Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jezioro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jezioro. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Z Niedzicy do Czorsztyna


Nad Jeziorem Czorsztyńskim znajdują się dwa zamki, ulokowane na przeciwnych brzegach zbiornika: zamek Dunajec w Niedzicy i zamek Wronin w Czorsztynie. Z pierwszej miejscowości do drugiej można dostać się statkiem wypływającym z przystani w Niedzicy. 

Zamek Dunajec znajduje się na wzniesieniu na wysokości 566 m n.p.m. Powstał w XIV wieku i początkowo pełnił funkcję warowni obronnej na granicy polsko-węgierskiej. W XVI wieku właścicielem zamku był król Węgier, Jan Zapolya. Węgierski władca przekazał zamek Dunajec Hieronimowi Łaskiemu jako podziękowanie za wsparcie w walce o tron. 
Na terytorium Polski zamek znalazł się dopiero po I wojnie światowej. 

Zamek Wronin w Czorsztynie powstał w XIII lub XIV wieku. Według Długosza ufundował go Kazimierz Wielki, inna wersja głosi, że król go jedynie rozbudował. W 1651 roku zamek podbił Aleksander Kostka-Napierski, przywódca powstania chłopskiego na Podhalu. Po dwudniowym oblężeniu  biskup krakowski Jan Gembicki odbił zamek, a Kostka-Napierski został skazany na karę śmierci przez wbicie na pal. 

Dziś zamek w Czorsztynie to ruina. Upadek warowni zaczął się już w XVIII wieku, kiedy Wronin został złupiony i zniszczony przez wojska kozackie. Prace zabezpieczające wykonano dopiero w latach 50. XX wieku. Dziś, jako trwała ruina należąca do Pienińskiego Parku Narodowego, jest udostępniony do zwiedzania.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Cmentarz na Sokolej Górze. Łagów Lubuski

Łagów Lubuski po raz trzeci na blogu. Jezioro Łagowskie i Trześniowskie oraz zamek Joannitów to miejsca, których nie da się tutaj nie zauważyć i nie da się ich ominąć. Tymczasem to, co interesowało nas najbardziej - stary cmentarz ewangelicki - jest ukryte i opuszczone. Podczas naszej wizyty nie było tu żywej duszy. 

Cmentarz znajduje się na szczycie gęsto zalesionej Sokolej Góry. Nie widać go ani od strony miejscowości, ani z zamkowej wieży, ani ze ścieżki spacerowej wytyczonej wzdłuż brzegów Jeziora Trześniowskiego. 
Najłatwiej dostać się tutaj, wchodząc na teren rezerwatu przyrody Buczyna Łagowska - wejście znajduje się za parkiem zamkowym, po lewej stronie wieży. Kilkadziesiąt metrów za bramą prowadzącą do rezerwatu znajdziecie murowane schodki - po lewej stronie ścieżki. Prowadzą właśnie na niemiecki cmentarz. 

Cały teren jest bardzo zaniedbany. Natura robi swoje - nagrobki są powoli pożerane przez zieleń. Mimo to łagowski cmentarz robi duże wrażenie. Jest dosyć rozległy i bardzo ciekawy. Coś, czego nie da się przeoczyć, to grupa nagrobków przypominających pieńki drzew - z oddali wyglądają po prostu jak część lasu. Na wielu grobach zachowały się zdobienia i symbole (np. coś, co przypomina masoński cyrkiel na największym grobowcu), na niektórych widać imiona i nazwiska zmarłych oraz daty narodzin i śmierci. 

Przy wejściu na cmentarz znajduje się głaz z napisem w języku polskim i niemieckim: "Pokój zmarłym, pokój żywym. 22.05.2012". Miał to być pewnie znak pamięci o niemieckich mieszkańcach przedwojennego Łagowa. Niestety na ustawieniu kamienia się chyba skończyło, bo stan cmentarza jest fatalny. 

