sobota, 20 lutego 2016

Templariusze i raubritterzy. Gwiezdny Zamek w Warcie Bolesławieckiej

Po Gwiezdnym Zamku (Sternburg) w Warcie Bolesławieckiej zostały tylko niewielkie, niezbyt imponujące ruiny. To resztki muru obwodowego wieży mieszkalnej, otoczone czymś, co było kiedyś fosą, a teraz jest bagnem. Legenda głosi, że zamek zbudowali w XII w. templariusze, ale dowodów na to nie ma. Inna "sensacja" to ta, którą podawał Eduard Dewitz - twierdził mianowicie, że Gwiezdny Zamek jest połączony podziemnym tunelem z pobliskim zamkiem Grodziec, chociaż przyznawał, że za jego czasów (XIX w.) nie było już śladu po tunelu. 

Ciekawsze wydają się doniesienia o związkach warowni ze śląskimi raubritterami, czyli rycerzami-rabusiami. Według źródeł zamek należał bowiem do niewymienionego z imienia rycerza von Stewitz. Być może był to Wawrzyniec von Stewitz, kamrat okrutnego Czarnego Krzysztofa, rezydującego w pobliskiej Olszanicy. Wskazywałyby na to powiązania z rodem von Zedlitz. Jedni uważają, że Czarny Krzysztof wywodził się z tego rodu, inni, że znajdował się pod protekcją Zedlitzów. A właśnie ta rodzina była właścicielem Warty Bolesławieckiej i Olszanicy. Stewitz miał być zaufanym towarzyszem Czarnego Krzysztofa. Drżeli przed nimi kupcy i podróżnicy wędrujący między Bolesławcem i Złotoryją. 

Według legendy na zamkowych murach stała figura rycerza Stewitza. Rzeźba ożywała co noc, gdy dzwon na wieży kościelnej wybijał północ. Posąg urządzał sobie nocną przechadzkę po okolicy, a jeśli natknął się na jakiegoś człowieka, oczywiście go mordował. Taka rzeźba rzeczywiście była ustawiona na murach do 1939 roku - nie wiadomo, co stało się z nią później. 

Ruiny Gwiezdnego zamku to kolejny przystanek na Złotym Szlaku Rowerowym. I znów - jak w przypadku mauzoleum między Wartą i Wartowicami - musimy niestety zauważyć, że miejsce jest zaniedbane i zaśmiecone, a oznakowanie drogi kiepskie. Żeby znaleźć pozostałości warowni, najłatwiej najpierw dotrzeć do dworu, a potem - przed bramą dworską - skręcić w prawo, w drogę gruntową między stawem a zakładem przetwórstwa warzyw. Po pewnym czasie dotrzecie do gospodarstwa rybnego. Tu jest parking i tablica Złotego Szlaku Rowerowego. Trzeba podejść jeszcze kawałek dalej polną drogą. Zamek znajduje się na skraju lasu. 

piątek, 12 lutego 2016

Mauzoleum rodzin von Merveldt oraz von Frankenberg. Warta Bolesławiecka / Wartowice

 Ukryte wśród drzew mauzoleum, gdzieś pomiędzy Wartą i Wartowicami (powiat bolesławiecki), zwane jest cmentarzem dworskim. Zostali tu pochowani dawni właściciele dworu w Warcie: hrabia Klemens August von Merveldt (1845-1923), pułkownik w stanie spoczynku, jego żona Johanna, z domu von Frankenberg (1848-1924) oraz teściowa Rosa von Frankenberg (1822-1897). Mogiłę hrabiego, słynącego z zamiłowania do polowań, zdobi wizerunek jelenich rogów.

Mauzoleum sprawia przygnębiające wrażenie. Płyty nagrobne są potrzaskane i powywracane, pomiędzy nimi walają butelki po piwie, a kopuły pokryte ocynkowaną blachą - zardzewiałe i dziurawe. Za sarkofagami znajdowało się miejsce pochówku dworskiej służby - z tego cmentarzyka pozostał tylko jeden grób, drewniany krzyż, oparty o niego fragment nagrobka i pojedyncze kamienne elementy. 
Tak zaniedbane miejsce jest reklamowane jako atrakcja turystyczna i umieszczone na trasie Złotego Szlaku Rowerowego. To dobrze, że jest na tym szlaku, ale szkoda, że nie jest w ogóle uporządkowane.
W Warcie nie widzieliśmy niestety żadnego drogowskazu, który ułatwiłby znalezienie cmentarza. Jeśli chcecie odwiedzić mauzoleum, musicie w Warcie skręcić w drogę prowadzącą do Wartowic. Cmentarz dworski jest mniej więcej w połowie drogi między tymi miejscowościami (na końcu drugiej kępy drzew, po lewej stronie, jadąc od strony Warty).

