kościelnej punkt obserwacyjny. Gdyby nie to, kościół być może przetrwałby - został jednak zbombardowany przez Rosjan w 1945 roku i od tego czasu jest ruiną.

Ruina, ale jednak ktoś się o nią troszczy. W 2012 roku z inicjatywy Starostwa Powiatowego w Lwówku Śląskim kościół zabezpieczono - teren został uporządkowany, a kruchtę i budynek  bramny nakryto nowiutkim dachem.  

Wokół kościoła zachowało się kilka niemieckich przedwojennych mogił (chowano tu również zmarłych z pobliskiego Dębowego Gaju, w którym nie było kościoła), a wśród nich ciekawy pomnik nagrobny w miejscu pochówku jeńców z czasów I wojny światowej, Polaka i Rosjanina. Niestety nie zachowały się całopostaciowe płyty nagrobne z XVI i XVII wieku. Epitafia były wmurowane w ściany świątyni. Płyty przedstawiały wizerunki członków szlacheckich rodów, właścicieli Soboty, Dębowego Gaju i pobliskich majątków - m.in. von Zedlitzów.

Niestety, wszystkie płyty całopostaciowe zostały skradzione i słuch po nich całkowicie zaginął (podobno były tu jeszcze w końcu lat 90.). Nie ma żadnych świadków, nikt nic nie wie, chociaż ruina nie znajduje się wcale na uboczu, ale w samym środku wsi, w otoczeniu domów, blisko głównej ulicy...

Warto porównać dzisiejszy stan "odrestaurowanej" ruiny ze zdjęciami sprzed prac zabezpieczających - zobaczcie wpis na blogu Moje miejsce

środa, 20 kwietnia 2016

Cmentarz wojenny w Olsztynie

Trafiłam tu właściwie przypadkiem. Szukałam kirkutu, a znalazłam cmentarz wojenny przy ul. Szarych Szeregów, a raczej cmentarze - z jednej strony alejki pochowani są żołnierze niemieccy i rosyjscy polegli podczas I wojny światowej, z drugiej strony, po sąsiedzku - Rosjanie, Polacy i Francuzi, którzy zginęli w II wojnie. 

Przedwojenny cmentarz niemiecko-rosyjski to groby w większości regularnie rozmieszczone, z niemal identycznymi pionowymi płytami. Podobno to najlepiej zachowany cmentarz z czasów I wojny w województwie warmińsko-mazurskim. Napisy na płytach są w większej części nieczytelne. Pochowano tutaj 146 żołnierzy niemieckich i 91 rosyjskich. Rok śmierci to najczęściej 1917 lub 1918.

Po przeciwnej stronie - nowsze groby, z lat 40. Spoczywający tu Francuzi to, według jednej wersji, lotnicy biorący udział w walkach na terenie Prus Wschodnich, według drugiej - jeńcy wojenni ze Stalagu I B Hohenstein. Obok nich - Polacy, niektórzy pochowani nawet w 1947. Ginęli już po wojnie, np. oczyszczając miasto z niewybuchów. 

I wreszcie - żołnierze Armii Czerwonej. Większość tych kwater jest bezimienna, tylko z wizerunkiem gwiazdy (można przypuścić, że kiedyś gwiazdy były czerwone). Są jednak trzy wyjątki. Uwagę przykuwa płyta, na której znajduje się zdjęcie  w niebieskiej sepii przedstawiające młodego żołnierza. Patrząc na tę twarz można poczuć się jakoś nieswojo...

Wyróżnia się też odnowiona płyta z napisem "Bogusławski Izraił Mojsiejewicz 1910-1945". Ten grób jest nietypowy nie tylko dlatego, że płyta wygląda na nową i że widnieje na niej imię i nazwisko poległego żołnierza. Jest w nim jeszcze coś ciekawego - kamyczki, które świadczą o żydowskich korzeniach zmarłego (o zwyczaju kamyczkowym pisałam w poście o krakowskim kirkucie Remuh). 

