Karl Christian Lachmann, zamożny kupiec z miasteczka Greiffenberg (dzisiejszy Gryfów Sląski) ok. 1828 r. zainicjował budowę pałacu w Wingendorf (Jałowiec, pow. i gmina Lubań). Był nie tylko jednym z bardziej wpływowych kupców w okolicy, ale też właścicielem pobliskiej Olszyny. W 1864 r. otrzymał tytuł barona, o czym przypomina do dzisiaj kartusz herbowy na fasadzie pałacu. Sześć lat później w wojnie prusko-francuskiej ginie jego syn, którego zwłoki złożono w pobliskim mauzoleum (własnie tym - klik).
W ten sposób ostatni przedstawiciel męskiej linii rodu Lachmannów pożegnał się ze światem. Pałac do końca II wojny światowej był w posiadaniu von Zedlitzów.
Tyle o historii. A teraźniejszość? Pałac należy do Agencji Nieruchomości Rolnych, co nie znaczy, że ma się dobrze. Stoi zupełnie pusty i niezabezpieczony. O dawnej świetności przypominają szczegóły na zewnątrz budynku. Od strony dawnego parku zachował się kartusz herbowy (widać też resztki niemieckiego napisu), a od strony folwarku zdobienia, prawdopodobnie alegorie. W środku właściwie już wszystko zostało rozgrabione, z wyjątkiem jedynego zachowanego w całości pieca kaflowego. Pomimo tej pustki spacer po pałacowym wnętrzu był ciekawy, ale też niepokojący - zważywszy na przedwieczorną godzinę naszej wizyty w Jałowcu i niedostatek światła...
To kolejne miejsce we wsi, którego potencjał jak na razie jest marnowany...





















