niedziela, 4 grudnia 2016

Pałac Baworowo. Leśna

Baworowo dawniej było odrębną miejscowością, a od 1945 roku jest to dzielnica Leśnej (pow. lubański). Tutejszy pałac powstał w 1880 roku i do końca drugiej wojny światowej był własnością rodziny von Blissing. 
Po zajęciu miasta przez Polaków i przemianowaniu Marklissy na Leśną teren pałacowy był użytkowany jako PGR. Gospodarstwo mieściło się w zabudowaniach folwarcznych, natomiast sam pałac niszczał. 

W 2000 roku rozpoczęto remont pałacu, w którym miał powstać ośrodek wypoczynkowy. Niestety... Sześć lat później wybuchł pożar. Po pożarze konieczne było rozebranie dachu. Pozostały tylko ściany zewnętrzne. 

Obecnie obiekt jest wystawiony na sprzedaż - projekt odbudowy jest imponujący, można go obejrzeć tutaj. Budynek pałacowy i zabudowania folwarczne miałyby pomieścić hotel, restaurację, dwie sale konferencyjne, salon SPA i kryty basen... Brzmi pięknie, ale patrząc na współczesny stan pałacu naprawdę trudno sobie wyobrazić realizację tej inwestycji. 

sobota, 12 listopada 2016

Mrówcza praca. Zamek w Świeciu

Mieliśmy przyjemność wędrować po zamku w Świeciu (gm. Leśna, pow. lubański) w towarzystwie jego obecnych właścicieli. Małżeństwo kupiło ruinę 12 lat temu. Od tamtej pory trwa tu nieustanny remont - nie jest dofinansowywany z żadnych dodatkowych źródeł, właściciele podnoszą zamek z gruzów z własnych środków.

Wydawałoby się, że 12 lat to bardzo dużo i że można w ciągu tego czasu zakończyć remont. Ale okazuje się, że to bardzo krótki okres - jeśli wziąć pod uwagę właściwie brak finansowego wsparcia z zewnątrz i ograniczone zasoby ludzkie (w zamku była tylko dwójka właścicieli i jeden pan, który uzupełniał ubytki w murze przy części pałacowej). 

Tak naprawdę bardzo dużo już zrobiono, co widać w porównaniu z wcześniejszym stanem (do obejrzenia tutaj). Przed remontem wykonano prace archeologiczne (rezultaty będzie można obejrzeć w salach wystawowych, na które przeznaczono piwnice). Ruiny zostały oczyszczone z krzewów, gruzu i warstw ziemi, która przysypała fragmenty budowli. Częściowo zrekonstruowano kaplicę i karczmę. Praca trwa nieustannie - nie jest ważne jej tempo, ale zaangażowanie i wysiłek gospodarzy. Naprawdę zasługują wielki szacunek! Wejście do zamku jest możliwe wyłącznie za zgodą właścicieli (wstęp na dziedziniec zamkowy: 5 zł).

 Historia zamku jest naprawdę pechowa - płonął wielokrotnie, niszczyły go pioruny, pożary i wichury. Powstał w XIV w. jako element systemu obronnego Kwisy. W 1527 r. na skutek uderzenia pioruna wybuchł pożar - zamek wówczas przebudowano. Na początku XVIII wieku zamczysko po raz drugi płonęło. Znów go przebudowano, ale niebawem von Uechtritzowie, ówcześni właściciele, opuścili zamek, który nie spełniał ich wymagań. W 1827 r. kolejny piorun spowodował pożar... W 1915 r. ruinę dobiła nawałnica. Może teraz czekają go lepsze czasy? 

niedziela, 6 listopada 2016

Mauzoleum Wollerów. Leśna


Mauzoleum rodzinny Woller w Leśnej (pow. lubański) zrobiło na nas ogromne wrażenie. Nie spodziewaliśmy się czegoś tak monumentalnego! Jest bardzo zdewastowane, ale pomimo tego nadal niesamowicie piękne. 
Jednocześnie jest to miejsce wstrząsające - przecież to grobowiec, w którym według tego artykułu mieściło się przynajmniej dziesięć trumien. Gdzie są te trumny? Gdzie są ludzkie szczątki? Nie ma po nich najmniejszego śladu! Co się z nimi stało? Trudno sobie nawet wyobrazić, jak wyglądało powojenne szukanie "skarbów" w miejscu, które miało zapewnić Wollerom wieczne odpoczywanie...  