I wreszcie trzeci nieanonimowy grób - płyta ze zdjęciem żołnierza, który pochodził z Białorusi (jeśli dobrze rozszyfrowałam cyrylicę). Data śmierci - 23.01.1945 (dzień po wkroczeniu Rosjan na teren szpitala psychiatrycznego i lazaretu w Kortowie).

sobota, 16 kwietnia 2016

Trupi Czerep. Przeklęty psychiatryk w Olsztynie - Kortowie


Totenkopf oznacza Trupi Czerep - tak już na początku XX wieku nazywano Kortau (dzisiejsze Kortowo, uniwersytecka dzielnica Olsztyna). W 1882 roku powstał tu Zakład dla Obłąkanych - jeden z najstarszych, a zarazem najbardziej nowoczesnych psychiatryków w Prusach Wschodnich. Tragiczną historię szpitala można rozpisać na dwa rozdziały - niemiecki i radziecki...

Szpitala nie ominęła tzw. totalna eutanazja - hitlerowski projekt planowego, urzędowego uśmiercania osób chorych psychicznie w ramach akcji pod kryptonimem T4. Co prawda w samym Kortau nie mordowano pacjentów (tak jak to było w Lublińcu), ale wysyłano ich stąd na śmierć, do ośrodków eutanazyjnych wyposażonych w komory gazowe - do Sonnenstein i Bernburgu. Inne grupy chorych truto spalinami w mobilnych komorach gazowych, a zwłoki grzebano w okolicach Działdowa. Ilu pacjentów z Kortowa zgładzono? W jakich latach? Kto kierował akcją? Na żadne z tych pytań nie ma odpowiedzi - nie ma żadnych świadków, nie zachowały się żadne dokumenty... Równie tajemnicze są wydarzenia z stycznia 1945 roku, kiedy do Allenstein (Olsztyna) wkroczyła Armia Czerwona...

Niemiecka administracja miasta niemal do ostatniej chwili zwlekała z rozkazem ewakuacji mieszkańców. Dopiero 19 lub 20 stycznia postanowiono ewakuować szpital psychiatryczny. W budynkach pozostała część lekarzy i personelu, pacjenci obłożnie chorzy, przykuci do łóżek, a także Niemcy z lazaretu wojskowego. Pozostali pensjonariusze zostali zaprowadzeni na stację kolejową. Nikt nie wie, co się z nimi stało. Według jednej hipotezy zamarzli pozostawieni na jakiejś zapomnianej bocznicy kolejowej, według innej - zostali rozstrzelani w drodze. Nie odnaleziono ani jednej osoby z tego osobliwego transportu dla obłąkanych. Po prostu zniknęli.
A co z osobami, które pozostały w szpitalu i lazarecie? Rosjanie urządzili tu pogrom. Pacjenci i personel zostali rozstrzelani, niektórych potraktowano miotaczami ognia. Kilkunastu lekarzy ukryło się na strychu willi przy ul. Warszawskiej. Nie bez powodu nazywana jest ona domem wisielców. Rosjanie znaleźli ukrywających się ludzi i powiesili ich na belkach. Trupy odcięto i zakopano. Grób został odkryty dopiero w 1963 roku. 
Co działo się w Kortowie po wojnie? Dzielnica była oddalona od centrum miasta, więc nikt nie chciał się osiedlać wśród zgliszczy Zakładu dla Obłąkanych. Doły z trupami zdążyły zarosnąć trawą i krzewami. Na pierwszą mogiłę zbiorową natrafiono przypadkiem, dopiero w 1950 roku. Robotnicy remontujący poszpitalne budynki trafili na kilkanaście szkieletów. Potem w różnych miejscach kompleksu odkrywano kolejne zwłoki. Te zakopane głębiej nie były jeszcze zeszkieletowane, miały zachowane powłoki miękkie. Rok po roku odkopywano kolejnych nieszczęśników. Ich ciała wrzucano do skrzyń i przenoszono na olsztyńskie cmentarze. Zakopywano płytko - psy szybko rozwłóczyły ludzkie kości.
Na upiornym cmentarzu wyrosło miasteczko akademickie. Nad Jeziorem Kortowskim luzują się studenci. Po tragicznych wydarzeniach nie ma tu śladu - poza kilkoma budynkami z czerwonej cegły, teraz siedzibami Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Jest też pomnik z małą tabliczką - ale nawet on nie jest poświęcony pacjentom szpitala i lazaretu, ale osobom pogrzebanym na przedwojennym wielowyznaniowym cmentarzu, który kiedyś mieścił się w okolicach Kortau. 
Olsztyńska pamięć wydaje się trochę dziurawa...

sobota, 9 kwietnia 2016

Ruiny kościoła św. Jana. Zatonie

Zatonie to nie tylko ruiny pałacu Talleyrandów. Po drugiej stronie ulicy jest kolejne ciekawe miejsce - ruiny kościoła pw. św. Jana. Kościół wybudowano w XIII wieku. Najpierw był świątynią katolicką, potem ewangelicką, a w dobie kontrreformacji znowu katolicką. W ciągu wieków liczba katolików w okolicy tak zmalała, że w 1837 roku zamknięto kościół. Już w XIX wieku była to ruina. Jakimś cudem fragmenty murów z kamienia polnego i rudy darniowej przetrwały do dzisiaj. 

