sobota, 26 września 2015

Nieistniejący cmentarz i niedostępne kirkuty. Wrocław

W 1948 r. Ministerstwo Ziem Odzyskanych ogłosiło, że usuwanie pozostałości po przedwojennych mieszkańcach ziem przyłączonych w 1945 r. do Polski dotyczy też niemieckich cmentarzy. Wrocławski Park Grabiszyński jest tego przykładem - przed wojną był to Cmentarz Grabiszyński III.  Mimo że większość mogił zniknęła, to można tu jeszcze odnaleźć fragmenty świadczące o dawnym przeznaczeniu parku. 
Po wejściu do parku od strony przystanku tramwajowego od razu rzuca się w oczy malutki cmentarzyk, otoczony ogrodzeniem. Napotkany tu rowerzysta opowiedział mi, dlaczego akurat ta część przetrwała. Otóż jest to tzw. cmentarz "dzieci niewybuchów" - po wojnie w gruzach Wrocławia buszowały dzieci, co często kończyło się tragicznie, ponieważ w gruzowiskach były jeszcze niewypały. Na cmentarzyku leżą właśnie rozerwane przez nie dzieci (w tym grób wujka mojego rozmówcy). Kiedy Polacy niszczyli Cmentarz Grabiszyński III, oczywiście nie chcieli ruszać "swoich" grobów. Zostawili więc też te niemieckie nagrobki, które znajdowały się między tużpowojennymi dziecięcymi mogiłami. Niestety wszystkie pozostałe niemieckie groby zniknęły, poza kilkoma płytami, rozrzuconymi po parku, które można znaleźć w zaroślach. 

Nagrobki, z których "oczyszczono" teren, przenoszono na Cmentarz Osobowicki, gdzie zrzucano je w jedno miejsce, w którym tworzyły wielki stos. Płyty były sprzedawane kamieniarzom, którzy przerabiali je na mogiły dla Polaków. Używano ich też do budowy m.in. stadionu. Wykorzystano je do wzmocnienia wybiegu dla słoni we wrocławskim ZOO...

Nie znaczy to jednak, że pamięć o Cmentarzu Grabiszyńskim III została zupełnie wymazana. W 2008 r. zakończono budowę Pomnika Wspólnej Pamięci. Pomysł pojawił się już w latach 90. W 1989 r. w zakładzie kamieniarskim w Mirkowie odnaleziono ok. 200 starych płyt nagrobnych, używanych przez kamieniarza jako "surowiec wtórny". Miasto kupiło płyty, jednak do utworzenia pomnika użyto tylko kilkanaście. Co stało się z pozostałymi, tego nie wiem.
Długi na 60 metrów Pomnik Wspólnej Pamięci mieści się na terenie parku, w miejscu, w którym znajdowało się krematorium. Złożono go ze starych nagrobków, podzielonych na cztery części, reprezentujące cztery rodzaje nieistniejących wrocławskich cmentarzy: katolicką, ewangelicką, żydowską i komunalną.  Pośrodku, na poziomej płycie, umieszczono wykaz miejskich nekropolii, których już nie ma...

Planowałam jeszcze osobny wpis o dwóch kirkutach z Wrocławia, jednak nie miałam szczęścia... Stary Cmentarz Żydowski przy ul. Ślężnej (obecnie Muzeum Sztuki Cmentarnej) został w lipcu poważnie uszkodzony na skutek nawałnicy. Nadal trwają prace porządkowe, więc niestety pan ze stróżówki nie chciał mnie wpuścić - muzeum jest nieczynne do odwołania. Miałam pecha też do Nowego Cmentarza Żydowskiego przy ul. Lotniczej. I tutaj opiekun kirkutu nie wyraził zgody na wejście - miejsce to można zwiedzać tylko w środy i niedziele, wstęp w piątek okazał się absolutnie niemożliwy. Kirkuty odkładamy więc na później...

