Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 maja 2018

Mauzoleum Beckera. Jelenia Góra / Maciejowa

Mauzoleum Emila Beckera w Maciejowej (obecnie: dzielnica Jeleniej Góry) powstało w latach 1891-1902. W tutejszym parku znajdował się również pałac, który w 1965 roku został rozebrany. Do dziś zachowała się natomiast wieża widokowa z 1875 roku. 

Mauzoleum i wieża przez lata niszczały, na szczęście znaleźli się ludzie, którzy postanowili uratować parkowe obiekty. O swoich działaniach informują na facebookowej stronie Zapomniany pałac i park Maciejowa.  Dzięki ich zaangażowaniu parkowe alejki zostały oznakowane, teren wokół wieży uporządkowany, a mauzoleum zyskało nowy dach. 

Dawniej w grobowcu znajdowała się marmurowa figura Chrystusa, która została przeniesiona do miejscowego kościoła. Od 2016 roku w mauzoleum siedzi... potwór: pamiątka po nagrywanym w Maciejowej filmie Redwood. Jednak nie wszystkim potwór przypadł do gustu. W zeszłym roku został zniszczony, mimo że wejście do mauzoleum było zabezpieczone kratą. Elementy zniszczonego potwora pozostawiono jednak we wnętrzu grobowca. 

sobota, 22 kwietnia 2017

"Nierozpoznani" Magdaleny Abakanowicz. Poznań

Wczoraj, 21 kwietnia 2017 r., w wieku 87 lat zmarła Magdalena Abakanowicz, twórczyni słynnych abakanów. 

Abakany "Nierozpoznani" to największy plenerowy zespół żeliwnych tworów artystki.
Skupisko 112 dwumetrowych, bezgłowych postaci można znaleźć na poznańskiej Cytadeli. . 

[*]

czwartek, 18 sierpnia 2016

V3 - cudowna broń Hitlera. Poligon doświadczalny w Zalesiu

Eksperymentalna broń V3 miała posłużyć III Rzeszy do zbombardowania Londynu z francuskiego wybrzeża. Jeden z poligonów doświadczalnych "cudownej broni" - wunderwaffe - mieścił się w niewielkim Zalesiu na Pomorzu Zachodnim (gm. Międzyzdroje, pow. kamieński). Eksperymenty nad unikatową bronią prowadzono tu od marca 1943 do lutego 1945. 

V3 to działo wielokomorowe kalibru 150 mm wystrzeliwujące pociski, którym przyspieszenie nadawały eksplozje zachodzące w komorach na ładunek prochowy. Ładunki były rozmieszczone w ramionach działa rozmieszczonych co 3 metry wzdłuż lufy - ze względu na jej kształt badania nad prototypową bronią otrzymały kryptonim "Stonoga". W czterdziestu komorach mieściło się 200 kg prochu. Zasięg pocisków wynosił ok. 130 km - te, które testowano w Zalesiu, wystrzeliwano do Bałtyku, w kierunku Kołobrzegu. Pociski miały długość 3 metrów, ważyły 140 kg, a prędkość, jaką osiągały, to 1500 metrów na sekundę, co oznacza... prędkość ponaddźwiękową!  Pocisków V3 nie dało się zestrzelić ani wykryć za pomocą ówczesnych systemów radarowych.  Do obsługi jednego działa V3 potrzebnych było 150 żołnierzy.

Wystrzelenie gigantycznego pocisku z tak wielką prędkością wymagało wykorzystania odpowiedniej wyrzutni. W Zalesiu na wyspie Wolin były trzy takie wyrzutnie zamontowane na stoku wzgórza, każde o innej długości i kącie nachylenia. Najkrótsze mierzyło 60 metrów, kolejne 120 i 130 metrów. 

Pierwszą wyrzutnię - stanowisko ogniowe o konstrukcji stalowo-drewnianej - Niemcy zdemontowali w 1944 r. i przewieźli w Ardeny, skąd oddali ponad 150 strzałów w kierunku węzła kolejowego pod Luksemburgiem - to jedyne udokumentowane zastosowanie bojowe wielokomorowego działa V3 podczas II wojny światowej.
Pozostałe dwie wyrzutnie były wsparte na żelbetowych podporach dla lufy działa - elementy tych konstrukcji zachowały się do dziś (w najlepszym stanie jest stanowisko drugie).

Po przeprowadzonych próbach stwierdzono, że działa są gotowe do użycia - tak się jednak nie stało, w lutym 1945 do Zalesia wkroczyli Rosjanie i zajęli poligon. Zaraz potem wojna się skończyła. Rosjanie jednak nadal testowali V3, tak samo jak Amerykanie. Jedni i drudzy zarzucili prace nad bronią, uznając jej użycie za nieopłacalne.

To jednak nie koniec historii działa wielokomorowego. W 1990 roku podobną konstrukcją dysponował Saddam Husajn. Z odnalezionej przez Amerykanów dokumentacji wynika, że konstruktorzy Saddama posługiwali się niemieckimi planami z 1944 roku. Działa ustawione pod Bagdadem miały służyć do ostrzeliwania Tel Awiwu. Akcja pod kryptonimem "Baby Babilon" nie powiodła się - broń zbombardowali Amerykanie.

Zalesie czeka na kolejne odkrycia. Co prawda jest tu maleńkie muzeum V3 urządzone w dawnym schronie amunicyjnym, ale pod wzgórzem prawdopodobnie są jeszcze bunkry - koszary niemieckiej załogi, która liczyła ponad 500 żołnierzy. Poligon znajduje się jednak na terenie Wolińskiego Parku Narodowego, a więc jakiekolwiek prace zmierzające do odsłonienia domniemanych podziemnych koszar są na razie niemożliwe. 

wtorek, 26 lipca 2016

Cmentarna Cytadela. Poznań

Poznański Park Cytadela to nie tylko pozostałości po Forcie Winiary, ale też kilka  ciekawych cmentarzy.