Resztki kościoła są totalnie porośnięte bluszczem. Poza murami, zarysami wejść i okien nie pozostało tu praktycznie nic - oprócz pewnego ciekawego szczegółu. Wewnątrz ruin można dostrzec namalowany na ścianie czerwony równoramienny krzyż wpisany w okrąg. Mogłoby się wydawać, że to jakieś współczesne bazgroły, jednak nic bardziej mylnego. To właśnie w tym miejscu zachowały się resztki zacheuszka. 

Zacheuszek (krzyż apostolski, znak konsekracyjny) umieszczano na ścianach świątyń na znak poświęcenia miejsca przez biskupa. To, co można zobaczyć na ścianie ruin w Zatoniu, nie jest jednak oryginalnym zacheuszkiem, tylko jego odtworzonym współcześnie kształtem. Oryginalny  fragment tynku z polichromią został zdjęty ze ściany w 2014 roku, odrestaurowany i zabezpieczony, a na koniec przeniesiony do działającego kościoła w Zatoniu.

Za kościołem można znaleźć skromne pozostałości po niemieckim cmentarzu - cztery płyty nagrobne są ustawione pod murem, a dwa leżą, porasta je trawa i dosłownie zapadają się w ziemię. 

sobota, 12 marca 2016

Cmentarz Remuh. Kraków

Co zobaczyć w Krakowie, będąc w mieście niecałą dobę i mając do dyspozycji tylko kilka godzin czasu wolnego? Wybór padł na żydowskie cmentarze na Kazimierzu. Niestety oba są czynne tylko do 16:00, o czym zresztą dowiedziałam się na miejscu, więc czasu wystarczyło mi tylko na cmentarz Remuh (na terenie synagogi Remuh, ul. Szeroka 40).

Remuh to jeden z najstarszych europejskich cmentarzy żydowskich - założono go w 1551 roku. Ostatni pochówek odbył się tutaj w 1850 roku. Podczas II wojny światowej na terenie cmentarza znajdowało się... wysypisko śmieci. W 1959 roku w wyniku prac archeologicznych odkopano kilkaset macew, stel i sarkofagów - z inicjatywy organizacji Join Distribution Committee cmentarz został odnowiony. Obecnie trwają kolejne prace zabezpieczające Remuh - na ich cel przeznaczona jest opłata pobierana za wstęp (5 zł). 

Nazwa cmentarza wzięła się od pochowanego tutaj rabina Mojżesza ben Israela Isserlesa, zwanego właśnie Remuh (Remu). W 1553 roku wybudował synagogę Remuh dla uczczenia pamięci zmarłej żony. Do dzisiaj zresztą znajduje się tu jego nagrobek z 1572 roku. To właśnie tutaj złożono chyba najwięcej kwitełe - karteczek z modlitwami i prośbami kierowanymi do Boga i zmarłych. Wiele takich karteczek pozostawiono także przy grobie Eliezera Aszkenazego. Co prawda jego nagrobek jest zrekonstruowany, ale zwieńczenie - wąż Eskulapa - oryginalne (Aszkenazy był lekarzem). 

Oprócz kwitełe odwiedzający zostawiają na grobach coś jeszcze - kamyczki. Niektóre groby są nimi dosłownie zawalone. Zwyczaj ten to prawdopodobnie nawiązanie do Tory, która mówi o nakazie (micwa) umieszczenia na miejscu pochówku kamienia nagrobnego. Zabezpieczenie w ten sposób grobu było wyrazem szacunku dla zmarłego (m.in. chroniło przed rozgrzebaniem miejsca pochówku przez zwierzęta). Ci, którzy nie uczestniczyli w pogrzebie, mogą wypełnić micwę, umieszczając na grobie kamyk. Obecnie obyczaj ten to coś w rodzaju kwiatów i zniczy zostawianych na grobach chrześcijańskich - symbol czci i pamięci o zmarłym. 