środa, 24 sierpnia 2016

Rycerz w Płomieniach. Zamek Joannitów w Łagowie Lubuskim

Najbardziej charakterystyczna budowla Łagowa Lubuskiego znajduje się na przesmyku między Jeziorem Trześniowskim i Łagowskim. To zamek Joannitów, którego dzieje sięgają 1350 roku. Dziś niestety mieści się w nim hotel - niestety, bo z tego powodu komnaty nie są dostępne do zwiedzania. Można natomiast wejść na wieżę i zobaczyć oba jeziora z lotu ptaka. 

Joannici (a właściwie Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana) zostali oficjalnie uznani za zakon w 1113 roku. Zawiązali się na terenie Palestyny - ich zadaniem była obrona terytorialna, ale też konwojowanie kupców i pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej. Zakon miał charakter międzynarodowy - przyjmowano w jego szeregi szlachetnie urodzonych rycerzy bez względu na narodowość, co odróżniało joannitów od Krzyżaków. Co ciekawe, joannici działają nadal (z siedzibami w Rzymie i na Malcie) - obecnie zakon liczy ok. 10 000 członków, w tym 450 Polaków. Zakon posiada własną walutę (scudo), emituje własne znaczki pocztowe, przez ponad sto państw jest uznawany za samodzielny podmiot prawa międzynarodowego, działa jako obserwator ONZ, UNESCO, UNICEF.

Na ziemiach polskich joannici znaleźli się w XII wieku. Gdy w 1350 roku rozpoczęli budowę zamku w Łagowie, miejscowość znajdowała się na terenie niemieckiej Brandenburgii. Ich zadaniem było m.in. konwojowanie kupców pruskich podróżujących między Marchią Brandenburską i Wielkopolską. Do dziś po dwóch stronach zamku zachowały się dwie bramy obronne - Brama Marchijska i Brama Polska.W XIX wieku zakon działający na terenie Prus został skasowany, a jego dobra - w tym łagowska warownia - zostały przejęte przez państwo.

Zamek w Łagowie ma oczywiście swojego ducha. W XVI wieku część zakonników przeszła na protestantyzm. Reformatorem zakonu był komtur łagowskiego zamku, Andreas von Schlieben. Jako pierwszy z joannitów złamał śluby czystości, zawierając w 1544 roku związek małżeński. Nie wszystkim zakonnikom było to w smak - możliwość zawierania małżeństw mogła sprawić, że dobra joannitów ulegną rozdrobnieniu i podziałowi.  Niedługo po zaślubinach von Schliebena zgromadzenie zakonne oficjalnie zniosło celibat. 

Pomimo decyzji zgromadzenia Andreas i tak został skazany na wieczne potępienie. W 1571 roku komtura zamordowano. Jego duch - znany jako Rycerz w Płomieniach albo Płomienny Rycerz - błąka się do dziś po zamkowych komnatach. Ukazuje się jednak tylko wiosną i latem, zazwyczaj podczas burzy, w dodatku tylko mężczyznom.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Jezioro Łagowskie i Trześniowskie. Łagów Lubuski

Z jednej strony Jezioro Łagowskie, z drugiej Trześniowskie, a pomiędzy nimi niewielki, ale piękny Łagów Lubuski (gmina Łagów, powiat świebodziński). To miejsce potrafi zauroczyć!

Oba jeziora leżą na terenie Łagowskiego Parku Narodowego, oba są też polodowcowymi jeziorami rynnowymi. Oznacza to, że powstały w miejscu rynny polodowcowej i stąd ich kształt - wąskie, ale długie. Jezioro Trześniowskie (znane też pod nazwą Ciecz) jest jednym z najgłębszych jezior w Polsce: głębokość sięga prawie 60 metrów. 
Zachwycające krajobrazy w połączeniu z ciszą i spokojem, a do tego niezwykle czysta, wręcz krystaliczna woda - warto tu przyjechać! Jeziora jeziorami, ale będąc w Łagowie trzeba jeszcze zahaczyć o zamek Joannitów i ukryty w lesie cmentarz ewangelicki. Ale o tym następnym razem... 