Kim byli Wollerowie? Wypada zacząć od tego, że od XIX w. w miasteczku Marklissa (Leśna) rozwijał się przemysł włókienniczy, do którego przyczyniła się działalność spółki Concordia - jej właścicielami byli właśnie bracia Woller.  W 1880 roku Samson Woller zlecił zaprojektowanie rodzinnego mauzoleum. Jak wynika z pierwszych planów, miało być ono zlokalizowane w Bunzlau (Bolesławiec), gdzie mieściła się największa filia Concordii. Woller zdecydował się jednak na Leśną, prawdopodobnie z powodu większych walorów krajobrazowych miasteczka, ale też dlatego, że tu urodziła się jedna z jego córek, tu też rozpoczęła się kariera włókienniczego potentata. Projektant, Carl Ludecke (twórca m.in. pałacu w Kopicach, wrocławskiej Nowej Giełdy i Dworca Świebodzkiego) kilkukrotnie - na życzenie Wollera - zmieniał projekt.

W końcu powstał dwupiętrowy grobowiec o wysokości 15 metrów. Na dolnym poziomie znajdowała się krypta grobowa, na górnym - ołtarzyk oświetlany przez naturalne światło wpadające do wnętrza przez okulus - okrągły otwór w kopule. Były też dwa osobne wejścia - dolne do pomieszczenia z trumnami i górne, do którego prowadziły schodki rozmieszczone po obu stronach kolumnady. Dzisiaj nie ma już schodków, nie ma też piętra, nie ma śladu po trumnach...

Ponieważ nie ma piętra, po wejściu do grobowca znaleźliśmy się od razu w krypcie. Są tu trzy półkoliste wnęki przypominające absydy - puste... To, co zwraca szczególną uwagę, to okulus. Przyglądając się uważnie sklepieniom wokół podstawy kopuły, można dostrzec kolejne niezwykłe ślady dawnej świetności mauzoleum. W czterech rogach znajdują się pozostałości po freskach przedstawiających anioły, które symbolizowały przejście z krainy doczesnej do świata wiecznego. Żaden nie zachował się w całości. Tylko na jednym fresku widać fragment anielskiej twarzy, na pozostałych można rozpoznać stopy i szaty. 

Podobno miasto planuje renowację mauzoleum i rewitalizację przestrzeni wokół niego - dawnego parku. Wycięto krzewy, które do niedawna prawie całkiem zasłaniały grobowiec, uporządkowano jako tako teren, postawiono barierkę przy stromym uskoku nad niewielkim jeziorkiem. Być może uda się ocalić to miejsce, na co bardzo liczymy. Niestety, nawet odnowienie budowli nie zatrze śladów po tym, że stała się łupem cmentarnych hien... 

piątek, 4 listopada 2016

Pałac w Żarskiej Wsi. Revisit

O pałacu w Żarskiej Wsi pisaliśmy w 2015 roku w tym poście. Niedawno ponownie odwiedziliśmy to miejsce. Jadąc DK 4 w stronę Zgorzelca dostrzegliśmy pałacową wieżę - z oddali wydawało się, że czegoś ubyło w porównaniu z marcem 2015. 
Rzeczywiście - gdy dotarliśmy w pobliże pałacu, okazało się, że części kopuły już nie ma. Budynek rozpada się kawałek po kawałku. Ciekawe, co zniknie w 2017?

czwartek, 27 października 2016

Krzyż pokutny. Trójca

Na krzyżu pokutnym w Trójcy koło Zgorzelca wyryto wizerunek włóczni, który dziś niestety jest już słabo widoczny. 
Chociaż przez setki lat kształt krzyża się zatarł, ciągle jeszcze można rozpoznać w nim rzadko spotykany krzyż kolisty - z aureolą, która przecina jego ramiona (przypomina trochę krzyż celtycki). Aureola jest wyraźniej widoczna z tylnej strony krzyża.