Jeśli będziecie na cmentarzu Remuh, koniecznie podjedźcie kawałek dalej, na plac Bawół. Tam, na ścianie jednej z kamienic, znajduje się piękny, monochromatyczny mural upamiętniający Maurycego Liliena, grafika, malarza i fotografa. Mural stworzyła izraelska grupa Broken Fingaz z Hajfy. Warto zobaczyć! 

piątek, 12 lutego 2016

Mauzoleum rodzin von Merveldt oraz von Frankenberg. Warta Bolesławiecka / Wartowice

 Ukryte wśród drzew mauzoleum, gdzieś pomiędzy Wartą i Wartowicami (powiat bolesławiecki), zwane jest cmentarzem dworskim. Zostali tu pochowani dawni właściciele dworu w Warcie: hrabia Klemens August von Merveldt (1845-1923), pułkownik w stanie spoczynku, jego żona Johanna, z domu von Frankenberg (1848-1924) oraz teściowa Rosa von Frankenberg (1822-1897). Mogiłę hrabiego, słynącego z zamiłowania do polowań, zdobi wizerunek jelenich rogów.

Mauzoleum sprawia przygnębiające wrażenie. Płyty nagrobne są potrzaskane i powywracane, pomiędzy nimi walają butelki po piwie, a kopuły pokryte ocynkowaną blachą - zardzewiałe i dziurawe. Za sarkofagami znajdowało się miejsce pochówku dworskiej służby - z tego cmentarzyka pozostał tylko jeden grób, drewniany krzyż, oparty o niego fragment nagrobka i pojedyncze kamienne elementy. 
Tak zaniedbane miejsce jest reklamowane jako atrakcja turystyczna i umieszczone na trasie Złotego Szlaku Rowerowego. To dobrze, że jest na tym szlaku, ale szkoda, że nie jest w ogóle uporządkowane.
W Warcie nie widzieliśmy niestety żadnego drogowskazu, który ułatwiłby znalezienie cmentarza. Jeśli chcecie odwiedzić mauzoleum, musicie w Warcie skręcić w drogę prowadzącą do Wartowic. Cmentarz dworski jest mniej więcej w połowie drogi między tymi miejscowościami (na końcu drugiej kępy drzew, po lewej stronie, jadąc od strony Warty).

Trzeba jeszcze coś rzec o szlaku rowerowym. Każda atrakcja na trasie jest opatrzona tablicą informacyjną. Na tablicy przed mauzoleum można przeczytać, że pochowano tu ostatnich właścicieli dworu w Warcie. Otóż nie jest to prawda - hrabia Klemens, zmarły w 1923 r., był dziadkiem ostatniego właściciela, Wilhelma, który dwór opuścił po II wojnie. 

Tablica informuje, że mauzoleum pochodzi z lat 20. XX w. Być może sam "baldachim" nad sarkofagami rzeczywiście wybudowano w tych latach, ale zwróćcie uwagę na to, że teściowa Klemensa, Róża, zmarła w 1897 roku! Natomiast na płycie opartej o drewniany krzyż w części przeznaczonej dla służby jako rok śmierci dworskiego sługi podano 1895. Nie sugerujmy się zatem do końca tą tablicą - cmentarz dworski jest jeszcze starszy, niż ona informuje. 

niedziela, 7 lutego 2016

Powódź błotna. Tragedia w kopalni miedzi w Iwinach

13 grudnia 1967 to dla mieszkańców Iwin (pow. bolesławiecki, gmina Warta Bolesławiecka) tragiczna data. Krótko po 3:00 w nocy wioskę zaczęło zalewać błoto - odpady powstałe w wyniku wydobycia miedzi, zgromadzone w zbiorniku poflotacyjnym na terenie Zakładów Górniczych "Konrad". Grobla zbiornika pękła, a lawina błota potoczyła się w kierunku Iwin. Zginęło 18 osób, a ponad 500 zostało poszkodowanych. 

