Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2019

Zamek Frydlant. Czechy

Frydlant - czeska miejscowość położona zaledwie dwanaście kilometrów od granicy z Polską (przejście graniczne w Zawidowie). W tej miejscowości znajduje się niezwykły zamek, wybudowany w 1278 roku. Ten gotycki zamek był wielokrotnie przebudowywany i rozbudowywany, co wpłynęło na jego niezwykłą architekturę. 

Wnętrza pomieszczeń zamkowych i pałacowych (bo jet tu też pałac z XIX wieku)  robią ogromne wrażenie, zwłaszcza że zachowało się naprawdę sporo wyposażenia. Niestety fotografowanie wnętrz jest zabronione, więc możemy pokazać jedynie zamek z zewnątrz.

Frydlan to pierwszy zamek w Europie Środkowej, który udostępniono dla ruchu turystycznego (1800 rok). Obecnie zwiedzanie jest możliwe wyłącznie z przewodnikiem, ale nasi południowi sąsiedzi pomyśleli też o Polakach - można zwiedzać również z polskim przewodnikiem, który szczegółowo opowiada o historii zamku. Zwiedzanie trwa około dwóch godzin! 

Z zamkiem - jak to z zamkami bywa - wiąże się też legenda. Według niej to właśnie Frydlant miałby być miejscem ukrycia Bursztynowej Komnaty. Ponadto podobno to właśnie Frydlant Franz Kafka opisał w swojej powieści Zamek. Jednak obie te informacje należy traktować raczej jako ciekawostki, bowiem dowodów brak ;)

Warto przy okazji odwiedzić położony u stóp zamku Browar Zamkowy, serwujący rzemieślnicze piwa - do wyboru, do koloru! 

czwartek, 25 stycznia 2018

Stan techniczny: do remontu. Pałac w Giebułtowie

 Pałac w Giebułtowie (gm. Mirsk, powiat lwówecki) jest wystawiony na sprzedaż. W ogłoszeniu przeczytamy "stan techniczny: do remontu". Prawdę mówiąc to bardzo eufemistyczne określenie. Budynek jest zrujnowany, a ponurym dopełnieniem ruiny są okna zasłonięte czymś, co przypomina czarne worki na śmieci. 

Barokowy pałac powstał w latach 1661-1665, a jego pierwszym właścicielem był Christoph von Uchtritz (do tego właśnie rodu należał też zamek w pobliskim Świeciu). Przebudowywano go w XVIII, XIX i XX wieku. Po wojnie do 1970 roku był użytkowany jako obiekt kolonijny.

Przed bramą na teren pałacowy ustawiono tablicę informacyjną (z inicjatywy Pro Parva Patria - Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Regionu). Możemy przeczytać, że "w trójkątnej ścianie szczytowej znajduje się bogato zdobiony owalny otwór okienny". Niestety ta informacja jest już nieaktualna - trójkątnego zwieńczenia fasady po prostu już nie ma. Tablica informuje także: "Poniżej zachowała się przeszklona loggia z balustradami". Chodzi pewnie o łukowate okno, ani to loggia, ani przeszklona. 

Giebułtowski pałac czeka na właściciela - jak tysiące podobnych dolnośląskich obiektów. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kiedyś obiekt doczeka się remontu. Jeśli nie, jeszcze kilka lat i będzie po sprawie. 

piątek, 21 kwietnia 2017

Piękne plany. Pałac we Włosieniu

Pałac we Włosieniu (pow. lubański, gmina Platerówka) być może za jakiś czas zamieni się w luksusowy hotel z basenem, spa, polem golfowym i destylarnią whisky. Prace remontowe prowadzi spółka Pałac Włosień, a miejscem tym interesuje się słynna sieć hoteli Hilton. Niestety Hilton wymaga, żeby minimum 100 ha gruntów przy pałacu przeznaczono pod cele rekreacyjne. Ministerstwo nie chce jednak wyrazić zgody na wyłączenie gruntów spod użytkowania rolnego (więcej o sprawie: tutaj), wobec czego dalsze losy ruiny nie są jeszcze pewne. 

Z Hiltonem czy bez - prace trwają. Sam obiekt pozostaje w ruinie, ale zrewitalizowano już częściowo park i ogród przypałacowy. 

Pałac powstał w latach 1715-1720. Po 1945 roku został opuszczony, a wyposażenie rozszabrowano. 

W latach 70. z inicjatywy PGR Sulików pałac wyremontowano i urządzono w nim ośrodek szkoleniowy. Następnie obiekt przejął Agrokompleks "Sudety": wówczas w pałacu mieścił się hotel. Nie na długo jednak: w 1979 roku wybuchł pożar - pałac znowu opuszczono. Dopiero w 2001 roku ruina trafiła w ręce obecnego właściciela.