Cmentarz parafii św. Wojciecha powstał w I połowie XIX wieku na terenie dawnej wsi Bonin. W związku z planami budowy twierdzy mieszkańców wsi wysiedlono, pozostał tylko cmentarz. W 1892 roku odbył się tu ostatni pogrzeb. Podczas oblężenia twierdzy w 1945 roku walki toczono m.in. na terenie tego cmentarza. Podczas walk o cytadelę wiele nagrobków zniszczono lub uszkodzono. 

Wojenny Cmentarz Bohaterów Radzieckich to miejsce pochówku żołnierzy radzieckich, nie tylko tych, którzy zdobyli twierdzę, ale też innych, którzy ginęli na terenie Poznania. W ponad 400 mogiłach leży tu przeszło 3600 poległych. W 2013 roku ktoś oblał pomniki czerwoną farbą i zostawił po sobie napis "Śmierć komuchą" (pisownia oryginalna!).

Wojenny Cmentarz Wspólnoty Brytyjskiej utworzono w 1925 roku - spoczywają tu żołnierze brytyjscy polegli w I i II wojnie światowej, a wśród nich uczestnicy Wielkiej Ucieczki , jeńcy z obozu w Żaganiu rozstrzelani z osobistego rozkazu Hitlera. Leżą tu też Kanadyjczycy, Irlandczycy i Australijczycy.

Cmentarz Bohaterów Polskich kryje ciała  cytadelowców, Polaków poległych w 1945 roku w walkach o Cytadelę. Są tu też mogiły zbiorowe: rozstrzelanych więźniów Fortu V, więźniów obozu koncentracyjnego w Żabikowie, straconych robotników przymusowych, ofiar stalinizmu i trzynastu zabitych podczas poznańskiego czerwca 1956. 

Cmentarz Garnizonowy powstał w 1922 roku, spoczywają na nim weterani powstania styczniowego, powstańcy wielkopolscy, a także ofiary wojny polsko-bolszewickiej, łącznie ponad 400 osób. Na tym terenie również toczyły się walki o twierdzę w 1945 roku, więc i ten cmentarz ucierpiał. Uporządkowano go dopiero w latach 70. - wtedy też ustawiono nowe płyty nagrobne w kształcie krzyży.

Niemiecki Cmentarz Honorowy z 1915 roku. Nie znalazłam o nim zbyt wielu informacji, tyle tylko, że byli tu chowani niemieccy żołnierze, którzy zmarli w lazaretach. Cmentarz honorowy został zlikwidowany, a na jego miejscu powstał cmentarz żołnierzy radzieckich. Dziś nie ma już także  na Cytadeli cmentarza prawosławnego. 

sobota, 23 lipca 2016

Fort Winiary. Twierdza Poznań

Budowę Festung Posen - Twierdzy Poznań - rozpoczęto w 1828 roku. Wówczas miasto pozostawało pod faktycznym panowaniem pruskim.  Decyzja o ufortyfikowaniu Poznania była podyktowana jego strategicznym położeniem - był to węzeł komunikacyjny łączący Prusy z Dolnym Śląskiem.

System fortyfikacyjny obejmował kilkanaście fortów, z których największa była cytadela na Wzgórzu Winiarskim (podobno był to też jeden z największych fortów artyleryjskich w Europie). W celu jego budowy wysiedlono mieszkańców dwóch wsi (Winiary i Bonin). Budowę Fortu Winiary zakończono dopiero w 1842 roku. 

Fort pełnił różne funkcje: w II połowie XIX w. był więzieniem dla polskich powstańców, potem dla jeńców duńskich, austriackich i francuskich. W czasie I wojny światowej fort opanowali powstańcy wielkopolscy. W 1939 roku znów trafił w ręce Niemców - i znowu stał się więzieniem. W kazamatach przetrzymywano więźniów polskich, brytyjskich i radzieckich. W lutym 1945 roku Armia Czerwona wespół z mieszkańcami Poznania - cytadelowcami - odbiła twierdzę z rąk Wehrmachtu.
Po II wojnie światowej cytadelę zaczęto sukcesywnie likwidować. Zanim jednak się to stało, właśnie tu odbyła się ostatnia publiczna egzekucja w Polsce. 21 lipca 1946 na Cytadeli powieszono Arthura Greisera - namiestnika Kraju Warty. Egzekucję oglądało... 15 000 widzów... 

Do lat 70. trwało oczyszczanie terenu z pozostałości po twierdzy. Terytorium Fortu Winiary przekształcono w Park-Pomnik Przyjaźni i Braterstwa Broni Polsko-Radzieckiej - dziś znany jako Park Cytadela. Obiektów fortyfikacyjnych nie usunięto jednak całkowicie - w dwóch budynkach pofortecznych mieszczą się dziś oddziały Wielkopolskiego Muzeum Walk Niepodległościowych. 
Dawne laboratorium artyleryjskie za adaptowano na potrzeby Muzeum Uzbrojenia. Druga placówka to Muzeum Armii Poznań, urządzone w korytarzu kazamatowym zwanym Małą Śluzą.

piątek, 6 maja 2016

Kolejna skrytka Grundmanna - pałac w Zagrodnie

Niewiele możemy powiedzieć o historii pałacu w Zagrodnie (gmina wiejska w powiecie złotoryjskim). Powstał w 1570 r., a jego właścicielami byli Schellendorfowie. Otaczał go ogród i park krajobrazowy założony w XIX w.