Trzeba jeszcze coś rzec o szlaku rowerowym. Każda atrakcja na trasie jest opatrzona tablicą informacyjną. Na tablicy przed mauzoleum można przeczytać, że pochowano tu ostatnich właścicieli dworu w Warcie. Otóż nie jest to prawda - hrabia Klemens, zmarły w 1923 r., był dziadkiem ostatniego właściciela, Wilhelma, który dwór opuścił po II wojnie. 

Tablica informuje, że mauzoleum pochodzi z lat 20. XX w. Być może sam "baldachim" nad sarkofagami rzeczywiście wybudowano w tych latach, ale zwróćcie uwagę na to, że teściowa Klemensa, Róża, zmarła w 1897 roku! Natomiast na płycie opartej o drewniany krzyż w części przeznaczonej dla służby jako rok śmierci dworskiego sługi podano 1895. Nie sugerujmy się zatem do końca tą tablicą - cmentarz dworski jest jeszcze starszy, niż ona informuje. 

wtorek, 9 lutego 2016

Dwór, który miał szczęście. Warta Bolesławiecka


W XVI wieku właścicielami Warty  Bolesławieckiej (powiat bolesławiecki) był ród von Zedlitzów. To ta rodzina w latach 20. XVI wieku zleciła budowę dworu, który następnie, w 1540 roku, rozbudowano. Po wybudowaniu dworu von Zedlitzowie sprzedają go wraz z wsią rodzinie von Glaubitz. Przyczyną były prawdopodobnie kłopoty finansowe, spowodowane m.in. kosztami, jakie pochłonęło wzniesienie dworu. Ostatnim przedwojennym właścicielem posiadłości był Wilhelm Leo Hans Ernst Graf von Hacke.

A po wojnie, jak to po wojnie... Od 1945 r. dwór szabrowano, potem powstał tu PGR. Na początku lat 90. budynek znajdował się w opłakanym stanie. Ale uwaga, zdarzył się cud - znalazł się człowiek, który kupił ruinę wraz ze sporym folwarkiem. Od 1993 r, dzierżawił dwór, a w 2006 r. stał się jego faktycznym właścicielem. 

Co najważniejsze - właściciel jest bardzo dobrym gospodarzem warciańskich włości. Jesteśmy naprawdę pod wrażeniem! Fasada budynku od strony folwarku jest odtworzona zgodnie z wyglądem oryginalnych detali architektonicznych. Inne ściany dworu nie są jeszcze odrestaurowane (można dostrzec zdobienia, które wyzierają spod tynku), ale patrząc na to, jak dużo już zrobił właściciel, można mieć sporą pewność, że doprowadzi dzieło do końca. 

Dwór znajduje się na trasie Złotego Szlaku Rowerowego i blisko stąd do innych ciekawych miejsc w Warcie i okolicach. Do najciekawszych należy piękne, ale niestety zdewastowane mauzoleum, do którego zabierzemy was następnym razem.

niedziela, 7 lutego 2016

Powódź błotna. Tragedia w kopalni miedzi w Iwinach

13 grudnia 1967 to dla mieszkańców Iwin (pow. bolesławiecki, gmina Warta Bolesławiecka) tragiczna data. Krótko po 3:00 w nocy wioskę zaczęło zalewać błoto - odpady powstałe w wyniku wydobycia miedzi, zgromadzone w zbiorniku poflotacyjnym na terenie Zakładów Górniczych "Konrad". Grobla zbiornika pękła, a lawina błota potoczyła się w kierunku Iwin. Zginęło 18 osób, a ponad 500 zostało poszkodowanych. 