Krzyż znajduje się na uboczu wsi. Żeby do niego dotrzeć, należy na samym początku Trójcy skręcić w pierwszą asfaltową uliczkę prowadzącą w lewo (jadąc od strony Zgorzelca), a potem na niewielkim skrzyżowaniu znów w lewo. 
Trzeba minąć zabudowania (z tej strony wsi ostatni dom ma numer 117) i dojechać do miejsca, w którym kończy się droga asfaltowa - przechodzi w gruntową, która dalej przecina las. 

To własnie na samym skraju lasu znajduje się krzyż pokutny, otoczony ze wszystkich stron niskim płotkiem. Płotek jest widoczny już przy samym wejściu do lasu, więc jeśli znajdziecie się na tym krańcu wsi, nie będziecie już mieli problemu ze znalezieniem krzyża. 

niedziela, 16 października 2016

Ruiny kościoła ewangelickiego. Miłków

Kościół ewangelicki w Miłkowie (pow. jeleniogórski, gm. Podgórzyn) wybudowano w latach 1754-1755. Został opuszczony w 1946 roku, gdy ze wsi wysiedlono ludność niemiecką. Po drugiej wojnie światowej osadnicy-Polacy rozebrali ołtarz i organy, zdemontowali trzy kościelne dzwony. W 1980 roku usunięto dach, który wtedy już groził zawaleniem. Zostały tylko ściany i wieża. 

Główny portal został zamurowany, a użyto do tego m.in. płyt nagrobnych z przedwojennego niemieckiego cmentarza (podobnie jak do budowy śmietnika cmentarnego przy działającym kościele w Miłkowie, o którym pisaliśmy tutaj przy okazji opisu tamtejszych krzyży pokutnych). 

Według miejscowej legendy kościół jest przeklęty - podobno ludzie, którzy brali jakikolwiek udział w pracach rozbiórkowych, zapadali na śmiertelną chorobę. Każdy, kto przyczynił się do rozebrania świątyni, wkrótce umierał. Właśnie dlatego kościół nie zniknął całkowicie z powierzchni ziemi.

Ciekawostka warta zaznaczenia: po lewej stronie portalu, tuż przy ziemi, zachowała się mała płaskorzeźba z masońskimi symbolami - cyrklem i węgielnicą podtrzymywanymi przez dwa lwy. Jej usytuowanie może świadczyć, że jest to kamień węgielny położony pod budowę kościoła. 

Dawniej wokół świątyni znajdował się ewangelicki cmentarz, teraz są tu groby Polaków-katolików. Niemniej jednak kilkadziesiąt starych nagrobków przetrwało do dzisiaj - zostały zgrupowane w jednym miejscu i rozmieszczone w dwóch rzędach, dzięki czemu powstało niewielkie lapidarium. 
Wśród ocalonych płyt nagrobnych warta uwagi jest mogiła malarza i grafika Hansa Seydela (1866-1916), ozdobiona rzeźbą przedstawiającą malarską paletę i pędzle. 

Kościół znajduje się w samym centrum Miłkowa, przy drodze do Sosnówki. Trudno go nie zauważyć, ponieważ wysoka wieża góruje nad miejscowością - widać ją doskonale z drogi prowadzącej z Jeleniej Góry do Karpacza. 

sobota, 1 października 2016

Krzyże pokutne. Miłków

 Z trzech krzyży pokutnych w Miłkowie (gmina Podgórzyn, pow. jeleniogórski) najciekawszy jest ten najmniejszy (wygląda zresztą na to, że jego podstawa jest złamana). Widnieje na nim ryt miecza, a na ramionach... ryty stóp. Prawdopodobnie są one symbolem zawodu ofiary - szewca. Według innej interpretacji są to stopy rycerza w zbroi, traktowane jako... narzędzie zbrodni. Na tablicy informacyjnej umieszczonej przy krzyżach czytamy: "(...) wzburzony rycerz po cięciu mieczem mógł, będąc w afekcie, zadeptać swoją ofiarę, co przy wadze ówczesnego uzbrojenia nie było wcale rzeczą trudną". Drugi krzyż posiada ryt kuszy. Trzeci nie ma rytu, widoczne jest pęknięcie poniżej ramion. Odkryto go przypadkowo po wojnie, dzięki temu, że z muru kościelnego odpadł fragment tynku. Wszystkie trzy krzyże są wmurowane w zewnętrzną stronę muru otaczającego kościół św. Jadwigi. Pomiędzy nimi umieszczono - moim zdaniem dość niefortunnie - współczesną kapliczkę.