 Polsko-angielska Spółka Pałac Włosień powstała z inicjatywy Henryka Ostrowskiego oraz Edwarda i Richarda Heldrichów, potomków dawnych właścicieli pałacu. Trzymamy kciuki za dalsze losy tego miejsca, które może być szansą na rozwój niewielkiego Włosienia. 

niedziela, 4 grudnia 2016

Pałac Baworowo. Leśna

Baworowo dawniej było odrębną miejscowością, a od 1945 roku jest to dzielnica Leśnej (pow. lubański). Tutejszy pałac powstał w 1880 roku i do końca drugiej wojny światowej był własnością rodziny von Blissing. 
Po zajęciu miasta przez Polaków i przemianowaniu Marklissy na Leśną teren pałacowy był użytkowany jako PGR. Gospodarstwo mieściło się w zabudowaniach folwarcznych, natomiast sam pałac niszczał. 

W 2000 roku rozpoczęto remont pałacu, w którym miał powstać ośrodek wypoczynkowy. Niestety... Sześć lat później wybuchł pożar. Po pożarze konieczne było rozebranie dachu. Pozostały tylko ściany zewnętrzne. 

Obecnie obiekt jest wystawiony na sprzedaż - projekt odbudowy jest imponujący, można go obejrzeć tutaj. Budynek pałacowy i zabudowania folwarczne miałyby pomieścić hotel, restaurację, dwie sale konferencyjne, salon SPA i kryty basen... Brzmi pięknie, ale patrząc na współczesny stan pałacu naprawdę trudno sobie wyobrazić realizację tej inwestycji. 

piątek, 4 listopada 2016

Pałac w Żarskiej Wsi. Revisit

O pałacu w Żarskiej Wsi pisaliśmy w 2015 roku w tym poście. Niedawno ponownie odwiedziliśmy to miejsce. Jadąc DK 4 w stronę Zgorzelca dostrzegliśmy pałacową wieżę - z oddali wydawało się, że czegoś ubyło w porównaniu z marcem 2015. 
Rzeczywiście - gdy dotarliśmy w pobliże pałacu, okazało się, że części kopuły już nie ma. Budynek rozpada się kawałek po kawałku. Ciekawe, co zniknie w 2017?

piątek, 6 maja 2016

Kolejna skrytka Grundmanna - pałac w Zagrodnie

Niewiele możemy powiedzieć o historii pałacu w Zagrodnie (gmina wiejska w powiecie złotoryjskim). Powstał w 1570 r., a jego właścicielami byli Schellendorfowie. Otaczał go ogród i park krajobrazowy założony w XIX w.

Co ważne, to kolejna odwiedzona przez nas skrytka z listy Gunthera Grundmanna. W 1944 r. ukryto tu zbiory z Biblioteki Jagiellońskiej i lwowskiego Ossolineum, pomieszczone w 174 skrzyniach. Były to m.in. rękopisy Mickiewicza, Słowackiego, Fredry, Sienkiewicza i Żeromskiego. W 1945 r. do pałacu przybywają Rosjanie... Spora część manuskryptów została wtedy wywieziona do ZSRR. Część zbiorów ocalili i zabezpieczyli polscy osadnicy - wróciły one do Ossolineum. 

Już w latach 70. pałac był ruiną. Resztki dekoracji sgraffitowej zdjęto ze ścian i zabezpieczono - dzisiaj są częścią stałej ekspozycji Muzeum Regionalnego w Chojnowie. Ocalały ściany i okrągła wieża, na której jeszcze utrzymują się resztki zegara.

Zagrodno to duża i rozciągnięta wieś - oczywiście trochę błądziliśmy. Żeby znaleźć pałac, trzeba przejechać przez mostek nad rzeką Skorą za domem nr 99. Teren za bramą pałacową nie jest bezludny. Pobliski budynek jest zamieszkały, trzeba przejść obok ogródka, sadu, wieszaka na pranie i uparcie ujadającego psa.  

piątek, 22 kwietnia 2016

Smutny los niemieckich zabytków. Studzieniec

Los pałacu (dworu?) w Studzieńcu (pow. nowosolski, gmina Kożuchów) wydaje się przesądzony. Dni zabytku są policzone. Dach jest w tak fatalnym stanie, że na serio bałam się chodzić po wnętrzu. Wszystko dosłownie się sypie. Dodajmy do tego podmokły teren i brak jakichkolwiek zabezpieczeń, mimo że jest to własność prywatna. 
Można przypuścić, że jeszcze kilka deszczwych jesieni, kilka śnieżnych zim i reszta dachu runie.  A gdy to się stanie, ratunku już nie będzie.

Pałac powstał w 1782 roku, a jego pierwszym właścicielem był Karl Siegmund von Knobelsdorff. Nie będę wymieniać licznych niemieckich właścicieli, dość powiedzieć, że w końcu - po 1945 roku - budynek należał do PGR Kożuchów, przeznaczono go na biura. W 1969 roku został opuszczony i od tamtej pory zmierza tylko ku upadkowi.