Wyrwani ze snu mieszkańcy zaczęli uciekać przed wielką masą szlamu. Nie wszyscy jednak zdążyli. Jeden z mężczyzn wrócił do domu po swoją córkę. Nie udało mu się. Córka zginęła, ciało ojca porwał nurt i poniósł kilka kilometrów dalej. Ciało odnaleziono po dziesięciu dniach. Inni nie mogli wydostać się z domów, bo fala wybijała ona i wlewała się do wnętrza. Ginęły całe rodziny, małżeństwa z dziećmi. Pewnym rodzicom niemowlę wypadło z becika. Oni przeżyli, ono już nie... O tych przypadkach możecie przeczytać w artykule Utopieni w błocie

O tym, jak potężna była lawina błota, świadczą szkody, jakie wyrządziła. Osiągała momentami nawet 20 metrów wysokości. Zalewała domy i pomieszczenia gospodarcze, zabierając ze sobą ludzi i zwierzęta. Łamała słupy energetyczne i drzewa, porywała wagony z urobkiem, wyginała tory kolejowe. Po tragedii cała wieś była pokryta szlamem. Trzeba było pochować zmarłych i zacząć odbudowę zrujnowanych domów...
Przed sądem stanęło sześć osób, m.in. projektant tamy i kierownik budowy. Zostali skazani na karę wiezienia, a po kilku miesiącach wypuszczeni. Uznano, że nie mogli zapobiec katastrofie. 

Zakłady Górnicze "Konrad" należały do KGHM. Wydobywano tu miedź, korzystając z poniemieckich szybów K I oraz K II. Zakład zatrudniał ponad 3 000 pracowników. Kopalnię zamknięto w 1989 roku. Zostały po niej ruiny działu przeróbki rud. W halach ruda podlegała kruszeniu, mieleniu, flotacji i suszeniu, a następnie była transportowana do huty w Legnicy. 

Oprócz tej hali dotarliśmy też w inne miejsca związane z górnictwem w Iwinach. Do nich należy kapliczka z figurą patronki górników, św. Barbary, oraz zabetonowany szyb K I, z którego wystaje zalane do połowy betonem koło wyciągowe. Nie mogliśmy ominąć cmentarza - to tu leżą ofiary katastrofy, niektóre w rodzinnych mogiłach... 

piątek, 13 listopada 2015

Górnołużycka Hala Pamięci. Zgorzelec

Górnołużycka Hala Pamięci ku czci niemieckich cesarzy: Wilhelma I i Fryderyka III została wybudowana w latach 1898-1902. Powstała w czasach, gdy nikomu się jeszcze nie śniło, że ta część Gorlitz, która leży po prawej stronie Nysy Łużyckiej, będzie kiedyś polskim miastem. W 1904 r. otworzono tu Kaiser Friedrich Museum.

Część zgromadzonych tu zbiorów sztuki średniowiecznej Grundmann (odsyłam do tego tekstu) ukrył w pałacu w Żarskiej Wsi. Po wojnie niestety pałac został rozgrabiony i do dziś nie wiadomo, gdzie znajdują się eksponaty... 
Polska administracja miała plany utworzenia tu muzeum łużyckiego, ale ostatecznie od 1948 r. w hali działa dom kultury. Istotny dla tego miejsca jest rok 1950, w którym premierzy PRL i NRD podpisali Układ Zgorzelecki, potwierdzający przebieg granicy polsko-niemieckiej na Odrze i Nysie Łużyckiej.  

Architektura hali jest niezwykła. Nie bez przyczyny wielu mieszkańców Zgorzelca uważa, że to najpiękniejszy budynek w mieście odciętym linią Nysy od tej ładniejszej części Gorlitz. 
Uwagę zwracają rzeźby umieszczone po obu stronach portyku: po lewej stronie Wojna, po prawej Pokój. Obie centralne alegorie otacza mały tłum niepokojących postaci - szczególnie po stronie Wojny. To plątanina depczących po sobie ludzi, wśród których najbardziej przejmująca jest chyba figura matki trzymającej w ramionach niemowlę. 

To nie jedyne symboliczne przestawienia na dawnej Hali Pamięci, a dzisiejszym Miejskim Domu Kultury. Nad tympanonem góruje Wiktoria, na bocznej ścianie figury Sztuki i Historii, a pod nimi emblematy handlu, przemysłu, sztuki i rolnictwa. To nie wszystko. Nad alegoriami Wojny i Pokoju można zobaczyć kolejne płaskorzeźby - okrucieństwa wojny i błogosławieństwa pokoju.