Co ważne, to kolejna odwiedzona przez nas skrytka z listy Gunthera Grundmanna. W 1944 r. ukryto tu zbiory z Biblioteki Jagiellońskiej i lwowskiego Ossolineum, pomieszczone w 174 skrzyniach. Były to m.in. rękopisy Mickiewicza, Słowackiego, Fredry, Sienkiewicza i Żeromskiego. W 1945 r. do pałacu przybywają Rosjanie... Spora część manuskryptów została wtedy wywieziona do ZSRR. Część zbiorów ocalili i zabezpieczyli polscy osadnicy - wróciły one do Ossolineum. 

Już w latach 70. pałac był ruiną. Resztki dekoracji sgraffitowej zdjęto ze ścian i zabezpieczono - dzisiaj są częścią stałej ekspozycji Muzeum Regionalnego w Chojnowie. Ocalały ściany i okrągła wieża, na której jeszcze utrzymują się resztki zegara.

Zagrodno to duża i rozciągnięta wieś - oczywiście trochę błądziliśmy. Żeby znaleźć pałac, trzeba przejechać przez mostek nad rzeką Skorą za domem nr 99. Teren za bramą pałacową nie jest bezludny. Pobliski budynek jest zamieszkały, trzeba przejść obok ogródka, sadu, wieszaka na pranie i uparcie ujadającego psa.  

piątek, 22 kwietnia 2016

Smutny los niemieckich zabytków. Studzieniec

Los pałacu (dworu?) w Studzieńcu (pow. nowosolski, gmina Kożuchów) wydaje się przesądzony. Dni zabytku są policzone. Dach jest w tak fatalnym stanie, że na serio bałam się chodzić po wnętrzu. Wszystko dosłownie się sypie. Dodajmy do tego podmokły teren i brak jakichkolwiek zabezpieczeń, mimo że jest to własność prywatna. 
Można przypuścić, że jeszcze kilka deszczwych jesieni, kilka śnieżnych zim i reszta dachu runie.  A gdy to się stanie, ratunku już nie będzie.

Pałac powstał w 1782 roku, a jego pierwszym właścicielem był Karl Siegmund von Knobelsdorff. Nie będę wymieniać licznych niemieckich właścicieli, dość powiedzieć, że w końcu - po 1945 roku - budynek należał do PGR Kożuchów, przeznaczono go na biura. W 1969 roku został opuszczony i od tamtej pory zmierza tylko ku upadkowi.

Obecny stan zabytku nie jest, niestety, efektem wyłącznie upływu czasu. Widać, że do zawalenia części dachu przyczyniła się ludzka ręka - belki podtrzymujące sufit (którego już zresztą nie ma) zostały zwyczajnie odpiłowane - świadczą o tym równiutko przycięte drewniane kikuty sterczące ze ściany. W resztkach pomieszczeń znajdują się półkoliste wnęki, w których kiedyś stały piece kaflowe. Teraz wnęki są puste, ale nad niektórymi zachowały się fragmenty starej sztukaterii. 

Pałac był niegdyś otoczony fosą i parkiem. Teraz zielenina rośnie chaotycznie, a fosa to zarośnięte bajorko, chociaż trzeba przyznać, że otoczenie nadal jest malownicze. 

Cóż, to tylko jeden z wielu przykładów losu niemieckich zabytków, które są rozsiane po wszystkich zakątkach krainy historycznej niegdyś zwanej Schlesien...

środa, 6 kwietnia 2016

Włości księżnej de Talleyrand-Périgord. Pałac w Zatoniu


Ruiny pałacu i oranżerii w Zatoniu (dawniej odrębna wieś, obecnie część Zielonej Góry) to miejsce czarowne! Uroku dodaje pnący się po murach i kolumnach bluszcz, a w powietrzu unosi się zapach czosnku niedźwiedziego, który rośnie tu w ogromnych ilościach (a podlega w Polsce ochronie częściowej). 
Podobno pałac został w 1945 r. spalony przez Rosjan. Zachowały się ściany nośne, portyki i herb. Niewiele więcej zostało po oranżerii - kolumnada, resztki zdobień, komin. W parku można obejrzeć potężny dąb Talleyranda i kopiec z kamienną grotą.

Nie będę pisać szczegółowo o historii pałacu (o niej można poczytać np. na stronie stowarzyszenia Nasze Zatonie). Co prawda wybudował go Balthazar von Unruh (1689), ale miejsce to nabrało szczególnego wymiaru dzięki księżnej kurlandzkiej i żagańskiej, Dorocie de Talleyrand-Périgord. To postać niezwykła, ale też tragiczna. Wychowywała się właściwie bez rodziców. Zamiast nich miała do dyspozycji guwernantkę. W wieku 15 lat zakochała się w czterdziestoletnim Adamie Czartoryskim. Ten uległ jednak namowom matki i porzucił Dorotę. 

Pod naciskiem rodziny wyszła za mąż za Edmunda de Talleyranda, który zdradzał ją, jeśli tyko miał okazję. Małżeństwo było zupełnie nieudane - Edmund nie stronił od kobiet, hazardu i hulanek, Dorota była natomiast inteligentna, ambitna, obyta w świecie (w Paryżu była damą dworu cesarzowej Marii Ludwiki, żony Napoleona). W 1822 r. rozwiedli się, ale już wcześniej księżna znalazła innego adoratora - stryja jej męża, Karola, ministra spraw zagranicznych Francji. Dzięki niemu poznała wielu znamienitych ludzi tamtego czasu (w Zatoniu bywał m.in. Balzac i Liszt).