Obecny stan zabytku nie jest, niestety, efektem wyłącznie upływu czasu. Widać, że do zawalenia części dachu przyczyniła się ludzka ręka - belki podtrzymujące sufit (którego już zresztą nie ma) zostały zwyczajnie odpiłowane - świadczą o tym równiutko przycięte drewniane kikuty sterczące ze ściany. W resztkach pomieszczeń znajdują się półkoliste wnęki, w których kiedyś stały piece kaflowe. Teraz wnęki są puste, ale nad niektórymi zachowały się fragmenty starej sztukaterii. 

Pałac był niegdyś otoczony fosą i parkiem. Teraz zielenina rośnie chaotycznie, a fosa to zarośnięte bajorko, chociaż trzeba przyznać, że otoczenie nadal jest malownicze. 

Cóż, to tylko jeden z wielu przykładów losu niemieckich zabytków, które są rozsiane po wszystkich zakątkach krainy historycznej niegdyś zwanej Schlesien...

środa, 6 kwietnia 2016

Włości księżnej de Talleyrand-Périgord. Pałac w Zatoniu


Ruiny pałacu i oranżerii w Zatoniu (dawniej odrębna wieś, obecnie część Zielonej Góry) to miejsce czarowne! Uroku dodaje pnący się po murach i kolumnach bluszcz, a w powietrzu unosi się zapach czosnku niedźwiedziego, który rośnie tu w ogromnych ilościach (a podlega w Polsce ochronie częściowej). 
Podobno pałac został w 1945 r. spalony przez Rosjan. Zachowały się ściany nośne, portyki i herb. Niewiele więcej zostało po oranżerii - kolumnada, resztki zdobień, komin. W parku można obejrzeć potężny dąb Talleyranda i kopiec z kamienną grotą.

Nie będę pisać szczegółowo o historii pałacu (o niej można poczytać np. na stronie stowarzyszenia Nasze Zatonie). Co prawda wybudował go Balthazar von Unruh (1689), ale miejsce to nabrało szczególnego wymiaru dzięki księżnej kurlandzkiej i żagańskiej, Dorocie de Talleyrand-Périgord. To postać niezwykła, ale też tragiczna. Wychowywała się właściwie bez rodziców. Zamiast nich miała do dyspozycji guwernantkę. W wieku 15 lat zakochała się w czterdziestoletnim Adamie Czartoryskim. Ten uległ jednak namowom matki i porzucił Dorotę. 

Pod naciskiem rodziny wyszła za mąż za Edmunda de Talleyranda, który zdradzał ją, jeśli tyko miał okazję. Małżeństwo było zupełnie nieudane - Edmund nie stronił od kobiet, hazardu i hulanek, Dorota była natomiast inteligentna, ambitna, obyta w świecie (w Paryżu była damą dworu cesarzowej Marii Ludwiki, żony Napoleona). W 1822 r. rozwiedli się, ale już wcześniej księżna znalazła innego adoratora - stryja jej męża, Karola, ministra spraw zagranicznych Francji. Dzięki niemu poznała wielu znamienitych ludzi tamtego czasu (w Zatoniu bywał m.in. Balzac i Liszt).

Do Zatonia przyjechała w 1840 r. Z jej inicjatywy przebudowano pałac, ale jej zasługi dotyczą też działalności charytatywnej. Opłacała budowę ochronek i szkół dla dzieci, fundowała stypendia dla chłopskich uczniów, w Żaganiu wybudowała szpital, a przy nim kaplicę dla wszystkich wyznań. Nic dziwnego, że w jej pogrzebie wzięło udział... 10 000 osób! 
Dorota zmarła w 1862 roku na skutek choroby (nie wiem, jakiej...), która podobno była efektem wypadku powozu, jakim jechała z Zatonia do Żagania. Dziesięciotysięczny kondukt żałobny musiał robić wrażenie... 

Dziś niewiele zostało po dawnej świetności pałacu, a mimo wszystko to miejsce nadal jest niezwykłe. Klimat jest tu niesamowity. Człowiek może mieć poczucie, że znalazł się w innym świecie. Całkiem niedaleko ruchliwa szosa i przystanek autobusowy, a tu... kolumnada oranżerii przypominającej świątynię, dwa portyki, resztki sztukaterii, ozdobne głowice kolumn... A do tego morze czosnku niedźwiedziego i bluszczu - tajemniczy ogród... Martwię się tylko, że gdy będę tędy przejeżdżać następnym razem, zobaczę z ulicy zawaloną ścianę pałacu (odpadający tynk dosłownie słychać)... 

piątek, 13 listopada 2015

Górnołużycka Hala Pamięci. Zgorzelec

Górnołużycka Hala Pamięci ku czci niemieckich cesarzy: Wilhelma I i Fryderyka III została wybudowana w latach 1898-1902. Powstała w czasach, gdy nikomu się jeszcze nie śniło, że ta część Gorlitz, która leży po prawej stronie Nysy Łużyckiej, będzie kiedyś polskim miastem. W 1904 r. otworzono tu Kaiser Friedrich Museum.