Hala w Zgorzelcu to najbardziej okazała, najwyrazistsza pozostałość po przedwojennym mieście, którego większość zabytków została po wojnie po niemieckiej stronie. Po polskiej dominują hipermarkety i poPRLowskie kamienice obwieszone szyldami "Zigaretten", tak jakby było to miejsce bez historii... Na szczęście świadczy o niej ta niezwykła, piękna budowla. I jeszcze coś, o czym warto wspomnieć - pierwsza nazwa budynku przypomina, że kiedyś istniał tu maleńki region - Górne Łużyce. Ale ten skrawek ziemi między Nysą i Kwisą to już temat na zupełnie odrębną opowieść... 

wtorek, 10 listopada 2015

Resztki romańskiego kościoła. Kościelniki Średnie

Wzmianki w źródłach niemieckich podają, że świątynia w Kościelnikach Średnich (pow. lubański, gmina Leśna) powstała już w 1002 roku - taka data miała widnieć na stropie.  Inne źródła wzmiankują, że początki budynku sięgają połowy XIII wieku, jeszcze inne wskazują na rok 1335. 

Jakby nie było, jest to jeden z najstarszych kościołów w okolicy, na co wskazuje zresztą jego architektura - typowa dla kościołów romańskich ciężka i prosta bryła, grube mury, małe okienka - wszystko to dlatego, że świątynie romańskie często pełniły dwie funkcje, sakralną i obronną. 

Z kościoła pozostały ruiny, ale jednak zachowała się cała bryła, wieża, kompletna absyda. Budynek jest zabezpieczony. Dawniej wokół niego był pewnie niemiecki cmentarz katolicki, po którym do dzisiaj zachowały się pojedyncze nagrobki i leżące tu i ówdzie epitafia (w Kościelnikach Średnich znajdziecie też pozostałości po cmentarzu ewangelickim). Pomiędzy nimi tkwi kilka powojennych, polskich grobów. Być może dlatego trawa i krzaki wokół ruin zostały wycięte, a cmentarzyk jest w miarę uporządkowany. 

Najciekawszy element dawnego cmentarza to rzeźba siedzącej kobiety, z kotwicą u stóp. Nad jej głową pewnie było kiedyś epitafium - teraz została tylko bryła, na której wyraźnie widać ślady po dłutowaniu. 
Co gorsza, posąg został pozbawiony głowy i ręki. Przypomina jakieś upiorne, bezgłowe widmo, które wieki temu postawiono na straży kościoła i które utknęło tu do dzisiaj... 

Ruiny kościoła dosyć łatwo znaleźć. Wieża i resztki dachu są widoczne z drogi prowadzącej z Lubania do Leśnej. Natomiast żeby podejść pod sam kościół, musieliśmy trochę kluczyć - nie znaleźliśmy przejścia od strony dawnego pałacu (dziś jest to budynek mieszkalny). 

Pomimo tego, że po kościele nie zostało zbyt wiele, to zachęcamy do odwiedzenia tego miejsca, w końcu romański zabytek to jest coś - czuć klimat dawnych wieków, odległej przeszłości, a bezgłowy posąg sprawia, że jest tu trochę niepokojąco... 

sobota, 7 listopada 2015

Magazyn dzieł sztuki. Pałac w Biedrzychowicach


 Pałac w Biedrzychowicach (pow. lubański, gmina Olszyna) to jeden z obiektów wpisanych na listę Grundmanna - pod koniec wojny konserwator zabytków Gunther Grundmann ukrył tu m.in. zbiory Urzędu Konserwatorskiego z Berlina, woluminy z Hochschule fur Muzik oraz część księgozbioru berlińskiej Biblioteki Państwowej. Ale to nie jedyny powód, dla którego nazwaliśmy go magazynem dzieł sztuki. 

W 1863 r. pałac kupił włoski baron Aleksander von Minutoli, słynny kolekcjoner dzieł sztuki, które gromadził m.in. w Biedrzychowicach, ale też w zamku Rajsko w Zapuście (podobno oba miejsca łączy podziemny tunel - informacja niepotwierdzona). Szacuje się, że jego kolekcja składała się z ok. 28 000 eksponatów. Część z nich stanowiły zabytki sztuki afrykańskiej, które z Egiptu przywiózł ojciec barona, archeolog Heinrich von Minutoli. Kolekcja obejmowała też m.in. ceramikę rzymską i etruską, dzieła malarskie i wyroby rzemiosła artystycznego. 