Do Zatonia przyjechała w 1840 r. Z jej inicjatywy przebudowano pałac, ale jej zasługi dotyczą też działalności charytatywnej. Opłacała budowę ochronek i szkół dla dzieci, fundowała stypendia dla chłopskich uczniów, w Żaganiu wybudowała szpital, a przy nim kaplicę dla wszystkich wyznań. Nic dziwnego, że w jej pogrzebie wzięło udział... 10 000 osób! 
Dorota zmarła w 1862 roku na skutek choroby (nie wiem, jakiej...), która podobno była efektem wypadku powozu, jakim jechała z Zatonia do Żagania. Dziesięciotysięczny kondukt żałobny musiał robić wrażenie... 

Dziś niewiele zostało po dawnej świetności pałacu, a mimo wszystko to miejsce nadal jest niezwykłe. Klimat jest tu niesamowity. Człowiek może mieć poczucie, że znalazł się w innym świecie. Całkiem niedaleko ruchliwa szosa i przystanek autobusowy, a tu... kolumnada oranżerii przypominającej świątynię, dwa portyki, resztki sztukaterii, ozdobne głowice kolumn... A do tego morze czosnku niedźwiedziego i bluszczu - tajemniczy ogród... Martwię się tylko, że gdy będę tędy przejeżdżać następnym razem, zobaczę z ulicy zawaloną ścianę pałacu (odpadający tynk dosłownie słychać)... 

wtorek, 9 lutego 2016

Dwór, który miał szczęście. Warta Bolesławiecka


W XVI wieku właścicielami Warty  Bolesławieckiej (powiat bolesławiecki) był ród von Zedlitzów. To ta rodzina w latach 20. XVI wieku zleciła budowę dworu, który następnie, w 1540 roku, rozbudowano. Po wybudowaniu dworu von Zedlitzowie sprzedają go wraz z wsią rodzinie von Glaubitz. Przyczyną były prawdopodobnie kłopoty finansowe, spowodowane m.in. kosztami, jakie pochłonęło wzniesienie dworu. Ostatnim przedwojennym właścicielem posiadłości był Wilhelm Leo Hans Ernst Graf von Hacke.

A po wojnie, jak to po wojnie... Od 1945 r. dwór szabrowano, potem powstał tu PGR. Na początku lat 90. budynek znajdował się w opłakanym stanie. Ale uwaga, zdarzył się cud - znalazł się człowiek, który kupił ruinę wraz ze sporym folwarkiem. Od 1993 r, dzierżawił dwór, a w 2006 r. stał się jego faktycznym właścicielem. 

Co najważniejsze - właściciel jest bardzo dobrym gospodarzem warciańskich włości. Jesteśmy naprawdę pod wrażeniem! Fasada budynku od strony folwarku jest odtworzona zgodnie z wyglądem oryginalnych detali architektonicznych. Inne ściany dworu nie są jeszcze odrestaurowane (można dostrzec zdobienia, które wyzierają spod tynku), ale patrząc na to, jak dużo już zrobił właściciel, można mieć sporą pewność, że doprowadzi dzieło do końca. 

Dwór znajduje się na trasie Złotego Szlaku Rowerowego i blisko stąd do innych ciekawych miejsc w Warcie i okolicach. Do najciekawszych należy piękne, ale niestety zdewastowane mauzoleum, do którego zabierzemy was następnym razem.

piątek, 13 listopada 2015

Górnołużycka Hala Pamięci. Zgorzelec

Górnołużycka Hala Pamięci ku czci niemieckich cesarzy: Wilhelma I i Fryderyka III została wybudowana w latach 1898-1902. Powstała w czasach, gdy nikomu się jeszcze nie śniło, że ta część Gorlitz, która leży po prawej stronie Nysy Łużyckiej, będzie kiedyś polskim miastem. W 1904 r. otworzono tu Kaiser Friedrich Museum.

Część zgromadzonych tu zbiorów sztuki średniowiecznej Grundmann (odsyłam do tego tekstu) ukrył w pałacu w Żarskiej Wsi. Po wojnie niestety pałac został rozgrabiony i do dziś nie wiadomo, gdzie znajdują się eksponaty... 
Polska administracja miała plany utworzenia tu muzeum łużyckiego, ale ostatecznie od 1948 r. w hali działa dom kultury. Istotny dla tego miejsca jest rok 1950, w którym premierzy PRL i NRD podpisali Układ Zgorzelecki, potwierdzający przebieg granicy polsko-niemieckiej na Odrze i Nysie Łużyckiej.  

Architektura hali jest niezwykła. Nie bez przyczyny wielu mieszkańców Zgorzelca uważa, że to najpiękniejszy budynek w mieście odciętym linią Nysy od tej ładniejszej części Gorlitz. 
Uwagę zwracają rzeźby umieszczone po obu stronach portyku: po lewej stronie Wojna, po prawej Pokój. Obie centralne alegorie otacza mały tłum niepokojących postaci - szczególnie po stronie Wojny. To plątanina depczących po sobie ludzi, wśród których najbardziej przejmująca jest chyba figura matki trzymającej w ramionach niemowlę. 

To nie jedyne symboliczne przestawienia na dawnej Hali Pamięci, a dzisiejszym Miejskim Domu Kultury. Nad tympanonem góruje Wiktoria, na bocznej ścianie figury Sztuki i Historii, a pod nimi emblematy handlu, przemysłu, sztuki i rolnictwa. To nie wszystko. Nad alegoriami Wojny i Pokoju można zobaczyć kolejne płaskorzeźby - okrucieństwa wojny i błogosławieństwa pokoju.