sobota, 16 kwietnia 2016

Trupi Czerep. Przeklęty psychiatryk w Olsztynie - Kortowie


Totenkopf oznacza Trupi Czerep - tak już na początku XX wieku nazywano Kortau (dzisiejsze Kortowo, uniwersytecka dzielnica Olsztyna). W 1882 roku powstał tu Zakład dla Obłąkanych - jeden z najstarszych, a zarazem najbardziej nowoczesnych psychiatryków w Prusach Wschodnich. Tragiczną historię szpitala można rozpisać na dwa rozdziały - niemiecki i radziecki...

Szpitala nie ominęła tzw. totalna eutanazja - hitlerowski projekt planowego, urzędowego uśmiercania osób chorych psychicznie w ramach akcji pod kryptonimem T4. Co prawda w samym Kortau nie mordowano pacjentów (tak jak to było w Lublińcu), ale wysyłano ich stąd na śmierć, do ośrodków eutanazyjnych wyposażonych w komory gazowe - do Sonnenstein i Bernburgu. Inne grupy chorych truto spalinami w mobilnych komorach gazowych, a zwłoki grzebano w okolicach Działdowa. Ilu pacjentów z Kortowa zgładzono? W jakich latach? Kto kierował akcją? Na żadne z tych pytań nie ma odpowiedzi - nie ma żadnych świadków, nie zachowały się żadne dokumenty... Równie tajemnicze są wydarzenia z stycznia 1945 roku, kiedy do Allenstein (Olsztyna) wkroczyła Armia Czerwona...

Niemiecka administracja miasta niemal do ostatniej chwili zwlekała z rozkazem ewakuacji mieszkańców. Dopiero 19 lub 20 stycznia postanowiono ewakuować szpital psychiatryczny. W budynkach pozostała część lekarzy i personelu, pacjenci obłożnie chorzy, przykuci do łóżek, a także Niemcy z lazaretu wojskowego. Pozostali pensjonariusze zostali zaprowadzeni na stację kolejową. Nikt nie wie, co się z nimi stało. Według jednej hipotezy zamarzli pozostawieni na jakiejś zapomnianej bocznicy kolejowej, według innej - zostali rozstrzelani w drodze. Nie odnaleziono ani jednej osoby z tego osobliwego transportu dla obłąkanych. Po prostu zniknęli.
A co z osobami, które pozostały w szpitalu i lazarecie? Rosjanie urządzili tu pogrom. Pacjenci i personel zostali rozstrzelani, niektórych potraktowano miotaczami ognia. Kilkunastu lekarzy ukryło się na strychu willi przy ul. Warszawskiej. Nie bez powodu nazywana jest ona domem wisielców. Rosjanie znaleźli ukrywających się ludzi i powiesili ich na belkach. Trupy odcięto i zakopano. Grób został odkryty dopiero w 1963 roku. 
Co działo się w Kortowie po wojnie? Dzielnica była oddalona od centrum miasta, więc nikt nie chciał się osiedlać wśród zgliszczy Zakładu dla Obłąkanych. Doły z trupami zdążyły zarosnąć trawą i krzewami. Na pierwszą mogiłę zbiorową natrafiono przypadkiem, dopiero w 1950 roku. Robotnicy remontujący poszpitalne budynki trafili na kilkanaście szkieletów. Potem w różnych miejscach kompleksu odkrywano kolejne zwłoki. Te zakopane głębiej nie były jeszcze zeszkieletowane, miały zachowane powłoki miękkie. Rok po roku odkopywano kolejnych nieszczęśników. Ich ciała wrzucano do skrzyń i przenoszono na olsztyńskie cmentarze. Zakopywano płytko - psy szybko rozwłóczyły ludzkie kości.
Na upiornym cmentarzu wyrosło miasteczko akademickie. Nad Jeziorem Kortowskim luzują się studenci. Po tragicznych wydarzeniach nie ma tu śladu - poza kilkoma budynkami z czerwonej cegły, teraz siedzibami Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Jest też pomnik z małą tabliczką - ale nawet on nie jest poświęcony pacjentom szpitala i lazaretu, ale osobom pogrzebanym na przedwojennym wielowyznaniowym cmentarzu, który kiedyś mieścił się w okolicach Kortau. 
Olsztyńska pamięć wydaje się trochę dziurawa...