Wyrwani ze snu mieszkańcy zaczęli uciekać przed wielką masą szlamu. Nie wszyscy jednak zdążyli. Jeden z mężczyzn wrócił do domu po swoją córkę. Nie udało mu się. Córka zginęła, ciało ojca porwał nurt i poniósł kilka kilometrów dalej. Ciało odnaleziono po dziesięciu dniach. Inni nie mogli wydostać się z domów, bo fala wybijała ona i wlewała się do wnętrza. Ginęły całe rodziny, małżeństwa z dziećmi. Pewnym rodzicom niemowlę wypadło z becika. Oni przeżyli, ono już nie... O tych przypadkach możecie przeczytać w artykule Utopieni w błocie

O tym, jak potężna była lawina błota, świadczą szkody, jakie wyrządziła. Osiągała momentami nawet 20 metrów wysokości. Zalewała domy i pomieszczenia gospodarcze, zabierając ze sobą ludzi i zwierzęta. Łamała słupy energetyczne i drzewa, porywała wagony z urobkiem, wyginała tory kolejowe. Po tragedii cała wieś była pokryta szlamem. Trzeba było pochować zmarłych i zacząć odbudowę zrujnowanych domów...
Przed sądem stanęło sześć osób, m.in. projektant tamy i kierownik budowy. Zostali skazani na karę wiezienia, a po kilku miesiącach wypuszczeni. Uznano, że nie mogli zapobiec katastrofie. 

Zakłady Górnicze "Konrad" należały do KGHM. Wydobywano tu miedź, korzystając z poniemieckich szybów K I oraz K II. Zakład zatrudniał ponad 3 000 pracowników. Kopalnię zamknięto w 1989 roku. Zostały po niej ruiny działu przeróbki rud. W halach ruda podlegała kruszeniu, mieleniu, flotacji i suszeniu, a następnie była transportowana do huty w Legnicy. 

Oprócz tej hali dotarliśmy też w inne miejsca związane z górnictwem w Iwinach. Do nich należy kapliczka z figurą patronki górników, św. Barbary, oraz zabetonowany szyb K I, z którego wystaje zalane do połowy betonem koło wyciągowe. Nie mogliśmy ominąć cmentarza - to tu leżą ofiary katastrofy, niektóre w rodzinnych mogiłach... 

wtorek, 10 listopada 2015

Resztki romańskiego kościoła. Kościelniki Średnie

Wzmianki w źródłach niemieckich podają, że świątynia w Kościelnikach Średnich (pow. lubański, gmina Leśna) powstała już w 1002 roku - taka data miała widnieć na stropie.  Inne źródła wzmiankują, że początki budynku sięgają połowy XIII wieku, jeszcze inne wskazują na rok 1335. 

Jakby nie było, jest to jeden z najstarszych kościołów w okolicy, na co wskazuje zresztą jego architektura - typowa dla kościołów romańskich ciężka i prosta bryła, grube mury, małe okienka - wszystko to dlatego, że świątynie romańskie często pełniły dwie funkcje, sakralną i obronną. 

Z kościoła pozostały ruiny, ale jednak zachowała się cała bryła, wieża, kompletna absyda. Budynek jest zabezpieczony. Dawniej wokół niego był pewnie niemiecki cmentarz katolicki, po którym do dzisiaj zachowały się pojedyncze nagrobki i leżące tu i ówdzie epitafia (w Kościelnikach Średnich znajdziecie też pozostałości po cmentarzu ewangelickim). Pomiędzy nimi tkwi kilka powojennych, polskich grobów. Być może dlatego trawa i krzaki wokół ruin zostały wycięte, a cmentarzyk jest w miarę uporządkowany. 

Najciekawszy element dawnego cmentarza to rzeźba siedzącej kobiety, z kotwicą u stóp. Nad jej głową pewnie było kiedyś epitafium - teraz została tylko bryła, na której wyraźnie widać ślady po dłutowaniu. 
Co gorsza, posąg został pozbawiony głowy i ręki. Przypomina jakieś upiorne, bezgłowe widmo, które wieki temu postawiono na straży kościoła i które utknęło tu do dzisiaj... 

Ruiny kościoła dosyć łatwo znaleźć. Wieża i resztki dachu są widoczne z drogi prowadzącej z Lubania do Leśnej. Natomiast żeby podejść pod sam kościół, musieliśmy trochę kluczyć - nie znaleźliśmy przejścia od strony dawnego pałacu (dziś jest to budynek mieszkalny). 