Później pałac przeszedł w ręce Joachima von Pfeil, który ożenił się z córką von Minutolego, Anną. Pfeil był mecenasem sztuki, podróżnikiem, brał udział w kolonizacyjnych wyprawach do Afryki, dzięki czemu powiększył kolekcję teścia. 

W 1945 r., kiedy wieś przeszła pod polską administrację, pałac był po brzegi wypełniony unikatowymi zbiorami - nie tylko Minutolego i Pfeila, ale też Grundmanna. Dzieła przeniesiono do Krakowa, Łodzi i Warszawy... Kilka wozów z meblami i obrazami bezprawnie wywieźli polscy żołnierze. Szabrowali też cywile, o czym wspomina raport Milicji Obywatelskiej z Olszyny.

Do 1960 r. pałac służył jako ośrodek kolonijny, następnie mieścił się tu Zespół Szkół Rolniczych. Dzisiaj jest siedzibą Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących. Dzięki temu budynek jest w świetnym stanie, dach i elewacja są wyremontowane. Ponieważ teraz służy jako szkoła, trudno powiedzieć, jak jest ze zwiedzaniem w dni powszednie - my byliśmy w weekend, budynek był zamknięty. Pałac znajduje się tuż przy głównej drodze Lubań-Jelenia Góra. 
Szkoda skarbów, które wywieziono do centrum i tych, które rozkradziono, ale na szczęście pałac pozostał! 

czwartek, 5 listopada 2015

Feniks z popiołów. Zamek Rajsko w Zapuście

 Jeszcze cztery lata temu na szczycie zbocza nad Jeziorem Złotnickim stała tylko smętna, rozpadająca się ruina. Dzięki prywatnym inwestorom z Poznania zamek Rajsko w Zapuście (pow. lubański, gmina Olszyna) podniósł się jak Feniks z popiołów. Gdy byliśmy tam kilka tygodni temu, zamek był jeszcze niedostępny do zwiedzania. Zatrzymaliśmy się wtedy przed bramą i obejrzeliśmy warownię tylko z zewnątrz (dlatego dziś tylko kilka zdjęć)

Zamek w przeszłości wielokrotnie podnosił się z ruiny. W XV w. został zniszczony przez husytów. Dopiero po czterech wiekach właściciel pobliskiego pałacu w Biedrzychowicach, hrabia Aleksander von Minutoli, postanowił odbudować Rajsko, w którym umieścił część swojej kolekcji dzieł sztuki. Niestety w 1919 r. warownia znowu ucierpiała - tym razem na skutek rewolucyjnych rozruchów zdewastowali ją okoliczni chłopi. Sześć lat później zamek znów odbudowano, urządzając tu schronisko. Kolejna katastrofa nadeszła po 1945 r. - budowlę znów rozszabrowano. 
Ruina czekała na ratunek aż do 2010 r.. Mamy nadzieję, że to już ostatni remont i że Rajsko nie spotka już nic złego. 

Żeby się tu dostać, należy dojechać do miejscowości Zapusta, położonej przy drodze z Biedrzychowic do Leśnej. Dojazd nie jest oznakowany, a przynajmniej nie był, gdy tam zawitaliśmy - może wraz z udostępnieniem miejsca do zwiedzania, coś się zmieni. Do zamku prowadzi niepozorna, betonowa droga na końcu wsi - ostatnia w lewo, tuż przed znakiem z nazwą miejscowości. Rajsko znajduje się na wzniesieniu górującym nad Jeziorem Złotnickim.

sobota, 31 października 2015

Tajemniczy pałac. Radomierzyce

 Pałac w Radomierzycach (pow. i gmina Zgorzelec) to perła architektury z niesamowicie bogatą historią. 12 kominów - tyle, ile miesięcy w roku, 52 komnaty - tyle w roku mamy tygodni, 365 okien - tyle, ile rok mieści dni. 
O przeszłości pałacu można długo pisać. Budowę zakończono w 1722 r. Powstał w inicjatywy Joachima von Zieglera, tego samego, który zlecił budowę mauzoleum. Joachim nie miał potomków, pałac przeznaczył dla zubożałych arystokratek-ewangeliczek (fundacja Joachimstein). Żyły tu niemal w odosobnieniu, czemu sprzyjało odizolowane otoczenie budynku, położonego na wyspie pośrodku stawu.