czwartek, 5 listopada 2015

Feniks z popiołów. Zamek Rajsko w Zapuście

 Jeszcze cztery lata temu na szczycie zbocza nad Jeziorem Złotnickim stała tylko smętna, rozpadająca się ruina. Dzięki prywatnym inwestorom z Poznania zamek Rajsko w Zapuście (pow. lubański, gmina Olszyna) podniósł się jak Feniks z popiołów. Gdy byliśmy tam kilka tygodni temu, zamek był jeszcze niedostępny do zwiedzania. Zatrzymaliśmy się wtedy przed bramą i obejrzeliśmy warownię tylko z zewnątrz (dlatego dziś tylko kilka zdjęć)

Zamek w przeszłości wielokrotnie podnosił się z ruiny. W XV w. został zniszczony przez husytów. Dopiero po czterech wiekach właściciel pobliskiego pałacu w Biedrzychowicach, hrabia Aleksander von Minutoli, postanowił odbudować Rajsko, w którym umieścił część swojej kolekcji dzieł sztuki. Niestety w 1919 r. warownia znowu ucierpiała - tym razem na skutek rewolucyjnych rozruchów zdewastowali ją okoliczni chłopi. Sześć lat później zamek znów odbudowano, urządzając tu schronisko. Kolejna katastrofa nadeszła po 1945 r. - budowlę znów rozszabrowano. 
Ruina czekała na ratunek aż do 2010 r.. Mamy nadzieję, że to już ostatni remont i że Rajsko nie spotka już nic złego. 

Żeby się tu dostać, należy dojechać do miejscowości Zapusta, położonej przy drodze z Biedrzychowic do Leśnej. Dojazd nie jest oznakowany, a przynajmniej nie był, gdy tam zawitaliśmy - może wraz z udostępnieniem miejsca do zwiedzania, coś się zmieni. Do zamku prowadzi niepozorna, betonowa droga na końcu wsi - ostatnia w lewo, tuż przed znakiem z nazwą miejscowości. Rajsko znajduje się na wzniesieniu górującym nad Jeziorem Złotnickim.

środa, 30 września 2015

Zapora na Jeziorze Leśniańskim

Będąc w zamku Czocha, warto przy okazji obejrzeć pobliską zaporę na Jeziorze Leśniańskim i elektrownię wodną. Zapora jest długa na 130 metrów i wysoka na 45 metrów. Widok jest przepiękny! 

Jest to najstarsza zapora wodna w Polsce, ale pamiętajmy, że powstawała, gdy teren należał jeszcze do Prus. Na przełomie XIX i XX wieku prowincję śląską pustoszyły powodzie. Szczególnie katastrofalne były te z lat 1888 i 1897. Klęski żywiołowe były bezpośrednim powodem wybudowania zapory na Kwisie. Prace rozpoczęto w 1901 roku, a zakończono w 1905 roku - ta data widnieje zresztą na obu sztolniach obiegowych. Podczas pierwszego próbnego spuszczenia wody główny budowniczy Curt Bachman miał rzec, że zapora przetrwa wszystkie czasy. 

Po obu stronach zapory są kamienne schodki, którymi można zejść niżej, by obejrzeć z bliska budynek elektrowni wodnej i piękne sztolnie obiegowe. W dwóch małych domkach u podnóża zapory znajdują się śluzy, za pomocą których można regulować poziom wody w sztolniach. Przyjrzyjcie się sztolniom dokładniej - są przykładem tego, że można budować i funkcjonalnie, i estetycznie. Z oryginalnego wyposażenia maszynowni i niektórych ówczesnych rozwiązań technicznych korzysta się zresztą do dzisiaj! 