Pomimo tego, że po kościele nie zostało zbyt wiele, to zachęcamy do odwiedzenia tego miejsca, w końcu romański zabytek to jest coś - czuć klimat dawnych wieków, odległej przeszłości, a bezgłowy posąg sprawia, że jest tu trochę niepokojąco... 

poniedziałek, 26 października 2015

Cmentarz w lesie. Kościelniki Średnie

Zapomniany cmentarz niemiecki w Kościelnikach Średnich (pow. lubański, gmina Leśna) jest - jak to często bywa z takimi miejscami - zupełnie ukryty przed światem. Najłatwiej go odnaleźć, obierając za punkt orientacyjny kościół i nowy cmentarz. Kawałek dalej, na małym wzgórzu, zobaczycie niewielki las - na samym końcu wioski, przy drodze wiodącej w kierunku Grodnicy. Lasek wygląda... po prostu jak lasek. Patrząc z drogi, nie da się dostrzec grobów. Są widoczne dopiero po wejściu między drzewa. 
 Cmentarz w Kościelnikach Średnich nie jest aż tak zniszczony, jak ten w Starych Jaroszowicach - przynajmniej groby nie są rozkopane... Nie znaczy to jednak, że jest w dobrym stanie. Nagrobki są poprzewracane, płyty nagrobne popękane, pomiędzy mogiłami rosną drzewa. Co ciekawe, jest tu też kilka polskich, powojennych grobów, ale nie wygląda na to, żeby ktoś je jeszcze odwiedzał. 

O cmentarzu pisała na swoim blogu Verenne - poza jej fotorelacją trudno znaleźć informacje na temat tego miejsca. Gdzieniegdzie pojawiają się tylko szczątkowe opisy. 
Wiadomo, że miejsce pochówku powstało na skutek protestów ewangelickich mieszkańców wioski. Co prawda mogli oni grzebać zmarłych na cmentarzu katolickim, ale bez protestanckiego duchownego. Wspólnota ewangelicka otrzymała kawałek podmokłego pola, na którym w 1827 roku otworzono cmentarz. 
Wiadomo też, że jest on wpisany na listę zabytków Narodowego Instytutu Dziedzictwa - jednak niejednokrotnie przekonaliśmy się, że to zupełnie o niczym nie świadczy... 

Zbliża się listopad - to dobry czas, żeby przypominać o tych miejscach, gdzie między żywymi i zmarłymi nie ma już komunikacji. Pamięć o tych anonimowych, opuszczonych duszach aktualizuje się tylko w krótkich momentach, takich jak nasze poszukiwanie - i odnalezienie - cmentarza w Kościelnikach Średnich...

piątek, 16 października 2015

Muzeum Sztuki Cmentarnej. Wrocław

W lipcu tego roku przez Wrocław przeszła nawałnica, która wyrządziła ogromne szkody m.in. w Muzeum Sztuki Cmentarnej. Stary cmentarz żydowski przy ul. Ślężnej do niedawna był niedostępny do zwiedzania - miesiąc temu nie udało nam się go zobaczyć. Na szczęście szkody zostały już usunięte, możemy więc zaprezentować zdjęcia z wczorajszej wyprawy na stary kirkut. Wejścia w czwartki są bezpłatne, w pozostałe dni obowiązuje bilet wstępu (10 zł ulgowy, 15 zł normalny). 

Cmentarz żydowski powstał w 1825 roku. Mieścił się wtedy poza granicami Wrocławia - we wsi Gabitz. W 1868 roku miasto pochłonęło wioskę, wraz z nią w obrębie Breslau znalazł się też kirkut. Do II wojny światowej nekropolię trzykrotnie powiększano. Ostatni pogrzeb odbył się tu w 1942 roku. Jakimś cudem piękny cmentarz nie został zniszczony przez nazistów. Teren wydzierżawiła firma ogrodnicza, która miała zamiar zrobić z tego miejsca park. Na szczęście nie zdążyła zrealizować swego celu przed zakończeniem wojny. Po 1945 r. kirkut niszczał, na szczęście w latach 70. wpisano go do rejestru zabytków. Przetrwał do dzisiaj dzięki temu, że w 1988 r. powstało tu Muzeum Architektury Cmentarnej, a od 1991 r. Muzeum Sztuki Cmentarnej (oddział wrocławskiego Muzeum Miejskiego).