wtorek, 22 września 2015

Nocny flaner. Wrocław

Flaner to włóczęga z wyboru, wędrujący po mieście bez celu, bez mapy i bez planu, chaotycznymi i przypadkowymi ścieżkami. Zapraszam na taką właśnie przechadzkę po nocnym Wrocławiu, która tak naprawdę nie prowadziła donikąd ani nie przebiegała żadnym wytyczonym wcześniej szlakiem.



czwartek, 17 września 2015

W cieniu zarazy. Dżuma na Śląsku

Dzisiaj mamy dla was coś szczególnego - pierwszy wpis gościnny na naszym blogu! Zdjęcia, które zamieszczamy, są naszego autorstwa - ruiny (chociaż "ruiny" to chyba za dużo powiedziane...) Kościoła Ofiarowania w Nowogrodźcu, którego historia jest ściśle związana z epidemią dżumy, o której pisze Paweł Skiersinis. Tekst, który dziś prezentujemy, jest właśnie jego autorstwa, a temat to jego propozycja - zapraszamy do odwiedzenia strony Pawła Historia z innej strony. Poniżej jego ciekawy tekst - zachęcamy do lektury!

***
Śląsk od zawsze był regionem bogatym, dobrze zaludnionym i świetnie prosperującym. O te ziemie toczyły się liczne wojny np. wojny śląskie pomiędzy Austrią, a Prusami, które miały swoje 3 epizody. Jednak nie tylko konflikty zbrojne pustoszyły tę krainę, pamiętajmy, że obce wojska rabowały, co się tylko dało i puszczały z dymem całe wioski i miasta. Inną straszną plagą, która nawiedzała Śląsk i przylegające do niego Łużyce, była plaga zarazy, pomoru. W tamtych  czasach miasta równie nieubłaganie dziesiątkowała dżuma, która była straszną, zakaźną chorobą gryzoni i ludzi. Roznosiły ją szczury, a skutecznego lekarstwa nie znano. Umieralność w leczonych przypadkach wynosi obecnie 20%, natomiast nieleczona zabija nawet wszystkich, i tak praktycznie wówczas było. Wyobraźmy sobie, że chorobę próbowano odstraszyć upiornymi strojami lekarzy oraz palono na obrzeżach miast ogniska, które miały odgonić „zepsute” zarazą powietrze. Metody te wspomagano także modlitwą do św. Rocha – świętego od zarazy, ale wszystkie te działania nie mogły przynieść pożądanych skutków. Często w mieście ostała się tylko 1 lub 2 rodziny.

wtorek, 15 września 2015

Wieża przy cmentarzu. Nowogrodziec

 Dziś zabierzemy was w dwa miejsca, położone tuż obok siebie. Pierwsze to nieco zapomniana wieża widokowa, drugie - równie zapomniany cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej. Obiekty znajdziecie w Nowogrodźcu (pow. bolesławiecki), przy ul. Sienkiewicza, przy szosie prowadzącej do Milikowa i Gościszowa. 

Wieżę w 1892 roku ufundował Francuz Alfred Simon, w setną rocznicę przybycia do miasta jego rodziny. Simon był właścicielem miejscowego młyna. W wieży mieściła się restauracja, a oplatał ją drewniany taras, po którym dziś już nie ma śladu. Niestety na wieżę nie da się wejść, a szkoda, bo miejsce ma potencjał i mogłoby stać się ciekawym punktem na mapie Nowogrodźca. Tymczasem jest zamknięta, a na szczycie już wyrastają młode drzewka...

Zaraz za wieżą znajduje się cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej - leży tu 222 czerwonoarmistów, którzy polegli w walkach na zachodnim froncie w 1945 roku. Żołnierze stacjonujący w "wyzwolonym" Nowogrodźcu nie byli aniołkami. Pisząc o klasztorze w Nowogrodźcu wspominaliśmy o losach Elizabeth Schilling, elżbietance brutalnie zgwałconej i zamordowanej przez radzieckich wojaków. Takich przypadków tuż po wojnie było w mieście zresztą więcej. Przykładem niech będą wydarzenia z 3 marca 45 r. Żołnierze dokonali wówczas egzekucji na ludności cywilnej, rozstrzeliwując ponad 60 osób. 