Część zgromadzonych tu zbiorów sztuki średniowiecznej Grundmann (odsyłam do tego tekstu) ukrył w pałacu w Żarskiej Wsi. Po wojnie niestety pałac został rozgrabiony i do dziś nie wiadomo, gdzie znajdują się eksponaty... 
Polska administracja miała plany utworzenia tu muzeum łużyckiego, ale ostatecznie od 1948 r. w hali działa dom kultury. Istotny dla tego miejsca jest rok 1950, w którym premierzy PRL i NRD podpisali Układ Zgorzelecki, potwierdzający przebieg granicy polsko-niemieckiej na Odrze i Nysie Łużyckiej.  

Architektura hali jest niezwykła. Nie bez przyczyny wielu mieszkańców Zgorzelca uważa, że to najpiękniejszy budynek w mieście odciętym linią Nysy od tej ładniejszej części Gorlitz. 
Uwagę zwracają rzeźby umieszczone po obu stronach portyku: po lewej stronie Wojna, po prawej Pokój. Obie centralne alegorie otacza mały tłum niepokojących postaci - szczególnie po stronie Wojny. To plątanina depczących po sobie ludzi, wśród których najbardziej przejmująca jest chyba figura matki trzymającej w ramionach niemowlę. 

To nie jedyne symboliczne przestawienia na dawnej Hali Pamięci, a dzisiejszym Miejskim Domu Kultury. Nad tympanonem góruje Wiktoria, na bocznej ścianie figury Sztuki i Historii, a pod nimi emblematy handlu, przemysłu, sztuki i rolnictwa. To nie wszystko. Nad alegoriami Wojny i Pokoju można zobaczyć kolejne płaskorzeźby - okrucieństwa wojny i błogosławieństwa pokoju.

Hala w Zgorzelcu to najbardziej okazała, najwyrazistsza pozostałość po przedwojennym mieście, którego większość zabytków została po wojnie po niemieckiej stronie. Po polskiej dominują hipermarkety i poPRLowskie kamienice obwieszone szyldami "Zigaretten", tak jakby było to miejsce bez historii... Na szczęście świadczy o niej ta niezwykła, piękna budowla. I jeszcze coś, o czym warto wspomnieć - pierwsza nazwa budynku przypomina, że kiedyś istniał tu maleńki region - Górne Łużyce. Ale ten skrawek ziemi między Nysą i Kwisą to już temat na zupełnie odrębną opowieść... 

sobota, 7 listopada 2015

Magazyn dzieł sztuki. Pałac w Biedrzychowicach


 Pałac w Biedrzychowicach (pow. lubański, gmina Olszyna) to jeden z obiektów wpisanych na listę Grundmanna - pod koniec wojny konserwator zabytków Gunther Grundmann ukrył tu m.in. zbiory Urzędu Konserwatorskiego z Berlina, woluminy z Hochschule fur Muzik oraz część księgozbioru berlińskiej Biblioteki Państwowej. Ale to nie jedyny powód, dla którego nazwaliśmy go magazynem dzieł sztuki. 

W 1863 r. pałac kupił włoski baron Aleksander von Minutoli, słynny kolekcjoner dzieł sztuki, które gromadził m.in. w Biedrzychowicach, ale też w zamku Rajsko w Zapuście (podobno oba miejsca łączy podziemny tunel - informacja niepotwierdzona). Szacuje się, że jego kolekcja składała się z ok. 28 000 eksponatów. Część z nich stanowiły zabytki sztuki afrykańskiej, które z Egiptu przywiózł ojciec barona, archeolog Heinrich von Minutoli. Kolekcja obejmowała też m.in. ceramikę rzymską i etruską, dzieła malarskie i wyroby rzemiosła artystycznego. 

Później pałac przeszedł w ręce Joachima von Pfeil, który ożenił się z córką von Minutolego, Anną. Pfeil był mecenasem sztuki, podróżnikiem, brał udział w kolonizacyjnych wyprawach do Afryki, dzięki czemu powiększył kolekcję teścia. 

W 1945 r., kiedy wieś przeszła pod polską administrację, pałac był po brzegi wypełniony unikatowymi zbiorami - nie tylko Minutolego i Pfeila, ale też Grundmanna. Dzieła przeniesiono do Krakowa, Łodzi i Warszawy... Kilka wozów z meblami i obrazami bezprawnie wywieźli polscy żołnierze. Szabrowali też cywile, o czym wspomina raport Milicji Obywatelskiej z Olszyny.