W latach II wojny światowej rezydowali tu naziści. W 1944 r,. wybudowali opancerzone pomieszczenie - skarbiec na dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Po zakończeniu wojny do pałacu przybyli polscy żołnierze pod dowództwem Piotra Jaroszewicza (późniejszego premiera rządu PRL). Jaroszewicz natrafił na pancerne pomieszczenia, w których ukryto tajne akta III Rzeszy. Zawierały one m.in. informacje o ważnych osobistościach kolaborujących z hitlerowskimi Niemcami. 

Sprawa miała tragiczny finał. W 1992 roku Jaroszewicz i jego żona zostali brutalnie zamordowani. On był przed śmiercią torturowany, ona została rozstrzelana. Stopy premiera przybito do podłogi, skrępowano go, pozostawiając swobodnie tylko prawą rękę - stąd domniemanie, że był zmuszany do składania jakichś podpisów. Z jego willi niczego nie skradziono - splądrowany został tylko gabinet, tak jakby mordercy szukali dokumentów. Najnowsze ustalenia wiążą sprawę z aktami z Radomierzyc. Co istotne, zamordowano też innych ludzi, którzy w 1945 r. odwiedzili pałac - byli to współpracownicy Jaroszewicza, Tadeusz Steć i Jerzy Fonkowicz. Steć również był torturowany.

Trzeba jeszcze wspomnieć o tym, co działo się z pałacem po wojnie. Oczywiście został rozgrabiony, do czego przyczyniła się kopalnia Turów, Zabytkowe rzeźby zabrano stąd do ośrodka wypoczynkowego dla pracowników kopalni. Kamienne posągi lwów ustawiono przy zalewie w Bogatyni, skąd zresztą zniknęły i do dziś nie ustalono, gdzie się znajdują. 

Teraz pałac stoi pusty, a bramę wejściową szczelnie zagrodzono. Ujada za nią pies, chyba bojowo nastawiony - sądząc po odgłosach, jakie wydawał. A szkoda, bo ratunek był blisko. Pod koniec lat 90. kupił go Marek Głowacki, właściciel firmy Gerda. Prace remontowe przyniosły nadzwyczajne efekty. Niestety pan Głowacki zmarł, a remont stanął w 2005 r. Teraz pałac jest własnością jego córki i wnuczki. Chociaż nic się tu nie dzieje, to trzymamy kciuki, żeby paniom udało się dokończyć dzieło zapoczątkowane przez biznesmena. 

środa, 28 października 2015

Mauzoleum dobrych panien. Radomierzyce

 Mauzoleum w Radomierzycach (pow. i gmina Zgorzelec) to miejsce z ponurym, barokowym klimatem. Wzniesione w latach 1710-1733, remontowane w 1855 roku, przetrwało wojnę i trzyma się jakoś do dzisiaj. Nie można wejść do środka (kaplica grobowa została dawno zniszczona i rozgrabiona), a jedynie obejrzeć mauzoleum z zewnątrz - warto!

Uwagę przykuwają okrągłe okna, zwieńczone czaszkami z nietoperzymi skrzydłami, wieńcami laurowymi i piszczelami. Nad wejściem, w tympanonie, umieszczono kartusz herbowy rodu von Ziegler. Mauzoleum niestety nie jest w dobrym stanie... Znajduje się na terenie przy kościele - żeby je zobaczyć, trzeba wejść za kościelną bramę.

Mauzoleum ufundował Joachim Sigimund von Ziegler, podkomorzy Augusta II Mocnego i inicjator budowy tutejszego pałacu. Kaplicę grobową przeznaczył dla niezamężnych panien dobrego pochodzenia, które zamieszkiwały pałac. 

Ziegler założył tu fundację dla zubożałych arystokratek. Żeby zostać jej podopieczną, należało być ewangeliczką i udowodnić szlacheckie pochodzenie minimum do czterech pokoleń wstecz. Pałac uważano za ewangelicki odpowiednik klasztoru.

Dziś o szlachciankach z Joachimstein chyba nikt już nie pamięta... Mauzoleum zostało splądrowane, na renowację się nie zanosi. Do zniszczeń przyczyniła się powódź, która spustoszyła wieś w 2010 roku, kiedy zapora w Niedowie pękła, a Radomierzyce zalały wody rzeki Witka. 
Ucierpiał wtedy również kościół - a temu budynkowi także warto się przyjrzeć, przede wszystkim ze względu na wmurowane w ściany epitafia całopostaciowe z XVI i XVII wieku.