Cmentarz wydaje się zapomniany, ale teren jest uporządkowany, do czego przyczynili się chłopcy z OSP. Jeszcze niedawno płyty były zarośnięte zielskiem, teraz są oczyszczone, a napisy czytelne. 

sobota, 5 września 2015

Krzyże pokutne. Ocice, Stare Jaroszowice

Dawno nie było na blogu krzyży pokutnych. Nadrabiamy krzyżowe zaległości i zamieszczamy dwa kolejne - z Ocic i Starych Jaroszowic (pow. i gmina Bolesławiec).
Krzyż pokutny z Ocic znajduje się niedaleko kościoła Narodzenia NMP - po drugiej stronie ulicy, naprzeciw parkingu, poniżej niewielkiej skarpy. Z drogi może być niewidoczny. Przy okazji obeszliśmy kościół - warto tu zobaczyć kartusz herbowy rodziny von Maltzan nad wejściem do dawnej kaplicy grobowej z typowym barokowym motywem memento mori (1749). 

Krzyż pokutny w Starych Jaroszowicach znajdziecie na samym końcu wioski, jadąc w kierunku Żeliszowa. Znajduje się na mniej więcej na łuku drogi, po lewej stronie. Można na nim dostrzec ryt miecza, ale na zdjęciach niestety jest słabo widoczny. 
Wygląda na to, że ktoś zadbał o wyeksponowanie krzyża - podłoże wybrukowano, zrobiono miejsce w murze oporowym. Ufff, w końcu nie trzeba było przedzierać się przez krzaczory i kłuć pokrzywami ;)

środa, 2 września 2015

Zrujnowany dwór. Kraszowice

Kraszowice (pow. i gmina Bolesławiec) to jedna z najstarszych miejscowości z terenu powiatu bolesławieckiego. Jest tu kopalnia kruszyw i elektrownia wodna, ale nas interesowało coś innego. 
Jadąc z Kraszowic uliczką wzdłuż rzeki Bóbr - w stronę przysiółka Ulina - natkniecie się na ruiny renesansowego dworu. Dworzysko jest okazałe i trudno je przegapić, zwłaszcza że część gospodarcza znajduje się tuż przy ulicy, a znad drzew wystaje komin. 

Dwór powstał w 1578 roku i należał wówczas do rodziny von Birban. W XVIII i XIX wieku był przebudowywany. Częściowo zniszczony w 1945 roku - od tamtej pory sukcesywnie się rozpada. Stan dworu jest tragiczny. Brak dachu, popękane mury, prowizoryczne ogrodzenie i panosząca się wszędzie zieleń. W środku praktycznie same ściany i gruzy. W równie złym stanie są położone nieopodal zabudowania folwarczne.

W wielu opisach tego miejsca można przeczytać, że w 1994 roku cenny renesansowy portal, który wieńczył główne wejście do dworu, został skradziony - warto sprostować, że portal znajduje się teraz w lapidarium przy Muzeum Ceramiki w Bolesławcu, o czym pisaliśmy w tym poście. Trudno stwierdzić, w jakich okolicznościach się tam znalazł.

Mogłoby się wydawać, że dla dworu w Kraszowicach nie ma już ratunku. A jednak jest nadzieja na przyszłość. Kilka miesięcy temu dwór został zakupiony za 164 000 zł przez firmę Rosiński Group. W planach jest stworzenie tutaj hotelu i domu opieki, ale również zatrudnienie kustosza. Na razie firma zbiera niezbędną dokumentację.