Hala w Zgorzelcu to najbardziej okazała, najwyrazistsza pozostałość po przedwojennym mieście, którego większość zabytków została po wojnie po niemieckiej stronie. Po polskiej dominują hipermarkety i poPRLowskie kamienice obwieszone szyldami "Zigaretten", tak jakby było to miejsce bez historii... Na szczęście świadczy o niej ta niezwykła, piękna budowla. I jeszcze coś, o czym warto wspomnieć - pierwsza nazwa budynku przypomina, że kiedyś istniał tu maleńki region - Górne Łużyce. Ale ten skrawek ziemi między Nysą i Kwisą to już temat na zupełnie odrębną opowieść... 

sobota, 7 listopada 2015

Magazyn dzieł sztuki. Pałac w Biedrzychowicach


 Pałac w Biedrzychowicach (pow. lubański, gmina Olszyna) to jeden z obiektów wpisanych na listę Grundmanna - pod koniec wojny konserwator zabytków Gunther Grundmann ukrył tu m.in. zbiory Urzędu Konserwatorskiego z Berlina, woluminy z Hochschule fur Muzik oraz część księgozbioru berlińskiej Biblioteki Państwowej. Ale to nie jedyny powód, dla którego nazwaliśmy go magazynem dzieł sztuki. 

W 1863 r. pałac kupił włoski baron Aleksander von Minutoli, słynny kolekcjoner dzieł sztuki, które gromadził m.in. w Biedrzychowicach, ale też w zamku Rajsko w Zapuście (podobno oba miejsca łączy podziemny tunel - informacja niepotwierdzona). Szacuje się, że jego kolekcja składała się z ok. 28 000 eksponatów. Część z nich stanowiły zabytki sztuki afrykańskiej, które z Egiptu przywiózł ojciec barona, archeolog Heinrich von Minutoli. Kolekcja obejmowała też m.in. ceramikę rzymską i etruską, dzieła malarskie i wyroby rzemiosła artystycznego. 

Później pałac przeszedł w ręce Joachima von Pfeil, który ożenił się z córką von Minutolego, Anną. Pfeil był mecenasem sztuki, podróżnikiem, brał udział w kolonizacyjnych wyprawach do Afryki, dzięki czemu powiększył kolekcję teścia. 

W 1945 r., kiedy wieś przeszła pod polską administrację, pałac był po brzegi wypełniony unikatowymi zbiorami - nie tylko Minutolego i Pfeila, ale też Grundmanna. Dzieła przeniesiono do Krakowa, Łodzi i Warszawy... Kilka wozów z meblami i obrazami bezprawnie wywieźli polscy żołnierze. Szabrowali też cywile, o czym wspomina raport Milicji Obywatelskiej z Olszyny.

Do 1960 r. pałac służył jako ośrodek kolonijny, następnie mieścił się tu Zespół Szkół Rolniczych. Dzisiaj jest siedzibą Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących. Dzięki temu budynek jest w świetnym stanie, dach i elewacja są wyremontowane. Ponieważ teraz służy jako szkoła, trudno powiedzieć, jak jest ze zwiedzaniem w dni powszednie - my byliśmy w weekend, budynek był zamknięty. Pałac znajduje się tuż przy głównej drodze Lubań-Jelenia Góra. 
Szkoda skarbów, które wywieziono do centrum i tych, które rozkradziono, ale na szczęście pałac pozostał! 

sobota, 31 października 2015

Tajemniczy pałac. Radomierzyce

 Pałac w Radomierzycach (pow. i gmina Zgorzelec) to perła architektury z niesamowicie bogatą historią. 12 kominów - tyle, ile miesięcy w roku, 52 komnaty - tyle w roku mamy tygodni, 365 okien - tyle, ile rok mieści dni. 
O przeszłości pałacu można długo pisać. Budowę zakończono w 1722 r. Powstał w inicjatywy Joachima von Zieglera, tego samego, który zlecił budowę mauzoleum. Joachim nie miał potomków, pałac przeznaczył dla zubożałych arystokratek-ewangeliczek (fundacja Joachimstein). Żyły tu niemal w odosobnieniu, czemu sprzyjało odizolowane otoczenie budynku, położonego na wyspie pośrodku stawu.

W latach II wojny światowej rezydowali tu naziści. W 1944 r,. wybudowali opancerzone pomieszczenie - skarbiec na dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Po zakończeniu wojny do pałacu przybyli polscy żołnierze pod dowództwem Piotra Jaroszewicza (późniejszego premiera rządu PRL). Jaroszewicz natrafił na pancerne pomieszczenia, w których ukryto tajne akta III Rzeszy. Zawierały one m.in. informacje o ważnych osobistościach kolaborujących z hitlerowskimi Niemcami. 

Sprawa miała tragiczny finał. W 1992 roku Jaroszewicz i jego żona zostali brutalnie zamordowani. On był przed śmiercią torturowany, ona została rozstrzelana. Stopy premiera przybito do podłogi, skrępowano go, pozostawiając swobodnie tylko prawą rękę - stąd domniemanie, że był zmuszany do składania jakichś podpisów. Z jego willi niczego nie skradziono - splądrowany został tylko gabinet, tak jakby mordercy szukali dokumentów. Najnowsze ustalenia wiążą sprawę z aktami z Radomierzyc. Co istotne, zamordowano też innych ludzi, którzy w 1945 r. odwiedzili pałac - byli to współpracownicy Jaroszewicza, Tadeusz Steć i Jerzy Fonkowicz. Steć również był torturowany.

Trzeba jeszcze wspomnieć o tym, co działo się z pałacem po wojnie. Oczywiście został rozgrabiony, do czego przyczyniła się kopalnia Turów, Zabytkowe rzeźby zabrano stąd do ośrodka wypoczynkowego dla pracowników kopalni. Kamienne posągi lwów ustawiono przy zalewie w Bogatyni, skąd zresztą zniknęły i do dziś nie ustalono, gdzie się znajdują. 