Do 1960 r. pałac służył jako ośrodek kolonijny, następnie mieścił się tu Zespół Szkół Rolniczych. Dzisiaj jest siedzibą Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących. Dzięki temu budynek jest w świetnym stanie, dach i elewacja są wyremontowane. Ponieważ teraz służy jako szkoła, trudno powiedzieć, jak jest ze zwiedzaniem w dni powszednie - my byliśmy w weekend, budynek był zamknięty. Pałac znajduje się tuż przy głównej drodze Lubań-Jelenia Góra. 
Szkoda skarbów, które wywieziono do centrum i tych, które rozkradziono, ale na szczęście pałac pozostał! 

sobota, 31 października 2015

Tajemniczy pałac. Radomierzyce

 Pałac w Radomierzycach (pow. i gmina Zgorzelec) to perła architektury z niesamowicie bogatą historią. 12 kominów - tyle, ile miesięcy w roku, 52 komnaty - tyle w roku mamy tygodni, 365 okien - tyle, ile rok mieści dni. 
O przeszłości pałacu można długo pisać. Budowę zakończono w 1722 r. Powstał w inicjatywy Joachima von Zieglera, tego samego, który zlecił budowę mauzoleum. Joachim nie miał potomków, pałac przeznaczył dla zubożałych arystokratek-ewangeliczek (fundacja Joachimstein). Żyły tu niemal w odosobnieniu, czemu sprzyjało odizolowane otoczenie budynku, położonego na wyspie pośrodku stawu.

W latach II wojny światowej rezydowali tu naziści. W 1944 r,. wybudowali opancerzone pomieszczenie - skarbiec na dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Po zakończeniu wojny do pałacu przybyli polscy żołnierze pod dowództwem Piotra Jaroszewicza (późniejszego premiera rządu PRL). Jaroszewicz natrafił na pancerne pomieszczenia, w których ukryto tajne akta III Rzeszy. Zawierały one m.in. informacje o ważnych osobistościach kolaborujących z hitlerowskimi Niemcami. 

Sprawa miała tragiczny finał. W 1992 roku Jaroszewicz i jego żona zostali brutalnie zamordowani. On był przed śmiercią torturowany, ona została rozstrzelana. Stopy premiera przybito do podłogi, skrępowano go, pozostawiając swobodnie tylko prawą rękę - stąd domniemanie, że był zmuszany do składania jakichś podpisów. Z jego willi niczego nie skradziono - splądrowany został tylko gabinet, tak jakby mordercy szukali dokumentów. Najnowsze ustalenia wiążą sprawę z aktami z Radomierzyc. Co istotne, zamordowano też innych ludzi, którzy w 1945 r. odwiedzili pałac - byli to współpracownicy Jaroszewicza, Tadeusz Steć i Jerzy Fonkowicz. Steć również był torturowany.

Trzeba jeszcze wspomnieć o tym, co działo się z pałacem po wojnie. Oczywiście został rozgrabiony, do czego przyczyniła się kopalnia Turów, Zabytkowe rzeźby zabrano stąd do ośrodka wypoczynkowego dla pracowników kopalni. Kamienne posągi lwów ustawiono przy zalewie w Bogatyni, skąd zresztą zniknęły i do dziś nie ustalono, gdzie się znajdują. 

Teraz pałac stoi pusty, a bramę wejściową szczelnie zagrodzono. Ujada za nią pies, chyba bojowo nastawiony - sądząc po odgłosach, jakie wydawał. A szkoda, bo ratunek był blisko. Pod koniec lat 90. kupił go Marek Głowacki, właściciel firmy Gerda. Prace remontowe przyniosły nadzwyczajne efekty. Niestety pan Głowacki zmarł, a remont stanął w 2005 r. Teraz pałac jest własnością jego córki i wnuczki. Chociaż nic się tu nie dzieje, to trzymamy kciuki, żeby paniom udało się dokończyć dzieło zapoczątkowane przez biznesmena. 

środa, 28 października 2015

Mauzoleum dobrych panien. Radomierzyce

 Mauzoleum w Radomierzycach (pow. i gmina Zgorzelec) to miejsce z ponurym, barokowym klimatem. Wzniesione w latach 1710-1733, remontowane w 1855 roku, przetrwało wojnę i trzyma się jakoś do dzisiaj. Nie można wejść do środka (kaplica grobowa została dawno zniszczona i rozgrabiona), a jedynie obejrzeć mauzoleum z zewnątrz - warto!

Uwagę przykuwają okrągłe okna, zwieńczone czaszkami z nietoperzymi skrzydłami, wieńcami laurowymi i piszczelami. Nad wejściem, w tympanonie, umieszczono kartusz herbowy rodu von Ziegler. Mauzoleum niestety nie jest w dobrym stanie... Znajduje się na terenie przy kościele - żeby je zobaczyć, trzeba wejść za kościelną bramę.

Mauzoleum ufundował Joachim Sigimund von Ziegler, podkomorzy Augusta II Mocnego i inicjator budowy tutejszego pałacu. Kaplicę grobową przeznaczył dla niezamężnych panien dobrego pochodzenia, które zamieszkiwały pałac. 