Żeby dotrzeć do zapory, trzeba tuż przed Suchą (jadąc od strony Leśnej) skręcić w lewo i dojechać do parkingu przy jeziorze. Wstęp na zaporę jest bezpłatny. Mimo że przy kamiennych schodkach po obu stronach tamy umieszczono tabliczki informujące o zakazie wstępu na teren elektrowni (właścicielem jest Tauron), to chyba nie jest on wiążący - można spokojnie zejść, co zrobiliśmy nie tylko my, ale sporo osób, które tego samego dnia zwiedzały zaporę.

poniedziałek, 28 września 2015

Zamek nad jeziorem. Czocha / Sucha

Zamek Czocha to zabytek "celebrycki" - znany w regionie i poza nim, tłumnie odwiedzany, wykorzystywany jako filmowa scenografia (m.in. do nieszczęsnego filmowego Wiedźmina czy Tajemnicy księgi szyfrów) oraz jako miejsce na LARP (fani Harrego Pottera na kilka dni zrobili z zamku Hogwart). Wczoraj po raz kolejny odwiedziliśmy to piękne miejsce. 

Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z 1241 r. ("Monz Tyzov"), kolejna z 1329 r. ("castrum Caychov" - Czajków). Nazwę zbliżoną do dzisiejszej zamek otrzymał w XIX wieku - Tzschocha. Po 1945 r. zmieniono ją najpierw na Czajków, następnie na Czochę, chociaż miejscowość, w której znajduje się warownia, to Sucha. 

Chyba najbardziej znana historia związana z tym zamkiem to sprawa Christopha von Nostitz, poszukiwacza złota w dolinie Kwisy. Po powrocie z jednej ze swych wypraw zastał żonę ciężarną, chociaż od dawna nie dzielili już łoża. Wywlókł nieszczęsną Gertrudę na dziedziniec i utopił w studni. Na podobny pomysł wpadł Joachim Nostitz. Ten również, po rocznej nieobecności w zamku, zastał ciężarną żonę. Urlike urodziła, ale mściwy mąż nakazał zamurować dziecko w kominku, a niewierną wrzucił do tej samej studni, do której wcześniej trafiła Gertruda. 

Ostatnim właścicielem zamku był Ernst von Gutschow. W styczniu 1945 r. w pośpiechu spakował co cenniejsze wyposażenie i wyjechał do Drezna. Nowa, polska administracja również czerpała z zamkowych dóbr - wśród szabrowników byli burmistrz z Leśnej, komendant posterunku Milicji Obywatelskiej i wiceburmistrz Lubania. W latach 50. zamek służył jako wojskowy ośrodek wypoczynkowy dla oficerów. Obecnie jest otwarty dla zwiedzających, których tu nie brakuje. Kto jeszcze nie był, niech odwiedzi to miejsce - warto jeszcze dodać, że zamek Czocha jest przepięknie położony na wzniesieniu nad Jeziorem Leśniańskim. 

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Praca nad pamięcią. Sejny - Kransnogruda - Białystok

Dziś krótka wyprawa na Podlasie - do Sejn, Krasnogrudy i Białegostoku. W każdym z tych miejsc dosłownie czuć pogranicze, ale też w każdym z nich pograniczna pamięć zbiorowa pracuje inaczej. 

Sejny
Przed II wojną światową Sejny zamieszkiwali Polacy, Litwini, Cyganie, Tatarzy, Żydzi. Po 1945 roku, kiedy Polska zgodnie z politycznymi dyrektywami miała stać się narodowym monolitem, pamięć o tych narodowościach zaniknęła. Po transformacji ustrojowej przyszedł czas odpominania. W Sejnach przyczynia się do tego Ośrodek "Pogranicze: sztuk - kultur - narodów", a wraz z nim Bożena Szroeder - reżyserka spektaklu Kroniki sejneńskie.