Teraz pałac stoi pusty, a bramę wejściową szczelnie zagrodzono. Ujada za nią pies, chyba bojowo nastawiony - sądząc po odgłosach, jakie wydawał. A szkoda, bo ratunek był blisko. Pod koniec lat 90. kupił go Marek Głowacki, właściciel firmy Gerda. Prace remontowe przyniosły nadzwyczajne efekty. Niestety pan Głowacki zmarł, a remont stanął w 2005 r. Teraz pałac jest własnością jego córki i wnuczki. Chociaż nic się tu nie dzieje, to trzymamy kciuki, żeby paniom udało się dokończyć dzieło zapoczątkowane przez biznesmena. 

środa, 21 października 2015

Dekapitacja. Mauzoleum w Jałowcu

 Jałowiec (pow. i gmina Lubań) to mała wioska położona gdzieś na uboczu, poza głównymi drogami. W tej niepozornej miejscowości kryje się prawdziwy skarb - zasłonięty przez krzaki, zupełnie niewidoczny, w chaszczach, które kiedyś były pałacowym parkiem. Mauzoleum Karla von Lachmanna - bo o nim mowa - jest miejscem jednocześnie pięknym i smutnym. 

Sarkofag kryje zwłoki Karla Roberta von Lachmanna - jedynego męskiego potomka barona Conrada Lachmanna, dawnego właściciela wsi. 23-letni Karl zginął w wojnie prusko-francuskiej, 16 września 1870 roku. Mauzoleum ufundowała jego rodzina. Grób umieszczono na podwyższeniu, wewnątrz kaplicy wspartej na kolumnach i zdobionej arkadami. 

Na sarkofagu leży rzeźba przedstawiająca postać ubraną w husarski mundur (Karl służył jako porucznik husarii pułku Schleswig-Holstein), nad którą pochyla się anioł. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że ani mężczyzna, ani anioł nie mają głów... Serafin został też pozbawiony rąk, brakuje mu również najważniejszego anielskiego symbolu - skrzydeł... Umierający huzar stracił nogę, a jego mundur ktoś pochlapał farbą w ohydnym brązowym kolorze. Nie ma też oryginalnej posadzki, poza małym i zniszczonym fragmentem za nagrobkiem. Ciężko patrzeć na taką dewastację...

Kto dokonał dekapitacji rzeźb, a tym samym zbezcześcił miejsce pochówku? Tego nie wiadomo. Mogło to stać się zaraz po wojnie, gdzie na tzw. Ziemiach Odzyskanych trwała walka na narodowe symbole, a wszystko, co poniemieckie, bezlitośnie niszczono. Mogli to zrobić polscy osadnicy, albo czerwonoarmiści. A może to robota mniej odległa w czasie? Bezmyślna zbrodnia na dziele sztuki, dokonana podczas jakiejś libacji w parku? Można tylko snuć domysły. 

Zastanawia, dlaczego Jałowiec "ukrywa" to niesamowite miejsce? Dlaczego mauzoleum jest schowane w krzakach, niewyeksponowane, zapuszczone? Dlaczego nie pomyślano, że to skarb miejscowości, zaświadczający o jego historii? Nawet bezgłowe rzeźby mogłyby stanowić atrakcję w wiosce - gdyby chociaż przy głównej drodze Lubań-Jelenia Góra ustawić drogowskaz, być może ludzie zbaczaliby na chwilę ze swojej trasy, żeby obejrzeć to piękne miejsce...

piątek, 2 października 2015

(Opuszczony?) Pałac w Kościelnikach Górnych

 Pałac w Kościelnikach Górnych (pow. lubański, gmina Leśna) - nietrudno jest zauważyć tę niezwykłą budowlę, za to trudno znaleźć o niej jakieś konkretne informacje. Wiadomo nam tylko tyle, że powstał w XVIII wieku, w XIX został rozbudowany, a latach powojennych służył jako PGR. I jeszcze - co istotne - obecnie ma właściciela. 

Jak można przeczytać w tym artykule, właściciel miał w planach remont pałacu, jednak w 2008 roku jeleniogórska delegatura Urzędu Ochrony Zabytków wytoczyła mu proces, uzasadniając decyzję w ten sposób: właściciel "będąc zobowiązany do uzyskania w drodze decyzji zezwolenia na przeprowadzenie prac remontowych na terenie pałacu [...] dokonał prac remontowych polegających na zbijaniu tynków, odkrywaniu posadzek, demontowaniu boazerii stolarki drzwiowej i okiennej [...]" itd. 

Okazało się, że właściciel rozpoczął remont bez konsultacji z konserwatorem zabytków i bez uzyskania odpowiedniego zezwolenia. Trudno jest tę sprawę oceniać. Z jednej strony jakikolwiek remont jest lepszy niż pozostawienie dzieła architektonicznego na pastwę losu, ale jednak z drugiej strony właściciel obiektu zabytkowego powinien zdawać sobie sprawę z tego, jakie procedury wiążą się z remontem prawnie chronionego zabytku.

Pałac jest imponujący, nawet pomimo jego obecnego, raczej opłakanego stanu. Zdobią go puste wnęki, w których dawniej znajdowały się rzeźby.  Teren wokół jest totalnie zarośnięty - za pałacem znajdował się ozdobny park, który dzisiaj wygląda jak busz, przez który trzeba się wręcz przedzierać. Brak jest jakichkolwiek tabliczek informujących o zakazie wstępu, terenie prywatnym czy przeprowadzanym remoncie, który chyba jest w toku.  