Ziegler założył tu fundację dla zubożałych arystokratek. Żeby zostać jej podopieczną, należało być ewangeliczką i udowodnić szlacheckie pochodzenie minimum do czterech pokoleń wstecz. Pałac uważano za ewangelicki odpowiednik klasztoru.

Dziś o szlachciankach z Joachimstein chyba nikt już nie pamięta... Mauzoleum zostało splądrowane, na renowację się nie zanosi. Do zniszczeń przyczyniła się powódź, która spustoszyła wieś w 2010 roku, kiedy zapora w Niedowie pękła, a Radomierzyce zalały wody rzeki Witka. 
Ucierpiał wtedy również kościół - a temu budynkowi także warto się przyjrzeć, przede wszystkim ze względu na wmurowane w ściany epitafia całopostaciowe z XVI i XVII wieku. 

piątek, 23 października 2015

Kolejny pusty pałac... Jałowiec

 Karl Christian Lachmann, zamożny kupiec z miasteczka Greiffenberg (dzisiejszy Gryfów Sląski) ok. 1828 r. zainicjował budowę pałacu w Wingendorf (Jałowiec, pow. i gmina Lubań). Był nie tylko jednym z bardziej wpływowych kupców w okolicy, ale też właścicielem pobliskiej Olszyny. W 1864 r. otrzymał tytuł barona, o czym przypomina do dzisiaj kartusz herbowy na fasadzie pałacu. Sześć lat później w wojnie prusko-francuskiej ginie jego syn, którego zwłoki złożono w pobliskim mauzoleum (własnie tym - klik). 

W ten sposób ostatni przedstawiciel męskiej linii rodu Lachmannów pożegnał się ze światem. Pałac do końca II wojny światowej był w posiadaniu  von Zedlitzów. 

Tyle o historii. A teraźniejszość? Pałac należy do  Agencji Nieruchomości Rolnych, co nie znaczy, że ma się dobrze. Stoi zupełnie pusty i niezabezpieczony. O dawnej świetności przypominają szczegóły na zewnątrz budynku. Od strony dawnego parku zachował się kartusz herbowy (widać też resztki niemieckiego napisu), a od strony folwarku zdobienia, prawdopodobnie alegorie. W środku właściwie już wszystko zostało rozgrabione, z wyjątkiem jedynego zachowanego w całości pieca kaflowego. Pomimo tej pustki spacer po pałacowym wnętrzu był ciekawy, ale też niepokojący - zważywszy na przedwieczorną godzinę naszej wizyty w Jałowcu i niedostatek światła... 
To kolejne miejsce we wsi, którego potencjał jak na razie jest marnowany...

poniedziałek, 12 października 2015

Halo, jest tu kto? Pałac w Osłej

Pałac w Osłej (pow. bolesławiecki, gmina Gromadka) jeszcze do niedawna był zamieszkany. Po wojnie zorganizowano tu - a jakże! - PGR, a po jego upadku budynek służył jako dom wielorodzinny. Nie wiemy, z jakiego powodu go opuszczono ani kiedy opustoszał, ale jest w dosyć dobrym stanie i wydaje się, że niewielkie nakłady umożliwiłyby remont. Gdzieniegdzie są oczywiście dziury w podłogach czy strzępy sufitu, ale większość pomieszczeń  ma się całkiem nieźle. 

Pałac powstał w 1830 roku na miejscu zamku, który spłonął w pożarze w 1825 roku. Żywioł pochłonął wtedy jedną trzecią wsi. Majątek należał wówczas do rodziny von Reichenbach, następnie do Francuiza Etienne Gautiera, a ostatnim właścicielem był Wilhelm Bobbert. W 1903 roku pałac przebudowano. 
Z zewnątrz budynek wygląda bajkowo, ale żeby obejrzeć go od frontu, trzeba przedzierać się przez chaszcze, które były wyższe od nas. Brak jakiejkolwiek ścieżki w połączeniu z dziurami w ziemi (stare studnie?) sprawia, że podejście od frontu jest dosyć trudne. Krzaki zasłaniają pałac tak, że nie da się go ogarnąć jednym spojrzeniem. 
Z bliska budynek jest równie piękny - zachowały się jeszcze zdobienia, na wieży widać tarczę zegara (już bez wskazówek...), jest też balkon porośnięty bluszczem. 