Warto przejść się wokół kościoła z kilku powodów. Oprócz krzyży pokutnych jest tu też pręgierz o wysokości 135 cm. Dawniej był wmurowany w ogrodzenie, o czym świadczą fragmenty mocowania. Zaraz za bramą kościelną kolejne ciekawe obiekty - odrestaurowane epitafia, prawdopodobnie barokowe - putto plus ludzka czaszka równa się barok ;). To nie wszystko - jest tu jeszcze... śmietnik cmentarny. Został zbudowany m.in. z niemieckich nagrobków przedwojennych mieszkańców wsi Arnsdorf (Miłkowa). 

niedziela, 25 września 2016

Zamek Chojnik. Sobieszów

Zamek Chojnik (Chojnasty, Kynast) nigdy nie został zdobyty. Warownię Schaffgotschów położoną na wysokości 627 m n.p.m. zniszczyło uderzenie pioruna w 1675 roku. Już w XIX wieku ruina była popularną sudecką atrakcją - znajdowała się tu gospoda i schronisko turystyczne. Po II wojnie światowej zamek był kilkukrotnie remontowany - teraz (wrzesień 2016) trwa kolejny remont. 

Na Chojnik wchodziliśmy od strony Sobieszowa (dzielnica Jeleniej Góry). Prowadzą stąd dwa szlaki - czerwony i czarny. Szlak czerwony nie jest wymagający - niedawno całą trasę wybrukowano i idzie się tędy jak na spacerku po parku. Zdecydowanie polecamy szlak czarny - wiedzie on przez Zbójeckie Skały i na tym odcinku jest najbardziej wymagający. Jest o wiele trudniejszy niż czerwony, ale także o wiele bardziej malowniczy! Na wysokości Skalnego Grzyba łączy się zresztą ze szlakiem czerwonym. Po przejściu przez Zbójeckie Skały jest już tylko łatwiej. Czas przejścia czarnego szlaku to ok. 45 minut.

Wejście na zamek jest płatne - 6 zł bilet normalny i 4 zł ulgowy (dodatkowo u podnóża góry należy uiścić opłatę za wejście na teren Karkonoskiego Parku Narodowego). Największą atrakcją jest możliwość wejścia na wieżę, skąd można podziwiać zamkowy dziedziniec i panoramę Karkonoszy. 

Zamek ma oczywiście swojego ducha. Jak głosi legenda właściciel zamku powodowany pychą postanowił objechać konno mury warowni. Próba nie powiodła się - pyszałek spadł w przepaść. Jego córka Kunegunda, pogrążona w żałobie, postanowiła, ze odda rękę temu, kto zdoła objechać zamek na grzbiecie konia. Oczywiście wszyscy śmiałkowie ginęli marnie. Razu pewnego zjawił się rycerz, na widok którego serce Kunegundy zabiło mocniej. Rycerz ów dokonał niemożliwego - okrążył konno zamek. Oświadczył jednak księżniczce, że nie weźmie jej za żonę, bo zginęło przez nią tylu nieszczęśników. Rycerz odjechał, a Kunegunda w wielkiej rozpaczy rzuciła się w urwisko. 

piątek, 9 września 2016

Zamek Henryka. Wzgórze Grodna, Marczyce

Wzgórze Grodna o wysokości 506 m n.p.m. to najwyższy szczyt Wzgórz Łomnickich i wzniesienie należące do Korony Sudetów Polskich. Na szczyt prowadzą dwa szlaki: żółty ze Staniszowa i niebieski z Marczyc (gmina Podgórzyn, pow. jeleniogórski). My wybraliśmy szlak niebieski - bardziej wymagający, zwłaszcza w końcowej partii, kiedy podejście wznosi się dosyć stromo. Przy tym szlaku znajdują się skałki - Skalna Ściana i Urwisko. Warto wybrać tę trasę choćby po to, aby zatrzymać się na chwilę na skałce Urwisko - roztacza się z niej piękny widok na zbiornik Sosnówka i Karkonosze. 