Być może warto będzie odwiedzić to miejsce za jakiś czas i zobaczyć, czy stan pałacu zmienił się na lepsze. 

sobota, 26 września 2015

Nieistniejący cmentarz i niedostępne kirkuty. Wrocław

W 1948 r. Ministerstwo Ziem Odzyskanych ogłosiło, że usuwanie pozostałości po przedwojennych mieszkańcach ziem przyłączonych w 1945 r. do Polski dotyczy też niemieckich cmentarzy. Wrocławski Park Grabiszyński jest tego przykładem - przed wojną był to Cmentarz Grabiszyński III.  Mimo że większość mogił zniknęła, to można tu jeszcze odnaleźć fragmenty świadczące o dawnym przeznaczeniu parku. 
Po wejściu do parku od strony przystanku tramwajowego od razu rzuca się w oczy malutki cmentarzyk, otoczony ogrodzeniem. Napotkany tu rowerzysta opowiedział mi, dlaczego akurat ta część przetrwała. Otóż jest to tzw. cmentarz "dzieci niewybuchów" - po wojnie w gruzach Wrocławia buszowały dzieci, co często kończyło się tragicznie, ponieważ w gruzowiskach były jeszcze niewypały. Na cmentarzyku leżą właśnie rozerwane przez nie dzieci (w tym grób wujka mojego rozmówcy). Kiedy Polacy niszczyli Cmentarz Grabiszyński III, oczywiście nie chcieli ruszać "swoich" grobów. Zostawili więc też te niemieckie nagrobki, które znajdowały się między tużpowojennymi dziecięcymi mogiłami. Niestety wszystkie pozostałe niemieckie groby zniknęły, poza kilkoma płytami, rozrzuconymi po parku, które można znaleźć w zaroślach. 

Nagrobki, z których "oczyszczono" teren, przenoszono na Cmentarz Osobowicki, gdzie zrzucano je w jedno miejsce, w którym tworzyły wielki stos. Płyty były sprzedawane kamieniarzom, którzy przerabiali je na mogiły dla Polaków. Używano ich też do budowy m.in. stadionu. Wykorzystano je do wzmocnienia wybiegu dla słoni we wrocławskim ZOO...

Nie znaczy to jednak, że pamięć o Cmentarzu Grabiszyńskim III została zupełnie wymazana. W 2008 r. zakończono budowę Pomnika Wspólnej Pamięci. Pomysł pojawił się już w latach 90. W 1989 r. w zakładzie kamieniarskim w Mirkowie odnaleziono ok. 200 starych płyt nagrobnych, używanych przez kamieniarza jako "surowiec wtórny". Miasto kupiło płyty, jednak do utworzenia pomnika użyto tylko kilkanaście. Co stało się z pozostałymi, tego nie wiem.
Długi na 60 metrów Pomnik Wspólnej Pamięci mieści się na terenie parku, w miejscu, w którym znajdowało się krematorium. Złożono go ze starych nagrobków, podzielonych na cztery części, reprezentujące cztery rodzaje nieistniejących wrocławskich cmentarzy: katolicką, ewangelicką, żydowską i komunalną.  Pośrodku, na poziomej płycie, umieszczono wykaz miejskich nekropolii, których już nie ma...

Planowałam jeszcze osobny wpis o dwóch kirkutach z Wrocławia, jednak nie miałam szczęścia... Stary Cmentarz Żydowski przy ul. Ślężnej (obecnie Muzeum Sztuki Cmentarnej) został w lipcu poważnie uszkodzony na skutek nawałnicy. Nadal trwają prace porządkowe, więc niestety pan ze stróżówki nie chciał mnie wpuścić - muzeum jest nieczynne do odwołania. Miałam pecha też do Nowego Cmentarza Żydowskiego przy ul. Lotniczej. I tutaj opiekun kirkutu nie wyraził zgody na wejście - miejsce to można zwiedzać tylko w środy i niedziele, wstęp w piątek okazał się absolutnie niemożliwy. Kirkuty odkładamy więc na później...

sobota, 8 sierpnia 2015

Cmentarz koni. Kliczków

Dzisiejszy cmentarz koni w Kliczkowie (pow. bolesławiecki, gmina Osiecznica) to nie ta sama zwierzęca nekropolia, co przed wojną. Teraz są tu tylko trzy końskie nagrobki, w tym dwa przedwojenne, a jeden z 2009 roku. Ten nowy grób ufundowało stowarzyszenie Pro Publico Bono - spoczęła w nim Zacateca, klacz rycerska z zamku w Kliczkowie. W starszej mogile leży Juno, wyścigowy koń zmarły w 1938 roku. Napisy na trzecim obelisku są zupełnie nieczytelne.

Jeszcze w latach 50. XX w. na cmentarzu koni (i psów) było kilkanaście nagrobków. Z nich uchowały się tylko dwa (oczywiście poza tym nowym z 2009 roku) - pozostałe zostały podobno wykorzystane przez osadników jako materiał budowlany. 

Skąd wzięło się to nietypowe miejsce pochówku? W 1887 roku właścicielem zamku w Kliczkowie został Fryderyk zu Solms-Baruth, który zlecił architektowi Edwardowi Petzoldowi przebudowę zamku i parku. To wtedy powstał cmentarz dla koni z zamkowej stajni (należał do nich właśnie Juno). Grzebano tu również psy myśliwskie księcia. 

czwartek, 4 czerwca 2015

Zamieńmy cmentarze w parki. Zielona Góra

Zakładanie parków w miejscach dawnych cmentarzy było po wojnie częstym procederem. Oczywiście dotyczyło to cmentarzy należących do "obcego" - m.in. nekropolii ewangelickich, niemieckich czy żydowskich. Trasy spacerowe w parkach, które wyrastały na grobach, były wytyczane zgodnie z przebiegiem cmentarnych alejek. 