Pierwsze prace remontowe zaplanowano na lato, ale jak na razie nie widać, żeby się na to zanosiło. Budynek nie jest zabezpieczony ani ogrodzony (nie licząc bardzo marnego ogrodzenia z siatki, w wieku miejscach porozrywanego). Trudno zresztą uwierzyć, że to miejsce da się podnieść z ruiny. W każdym razie trzymamy kciuki i mamy nadzieję, że to ambitne przedsięwzięcie zostanie zrealizowane. 

piątek, 28 sierpnia 2015

Zapomniana świątynia. Ocice

W Ocicach (pow. i gmina Bolesławiec) znaleźliśmy kolejny opuszczony kościół, oczywiście ewangelicki. Budynek jest bardzo duży, trudno go przegapić, znajduje się w samym centrum wsi (naprzeciw skrętu na Bolesławiec). Po obejściu go dookoła stwierdziliśmy, że nie da się wejść do środka. Wszystkie okna i drzwi są szczelnie zabetonowane, nigdzie nie widać nawet najmniejszej szczeliny, przez którą można by się przecisnąć. Przynajmniej pozornie... Prawie zrezygnowaliśmy, ale odrobina ekwilibrystyki pomogła ;) 

Trzeba przyznać, że kościół w Ocicach to miejsce, do którego trudno się dostać. Inne trudności wynikają ze stanu, w jakim znajduje się wnętrze i empory - łatwo tutaj o wypadek. Dlatego w trosce o ewentualnych zwiedzaczy nie polecamy wyprawy w to miejsce. 

Kościół jest kompletnie ogołocony. Ołtarz został przeniesiony do czynnego katolickiego kościoła w Ocicach, resztę zapewne rozszabrowano. Na pierwszym zdjęciu pokazujemy ujęcie z lat 30. XX w. (znalezione w serwisie dolny-slask.org.pl) i dla porównania ujęcie z naszej wyprawy - widać, że wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, zniknęło. Cała podłoga jest pokryta potrzaskanymi epitafiami. Wejście na empory jest bardzo ryzykowne. 

Kościół powstał w 1871 roku. Był dwukrotnie renowowany - w 1882 i 1921 roku. Te daty są umieszczone na zwieńczeniu głównego portalu. Opustoszał w 1945 r., a okna i drzwi zamurowano w latach siedemdziesiątych. Pod świątynią znajdują się podobno krypty z epitafiami - w podłodze są zasypane dziury, więc pewnie ktoś próbował się tam dostać. 

Budynek jest jak najbardziej do uratowania. Ktoś już chyba zaczyna o tym myśleć, bo w lipcu gmina Bolesławiec ogłosiła przetarg na remont dachu i prace porządkowe. W planach jest też zabezpieczenie okien na wysokości empor - ciekawe, czy to oznacza, że zostaną zamurowane jak te na parterze???

środa, 26 sierpnia 2015

Uwaga, głębokie wykopy. Cmentarz w Starych Jaroszowicach

Tuż za ruinami kościoła w Starych Jaroszowicach (pow. i gmina Bolesławiec) jest opuszczony cmentarz, który warto zobaczyć. Widok może być wstrząsający. Nie trzeba być wierzącym, żeby się zdołować w otoczeniu zbezczeszczonych miejsc pochówku...

Grobowce w większości zostały zdewastowane. Płyty są odsunięte lub wcale ich nie ma. Groby puste, doszczętnie splądrowane. Po niektórych mogiłach zostały tylko oplecione bluszczem dziury w ziemi. Chwila nieuwagi i można do takiej mogiły wpaść, zwłaszcza że w niektórych miejscach bluszcz ściele się gęsto jak zielony dywan, zasłaniając rozkopane nagrobki. 

Nie należy nikogo pochopnie oskarżać, ale każdy, kto chociaż trochę zna historię tzw. Ziem Odzyskanych (np. z opowieści rodzinnych), wysunie prawdopodobną hipotezę co do sprawców... Takich cmentarzy jest w okolicach całkiem sporo, ale pierwszy raz byliśmy w miejscu, w którym aż tak dużo grobów zdewastowano...  W dodatku nie przeprowadzono jakichkolwiek prac porządkowych nawet po latach, kiedy nienawiść do Niemców okrzepła, a zachodnia granica Polski się ustabilizowała. 