Naprawdę jest tu co oglądać, mimo że wiele mogił nie wytrzymało próby czasu. Na 4,6 ha mieści się około 12 000 nagrobków! Wiele z nich to naprawdę dzieła sztuki. Muzeum pod gołym niebem to prawdziwy eklektyzm form i stylów, a także symboliki (również świeckiej). Niezwykłe bogactwo architektoniczne to efekt haskali - zapoczątkowanego w XVIII wieku ruchu intelektualnego, prowadzącego do asymilacji Żydów z innymi społecznościami, czemu towarzyszyło częściowe zeświecczenie. 
Stary kirkut bez wątpienia zasługuje na miano muzeum. Nadanie mu rangi placówki muzealnej prawdopodobnie go uratowało - gdyby nie to, być może dzisiaj zamiast macew byłby tu park albo plac zabaw... 

sobota, 26 września 2015

Nieistniejący cmentarz i niedostępne kirkuty. Wrocław

W 1948 r. Ministerstwo Ziem Odzyskanych ogłosiło, że usuwanie pozostałości po przedwojennych mieszkańcach ziem przyłączonych w 1945 r. do Polski dotyczy też niemieckich cmentarzy. Wrocławski Park Grabiszyński jest tego przykładem - przed wojną był to Cmentarz Grabiszyński III.  Mimo że większość mogił zniknęła, to można tu jeszcze odnaleźć fragmenty świadczące o dawnym przeznaczeniu parku. 
Po wejściu do parku od strony przystanku tramwajowego od razu rzuca się w oczy malutki cmentarzyk, otoczony ogrodzeniem. Napotkany tu rowerzysta opowiedział mi, dlaczego akurat ta część przetrwała. Otóż jest to tzw. cmentarz "dzieci niewybuchów" - po wojnie w gruzach Wrocławia buszowały dzieci, co często kończyło się tragicznie, ponieważ w gruzowiskach były jeszcze niewypały. Na cmentarzyku leżą właśnie rozerwane przez nie dzieci (w tym grób wujka mojego rozmówcy). Kiedy Polacy niszczyli Cmentarz Grabiszyński III, oczywiście nie chcieli ruszać "swoich" grobów. Zostawili więc też te niemieckie nagrobki, które znajdowały się między tużpowojennymi dziecięcymi mogiłami. Niestety wszystkie pozostałe niemieckie groby zniknęły, poza kilkoma płytami, rozrzuconymi po parku, które można znaleźć w zaroślach. 

Nagrobki, z których "oczyszczono" teren, przenoszono na Cmentarz Osobowicki, gdzie zrzucano je w jedno miejsce, w którym tworzyły wielki stos. Płyty były sprzedawane kamieniarzom, którzy przerabiali je na mogiły dla Polaków. Używano ich też do budowy m.in. stadionu. Wykorzystano je do wzmocnienia wybiegu dla słoni we wrocławskim ZOO...

Nie znaczy to jednak, że pamięć o Cmentarzu Grabiszyńskim III została zupełnie wymazana. W 2008 r. zakończono budowę Pomnika Wspólnej Pamięci. Pomysł pojawił się już w latach 90. W 1989 r. w zakładzie kamieniarskim w Mirkowie odnaleziono ok. 200 starych płyt nagrobnych, używanych przez kamieniarza jako "surowiec wtórny". Miasto kupiło płyty, jednak do utworzenia pomnika użyto tylko kilkanaście. Co stało się z pozostałymi, tego nie wiem.
Długi na 60 metrów Pomnik Wspólnej Pamięci mieści się na terenie parku, w miejscu, w którym znajdowało się krematorium. Złożono go ze starych nagrobków, podzielonych na cztery części, reprezentujące cztery rodzaje nieistniejących wrocławskich cmentarzy: katolicką, ewangelicką, żydowską i komunalną.  Pośrodku, na poziomej płycie, umieszczono wykaz miejskich nekropolii, których już nie ma...

Planowałam jeszcze osobny wpis o dwóch kirkutach z Wrocławia, jednak nie miałam szczęścia... Stary Cmentarz Żydowski przy ul. Ślężnej (obecnie Muzeum Sztuki Cmentarnej) został w lipcu poważnie uszkodzony na skutek nawałnicy. Nadal trwają prace porządkowe, więc niestety pan ze stróżówki nie chciał mnie wpuścić - muzeum jest nieczynne do odwołania. Miałam pecha też do Nowego Cmentarza Żydowskiego przy ul. Lotniczej. I tutaj opiekun kirkutu nie wyraził zgody na wejście - miejsce to można zwiedzać tylko w środy i niedziele, wstęp w piątek okazał się absolutnie niemożliwy. Kirkuty odkładamy więc na później...