A na samym szczycie Grodnej znajdziecie ruiny zamku Henryka. Jeszcze kilka lat temu było to opuszczone miejsce, teraz zamek jest remontowany - w wieży zainstalowano schody, można już wejść na górę (przed remontem schodów nie było). Podczas naszego wypadu remont nadal trwał - w części przylegającej do wieży.
Prace są prowadzone m.in. dzięki opłacie za wstęp na wieżę widokową: 5 zł za bilet normalny, 3 zł za ulgowy. Wieża jest czynna od maja do października od 10:00 do 17:00. 

A cóż to w ogóle za budowla? Przez lata uważano, że zamek został wybudowany jako sztuczna ruina w wyniku rywalizacji między możnymi sudeckmi rodami. Według tej wersji Heinrich von Reuss chciał mieć swoją ruinę - tak jak Schaffgotschowie, którzy byli właścicielami zamku Chojnik. Na początku XIX wieku Chojnik był już po pożarze spowodowanym przez uderzenie pioruna. Zazdrosny Heinrich miał więc w 1806 r. wybudować sobie swoje osobiste ruiny. 

Jednak inna wersja przeczy tej historii. Zamek nie był wynikiem zazdrości, ale został ufundowany jako pawilon myśliwski złożony z wieży pełniącej funkcję punktu widokowego i przylegającej do niej Sali Myśliwskiej. Już po ukończeniu prac (1841) szczyt Grodnej odwiedzali kuracjusze i turyści (gościła tu np. Izabela Czartoryska), jednak jeszcze przed 1939 rokiem zamek został opuszczony. Na szczęście teraz jest ratowany przed całkowitą rozsypką. 

poniedziałek, 5 września 2016

Wodospad Kamieńczyka. Szklarska Poręba

Wodospad Kamieńczyka (846 m n.p.m.) to najwyższy wodospad po polskiej stronie Sudetów - jego wysokość wynosi 27 metrów. Znajduje się na obszarze ścisłej ochrony, na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego. 
Wejście do wąwozu jest płatne - 3 zł bilet ulgowy i 6 zł bilet normalny. W miesiącach letnich zejście jest możliwe w godzinach 8:00-20:00, obowiązkowo w kasku ochronnym. 

Chociaż nie jest to górski szczyt, to osoby z lękiem wysokości mogą mieć mały problem - trzeba zejść po wąskiej :platformie, przez którą widać majaczące gdzieś w dole dno skalistego wąwozu...

Podobno za środkową kaskadą znajduje się sztuczna grota - Złota Jama wykopana przez Walonów, którzy przed wiekami poszukiwali tutaj ametystu. Drogocenne kamienie to również motyw legendy związanej z wodospadem. To właśnie ich poszukiwał Kamieńczyk Bronisz - klejnoty miały uzdrowić jego chorą matkę. Otrzymał kamienie od zakochanej w nim rusałki Łabudki i wyruszył do domu, by uleczyć matkę. Obiecał jednak rusałce, że do niej wróci. Po kilku dniach Łabudka ruszyła na poszukiwania Bronisza. Ujrzała, jak śmiertelnik spada w przepaść i skoczyła za nim. Jej siostry tak długo rozpaczały, że z ich łez powstał Wodospad Kamieńczyka.  

Dojście do wodospadu nie jest skomplikowane, a trasa jest w miarę łatwa, chociaż bardzo kamienista - nie porywajcie się tam w sandałkach czy japonkach ;) Początkowo szlak wiedzie łagodnie pod górkę, ale przy samym dojściu do wodospadu robi się już trochę stromo. Czas dojścia z parkingu w Szklarskiej Porębie to około 30 minut. Do Kamieńczyka prowadzi szlak czerwony w kierunku Szrenicy - odcinek Głównego Szlaku Sudeckiego. 

Miejsce jest po prostu baśniowe - nic dziwnego, że właśnie tutaj nagrywano sceny do filmowej adaptacji Opowieści z Narnii. Po obejrzeniu Kamieńczyka z dna wąwozu można jeszcze wejść na platformę widokową przy schronisku Kamieńczyk, a stamtąd podziwiać najwyższy stopień wodospadu.