Ciekawe, czy ktoś z mieszkańców Alt Jaschwitz odwiedził cmentarz po wojnie. Ciekawe, co mógł czuć na widok rozkopanego grobu ojca / matki, żony / męża, dziecka...

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Witraż-graffiti w ruinach kościoła. Stare Jaroszowice

Nad wejściem do pozostałości ewangelickiego kościoła w Starych Jaroszowicach (pow. i gmina Bolesławiec) znajduje się fragment z Księgi Rodzaju w tłumaczeniu Marcina Lutra. Nieco już zatarty napis głosi: "O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga i brama nieba". Rzeczywiście, miejsce może przejąć grozą. Po wybudowanym w latach 1842-1844 kościele zostały zgliszcza. 

Jest tutaj coś, co od razu przyciąga wzrok. Na ścianie półkolistej absydy, w miejscu, gdzie dawniej był ołtarz, namalowano graffiti. W tym artykule można przeczytać więcej na temat witraża-graffiti: "Chcemy, żeby ktoś tu przyszedł i pomyślał: skąd to się tu wzięło? To nie jest przypadkowy wzór, ma przypominać piękne witraże, po których dzisiaj zostały tylko gołe ramy okien". Według mnie pomysł jest świetny. Celem grafficiarzy nie była dewastacja, ale zwrócenie uwagi na osamotniony budynek, przypomnienie o jego dawnym pięknie. Na sklepieniu zachowały się resztki niebieskiej polichromii, a na ścianach pozostałości po różowawej farbie. Wszystko to sprawia, że ruina jest nie tylko malownicza, ale też... kolorowa! 

Ta barwność łączy się jednak z ponurym wrażeniem, bo trudno o inne w zrujnowanej, pozbawionej dachu budowli. Historia tego dachu jest zresztą kuriozalna. W artykule, który wyżej linkuję, można przeczytać, że kilka lata temu straż pożarna odebrała zgłoszenie: niezabezpieczony kościół niszczeje podczas deszczów, bo dach jest nieszczelny. Co zrobili strażacy? Jak czytamy w artykule "Wybili więc dziurę w środku dachu, żeby - zamiast na ściany - lało się do środka. Wystarczyła jedna zima i wszystko zupełnie się zawaliło"... No po prostu wierzyć się nie chce!!! 

Ruiny kościoła widać z głównej szosy przecinającej wieś - po prawej stronie drogi, jadąc w kierunku Bolesławca. O tej porze roku znad drzew wystaje tylko wieża. Budynek nie jest w żaden sposób zabezpieczony, prowadzi do niego polna droga. 

sobota, 22 sierpnia 2015

Lista Grundmanna, czyli ukryte skarby

Dużo ostatnio mówi się o odnalezieniu Złotego Pociągu w okolicach Wałbrzycha. Sprawa jest tyleż głośna, co kontrowersyjna. Mnożą się spekulacje i hipotezy, ale istnienie pociągu wywiezionego przez nazistów z Wrocławia, po brzegi wypełnionego kosztownościami, nie zostało jeszcze potwierdzone. Nie istnieją żadne dokumenty, które uwiarygodniłyby historię Złotego Pociągu. Inaczej jest ze skarbami ukrytymi na Dolnym Śląsku przez Gunthera Grundmanna - te skrytki istniały naprawdę i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. 

Kim był Grundmann? Ten niemiecki historyk sztuki  i konserwator dzieł sztuki w czasie II wojny światowej pełnił funkcję Konserwatora Zabytków Dolnego Śląska. Zgromadził najcenniejsze dolnośląskie dzieła sztuki i ukrył je w prawie 80 skrytkach rozlokowanych na terenie całego regionu. Sporządził tzw. listę Grundmanna, zawierającą zaszyfrowane informacje o lokalizacji skarbów. Jakie cele mu przyświecały? Gdzie zostały ukryte kosztowności? Co stało się z nimi po wojnie?

Pałac w Żarskiej Wsi, miejsce przechowywania zbiorów sztuki z Muzeum Miejskiego w Goerlitz