Wewnątrz jednak prawie nie ma śladu po pałacowym wystroju. Widać, że były tu mieszkania prywatne, po których zostały tylko puste pomieszczenia i uszkodzone piece kaflowe. Jednak sama architektura jest bardzo ciekawa. Pałacyk jest przedzielony na dwie części. W jednej są przepiękne schody z ażurowymi zdobieniami prowadzące do wieżyczki z zegarem.  W drugiej za to można "zobaczyć" (posiadając latarkę) szczególne miejsce. Jest ono zupełnie ciemne i łatwo je przegapić. Początkowo myśleliśmy, że to piwnica, ale okazało się, ze to główny hol na parterze - po prostu budynek z dwóch stron ma różną ilość kondygnacji! Jest tam zupełnie ciemno i bez latarki nie da się dosłownie nic dojrzeć. My dodatkowo przyświecaliśmy sobie lampą błyskową. Znajduje się tu coś, co prawdopodobnie było fontanną - prowadzą do niej schodki z ozdobnymi balustradami, niestety uszkodzonymi... Zobaczcie  zresztą sami, jak wygląda wnętrze: 

piątek, 2 października 2015

(Opuszczony?) Pałac w Kościelnikach Górnych

 Pałac w Kościelnikach Górnych (pow. lubański, gmina Leśna) - nietrudno jest zauważyć tę niezwykłą budowlę, za to trudno znaleźć o niej jakieś konkretne informacje. Wiadomo nam tylko tyle, że powstał w XVIII wieku, w XIX został rozbudowany, a latach powojennych służył jako PGR. I jeszcze - co istotne - obecnie ma właściciela. 

Jak można przeczytać w tym artykule, właściciel miał w planach remont pałacu, jednak w 2008 roku jeleniogórska delegatura Urzędu Ochrony Zabytków wytoczyła mu proces, uzasadniając decyzję w ten sposób: właściciel "będąc zobowiązany do uzyskania w drodze decyzji zezwolenia na przeprowadzenie prac remontowych na terenie pałacu [...] dokonał prac remontowych polegających na zbijaniu tynków, odkrywaniu posadzek, demontowaniu boazerii stolarki drzwiowej i okiennej [...]" itd. 

Okazało się, że właściciel rozpoczął remont bez konsultacji z konserwatorem zabytków i bez uzyskania odpowiedniego zezwolenia. Trudno jest tę sprawę oceniać. Z jednej strony jakikolwiek remont jest lepszy niż pozostawienie dzieła architektonicznego na pastwę losu, ale jednak z drugiej strony właściciel obiektu zabytkowego powinien zdawać sobie sprawę z tego, jakie procedury wiążą się z remontem prawnie chronionego zabytku.

Pałac jest imponujący, nawet pomimo jego obecnego, raczej opłakanego stanu. Zdobią go puste wnęki, w których dawniej znajdowały się rzeźby.  Teren wokół jest totalnie zarośnięty - za pałacem znajdował się ozdobny park, który dzisiaj wygląda jak busz, przez który trzeba się wręcz przedzierać. Brak jest jakichkolwiek tabliczek informujących o zakazie wstępu, terenie prywatnym czy przeprowadzanym remoncie, który chyba jest w toku.  

Być może warto będzie odwiedzić to miejsce za jakiś czas i zobaczyć, czy stan pałacu zmienił się na lepsze. 

sobota, 22 sierpnia 2015

Lista Grundmanna, czyli ukryte skarby

Dużo ostatnio mówi się o odnalezieniu Złotego Pociągu w okolicach Wałbrzycha. Sprawa jest tyleż głośna, co kontrowersyjna. Mnożą się spekulacje i hipotezy, ale istnienie pociągu wywiezionego przez nazistów z Wrocławia, po brzegi wypełnionego kosztownościami, nie zostało jeszcze potwierdzone. Nie istnieją żadne dokumenty, które uwiarygodniłyby historię Złotego Pociągu. Inaczej jest ze skarbami ukrytymi na Dolnym Śląsku przez Gunthera Grundmanna - te skrytki istniały naprawdę i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. 

Kim był Grundmann? Ten niemiecki historyk sztuki  i konserwator dzieł sztuki w czasie II wojny światowej pełnił funkcję Konserwatora Zabytków Dolnego Śląska. Zgromadził najcenniejsze dolnośląskie dzieła sztuki i ukrył je w prawie 80 skrytkach rozlokowanych na terenie całego regionu. Sporządził tzw. listę Grundmanna, zawierającą zaszyfrowane informacje o lokalizacji skarbów. Jakie cele mu przyświecały? Gdzie zostały ukryte kosztowności? Co stało się z nimi po wojnie?

Pałac w Żarskiej Wsi, miejsce przechowywania zbiorów sztuki z Muzeum Miejskiego w Goerlitz

sobota, 27 czerwca 2015

10 dolnośląskich strachów - lista subiektywna

Blog się rozrasta, co skłania nas do zrobienia drobnych porządków - w ramach systematyzowania  / podsumowania dotychczasowych wpisów przygotowaliśmy listę dziesięciu opuszczonych dolnośląskich pałaców i kościołów. Wkrótce pojawią się kolejne posty grupujące odwiedzone przez nas miejsca. 
1. Pałac w Żarskiej Wsi 

2. Pałac w Gościszowie

środa, 13 maja 2015

Pałac w Tomaszowie Bolesławieckim, odsłona III

Pałac w Tomaszowie żył, dopóki funkcjonował tu PGR. Zabudowania folwarczne były używane jako pomieszczenia gospodarcze i kwatery dla pracowników, a sam pałac jako biuro. Przyjrzyjmy się dzisiaj pałacowi z tej perspektywy.