Jednym z wielu przykładów takich parków jest Park Tysiąclecia w Zielonej Górze, powstały na miejscu przedwojennego Cmentarza Zielonego Krzyża (1628). Cmentarz w chwili założenia znajdował się na obrzeżach miasta Grunberg, w otoczeniu ogrodów i winnic. Był przeznaczony przede wszystkim dla protestantów, chociaż było tu też miejsce dla niemieckich katolików.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Praca nad pamięcią. Sejny - Kransnogruda - Białystok

Dziś krótka wyprawa na Podlasie - do Sejn, Krasnogrudy i Białegostoku. W każdym z tych miejsc dosłownie czuć pogranicze, ale też w każdym z nich pograniczna pamięć zbiorowa pracuje inaczej. 

Sejny
Przed II wojną światową Sejny zamieszkiwali Polacy, Litwini, Cyganie, Tatarzy, Żydzi. Po 1945 roku, kiedy Polska zgodnie z politycznymi dyrektywami miała stać się narodowym monolitem, pamięć o tych narodowościach zaniknęła. Po transformacji ustrojowej przyszedł czas odpominania. W Sejnach przyczynia się do tego Ośrodek "Pogranicze: sztuk - kultur - narodów", a wraz z nim Bożena Szroeder - reżyserka spektaklu Kroniki sejneńskie.

środa, 29 kwietnia 2015

Składnica skarbów. Jelenia Góra

Pałac Paulinum w Jeleniej Górze pełni dziś funkcję hotelu, ale tuż po wojnie był największą w Polsce składnicą dzieł sztuki. Początki obiektu sięgają XVII wieku, kiedy jeleniogórscy jezuici zakupili teren za miastem. Utworzony tu folwark nazwali Paulinenhof (od imienia Paula Kottinga, pierwszego przełożonego klasztoru). Po sekularyzacji majątku kościelnego teren trafił do rąk Richarda von Kramsta, który wybudował tu okazałą rezydencję. 
W latach trzydziestych XX wieku pałac zmienił właściciela - Niemiecki Front Pracy zorganizował w Paulinenhof obóz szkoleniowy dla członków NSDAP. 

Po wojnie Polacy zorganizowali w Paulinum Składnicę Muzealną Ministerstwa Kultury i Sztuki. Składowano tutaj m.in. dzieła sztuki odnalezione w skrytkach z listy Grundmanna (pisałam więcej o skrytkach we wpisie o kościele z Gościszowa).  Poszukiwaniami "skarbów" zajmowała się po wojnie komisja rewindykacyjna MKiS kierowana przez Witolda Kieszkowskiego. 

Współczesny pałac to obiekt hotelowy, więc nic dziwnego, że jest w świetnym stanie. Za budynkiem znajduje się niewielki plac z tarasem, zdobionymi filarami i fontanną. Poza samym pałacem warto zobaczyć resztki parku krajobrazowego. Założenie parkowe powstało w XIX wieku. Opierało się na wykorzystaniu naturalnego ukształtowania terenu - przede wszystkim formacji skalnych na Górze Krzyżowej (Kreuzberg). Do dziś zachowały się ławki wykute w skałach - jedna z nich znajduje się na szczycie wzgórza, niestety została "ozdobiona" przez miłośników niebieskiej farby...

 Panorama pałacu


niedziela, 26 kwietnia 2015

Memento mori. Jelenia Góra

Zespół barokowych kaplic grobowych otaczających Kościół Łaski w Jeleniej Górze został niedawno zrewitalizowany. Pamiętam "garnizon" sprzed lat - grobowce były wtedy w strasznym stanie. Dzisiaj wyglądają świetnie. Zadbano o najmniejsze szczegóły - zabezpieczono nawet niewielkie fragmenty nagrobków, umieszczając je we wnękach w murze i tworząc w ten sposób lapidarium. 

Pierwsze mauzolea bogatych jeleniogórskich kupców wybudowano w 1710 roku. Były przeznaczone dla zamożnych członków tutejszej Fraterni Kupieckiej, tzw "panów woali" (miejscowych producentów i eksporterów płótna). Według kroniki miasta Moritza Vogta król Fryderyk II w pierwszym momencie, patrząc na okazałe kupieckie grobowce, wziął je za domy mieszkalne... Rzeczywiście, w czasach swojej świetności kaplice grobowe mogły wyglądać jak małe wille. 

Do dziś zachowało się dziewiętnaście kaplic grobowych oraz szereg epitafiów. Po wojnie cmentarz został zdewastowany i splądrowany. Rozkradziono kamienie nagrobne, które wykorzystywano jako wtórny surowiec budowlany.
Teraz co prawda dawna nekropolia (obecnie park) jest odnowiona, ale łatwo znaleźć znaki powojennych zniszczeń.
To, co mnie najbardziej uderzyło, to posągi i płaskorzeźby pozbawione głów... Dekapitacja nie ominęła nawet elementów typowo sakralnych - mnóstwo tu bezgłowych jezusków i aniołków. Niestety, nie uchroniło ich przed wandalizmem ani to, że są zabytkami, ani to, że zdobią miejsce czyjegoś pochówku. 

Warto zejść z parkowych alejek i podejść do grobowców, żeby przyjrzeć się z bliska szczegółom. Detale nagrobne mają typowo barokowy klimat - przychodzi mi na myśl memento mori, bo niemal na każdej kaplicy można znaleźć wizerunki śmierci lub trupich czaszek. 

Jelenia Góra to przykład dobrych praktyk cmentarnych - bardzo mnie cieszy, że odnowiono to miejsce i nie dopuszczono do jego dalszej degradacji.