Po likwidacji PGR-u budynki opustoszały i zaczęły stopniowo zamieniać się w ruinę. To, czego nie dokonał upływ czasu, zrobili ludzie, ogałacając pałacowe pomieszczenia z czego tylko się dało. 

Do dzisiaj pozostały tu ślady po dawnych pracownikach PGR-u. Pomieszczenia gospodarcze co prawda służą dzisiaj jako składowisko śmieci, a kwatery mieszkalne dosłownie rozpadają się w pył, ale są tu jeszcze rzeczy, które świadczą o ich powojennym przeznaczeniu. W pałacu natomiast można znaleźć karty pracy i inne stare dokumenty.
Wszystko to świadczy o tym, że jeszcze niedawno toczyło się tu życie...

poniedziałek, 11 maja 2015

Pałac w Tomaszowie Bolesławieckim, odsłona II

Druga odsłona tomaszowskiego pałacu - dzisiaj zapraszam do środka. Uwaga, szwendanie się po pałacu może być niebezpieczne, i to z kilku powodów. Po pierwsze, wszystkie okna na parterze zostały zamurowane, dlatego jest tam ciemno (z wyjątkiem holu - zdjęcie obok). Po drugie, budynek jest naprawdę spory - mnóstwo tu pomieszczeń, zakamarków, klatek schodowych, więc bardzo łatwo się zgubić. Po trzecie - jest w strasznym stanie. W wielu miejscach w podłodze są dziury, deski są przegniłe, więc wystarczy chwila nieuwagi, żeby ekspresem polecieć na niższe piętro. 

To, co dla pałacu charakterystyczne, znajduje się tuż za głównym wejściem. To nietypowy hol - w suficie widnieje spory okrągły otwór, który na piętrze był kiedyś otoczony balustradą. W kopule( dwa piętra wyżej) też jest otwór (dawniej był tam witraż). Dzięki takiemu rozwiązaniu światło wpadające przez kopułę oświetla także parter. 

To jedyne w miarę jasne miejsce na parterze. Pozostałe pomieszczenia są kompletnie ciemne, a szkoda, bo jest tu pierwsza sala kominkowa. Udało nam się zrobić zdjęcie dzięki lampie błyskowej, ale w rzeczywistości nie widać tam nawet czubka własnego nosa. Kominek jest oczywiście zrujnowany, zachowały się natomiast ornamenty na suficie.

niedziela, 10 maja 2015

Pałac w Tomaszowie Bolesławieckim, odsłona I

Pierwsza odsłona pałacu w Tomaszowie Bolesławieckim (pow. bolesławiecki, gmina Warta Bolesławiecka) to budynek z zewnątrz i jego otoczenie. Od razu zapowiadam dwie kolejne odsłony - w drugiej zaproszę was do wnętrza, w trzeciej pokażę to, co zostało z urządzonego tu PRG-u i co zachowało się po jego pracownikach. 

Pałac powstał w 1701 roku, a w XIX wieku został przebudowany. Należał wówczas do Friedricha Theodora von Merckel, nadprezydenta prowincji śląskiej. Po II wojnie światowej wcale nie pogrążył się w ruinie, jak to było z wieloma innymi dolnośląskimi dworami. Wręcz przeciwnie - pałac dostał wtedy drugie życie. Wraz z dawnymi zabudowaniami folwarcznymi stanowił PGR, co wcale nie przyniosło złych skutków. W samym budynku pałacowym funkcjonowały biura, więc był bardzo dobrze zachowany. W latach 60/70 XX w. gruntownie go wyremontowano. 

Niszczenie zaczęło się po likwidacji PGR-u. Po transformacji ustrojowej pałac został opuszczony i od tamtej pory trwa proces rozkładu. Co prawda wszystkie okna na parterze są zamurowane, ale głównych drzwi już dawno nie ma, więc każdy może tu wejść. Jest zresztą kilka innych możliwości - do pałacu można się dostać także w bardziej ryzykowny sposób: przez piwnice lub od strony tylnej elewacji. 

Wejście przy ścianie frontowej jest otoczone gankiem z kolumnadą - na dachu ganku mógł być kiedyś balkonik. Na ścianie bocznej widnieją jeszcze  nieuszkodzone (!) białe sztukaterie - chyba jedyny element na zewnątrz budynku, który uchował się w takim dobrym stanie. Cała reszta robi posępne wrażenie. Dolne okna są zamurowane, a z górnych framug sterczą resztki szyb. Rozpad i rozpacz.